6 obserwujących
205 notek
87k odsłon
  48   0

Master. 36

Chen skłonił się, przyłożywszy pięść do otwartej dłoni. Przed nim stało sześciu starych mistrzów, czterech z kontynentu i dwóch z Hongkongu. Uśmiechali się do niego. Pierre nie wiedział, dlaczego jest tak zadowolony, ale domyślał się, że ci ludzie byli niezwykłymi osobami. Ubrani skromnie w mundurki sprzed wieku, prezentowali jakiś rodzaj majestatu, niedostępny do podkreślenia przez najlepszych krawców. Peter, który ich przyprowadził, promieniał z zadowolenia. Po wymianie uprzejmości Chen przedstawił wszystkich. Nowoprzybyli zainteresowali się sytuacją, Bianka opowiedziała o porwaniu Mariki, Pierre opowiedział o sprawach prowadzonych przez jego organizację, na końcu Chen o swoich przeżyciach. Tłum wokół lamborghini powoli rzedniał, ludzie napatrzyli się, ale ponieważ nie można było zajrzeć do środka, po pewnym czasie tracili zainteresowanie. Pojawiały się wątpliwości, czy tam rzeczywiście są diamenty i złoto. Po jakimś czasie pojawiła się teza, że samochód postawiono po to, żeby odciągnąć ludzi od protestów w sprawie aborcji.

Victor wszedł do gabinetu Gi, skłonił się Billowi i powiedział: Oświeceni zaczęli zjeżdżać, już prawie sto apartamentów jest zajętych, ciągle zjeżdżają następni. Dziś połowa powinna się zjawić. Jutro do południa powinni być wszyscy. Dzieci i niewolników na ofiary już zgromadziliśmy, część jest na miejscu, cześć w Charlerois. Do drugiej po południu wszyscy mają być na swoich miejscach.

Bill spojrzał na Gi – co ty na to? Jesteś zadowolony?

Tak, wszystko idzie zgodnie z planem.

Bill spojrzał mu w oczy, takie niespodziewane spojrzenia są deprymujące, Gi lekko się zmieszał.

Co może pójść nie tak?

Gi skulił się na samą myśl, że coś może pójść nie tak. Byli władcami świata, mogli kupić wszystko i wszystkich, mogli zabić każdego...

No właśnie nie każdego, Cholerny Chińczyk okazał się trudny do zabicia, wyszedł z ich siedziby i wyprowadził swoje dziewczyny. Przez plecy Gi przeszedł dreszcz. Nie okazał jednak nic po sobie.

Co z tym pieprzonym Chińczykiem? Dowiedziałeś się coś więcej?

Pytanie było skierowane do Victora.

Pilotuje jeden z wielkich balonów, należy do tych oszołomów, którzy nie chcą uznawać naszych zasad. Nie mamy dostępu do danych na ich temat, ale mamy nieformalny pakt o niewchodzeniu sobie w drogę. Liczymy na to, że po Wielkiej Gali układ sił się zmieni i ich podbijemy. Nasz Pan jest potężny, więc muszą nam ulec albo ich zniszczymy.

Jak zareagował na samochód z zawartością.

Postanowił przekazać go na działania charytatywne.

Bill i Gi roześmiali się głośno i z wyraźną ulgą. Victor dołączył do nich. Przez chwilę pośmiali się naprawdę szczerze i ten śmiech rozluźnił jakieś dziwne napięcie. Wszyscy mieli gdzieś w głębi przekonanie o tym, że mają do czynienia z rzeczami, których nie umieją objąć umysłem. Teraz usłyszeli znajome słowo. "Charytatywnie". Jedna z najstarszych sztuczek księgowych.

Pierwszy odezwał się Victor – wszyscy najlepsi cwaniacy udają szlachetność, dlatego mają najlepsze rezultaty. Ten Chińczyk zapewne nie ma ochoty zapłacić podatku. Ale chciałem powiedzieć o czym innym.Jest pewien gangster, Dietlaf Rumpke. Słyszeliście o nim i jego ekipie?

Tak. Wynajmujemy go czasami, najczęściej w Afryce. Wjeżdżają dżipem z przyczepką do wioski, zabijają wszystkich, a potem plądrują. Zabierają też dziewczyny i dzieci, ładują na przyczepkę i odjeżdżają. To najbardziej szalona banda, o jakiej słyszałem. To jedyny człowiek, którego się boję. Tylko raz spotkałem go osobiście. Gdyby przyszło mu do głowy mnie zastrzelić, zrobiłby to a dopiero później myślałby co dalej. Gi mówił to z wyraźną niechęcią.

Oni planują ukraść lamborghini, może być jatka. Ciekawi są naszej ewentualnej reakcji.

Bill spojrzał na Gi – co o tym sądzisz?

Formalnie my nie mamy już z tym nic wspólnego, właścicielem jest Chen. On jest teraz za to wszystko odpowiedzialny.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura