6 obserwujących
211 notek
88k odsłon
  36   0

Master. 49

Manfred Gelsmen. Many usłyszawszy swoje nazwisko wszedł do koła. Naprzeciw niego stał mężczyzna, który na oko ważył siedemdziesiąt pięć kilogramów. Mieli więc równe szanse. Pamiętał co powiedziała Sonia, każdy ruch miał opanowany. Alkohol już nie działał, więc był bardzo skupiony. Widział jak poprzednicy wypadali poza okrąg, kończąc swój udział w dalszej rywalizacji. Postanowił zagrać na czas, co też było niewypowiedzianą sugestią dziewczyny. Jego rywal patrzył mu w oczy, więc on też skoncentrował się na jego oczach, czekając na ruch. Tamten stał na ugiętych nogach, mięśnie miał niewidzialnie napięte, ale widać było, że każdy gwałtowny manewr spotka się z mocną odpowiedzią. Many markował wyprowadzanie ciosów, ale każdy jego ruch był przez tamtego lekko wyprzedzony. Kiedy już zebrał się na szaleńczą szarżę, żeby wszystko postawić na jedną kartę, nagle rozległ się dźwięk gongu. Sonia podbiegła, żeby go uścisnąć i pogratulować przejścia dalej.

Adam zawsze był blady, więc Gi nie zauważył, że zbladł dużo bardziej. Jego niewolnicze przywiązanie już wcześniej się rozwiało, teraz jednak zaczął nienawidzić Gi, była to jednak nienawiść klarowna, pozwalająca oceniać sytuację. Dlatego, gdy usłyszał, że ma przeznaczyć Alicję na jutrzejszą ofiarę a jej wątrobę wysłać do Ameryki, skłonił się jak zwykle, co dla Gi oznaczało zrozumienie polecenia i pewność jego wykonania. Uśmiechnął się i poszedł do najwyższych, tam zastał Michaela, który coś tłumaczył na temat sieci korytarzy i metod walki. Twarze zgromadzonych były skupione, wypełnione troską, ale Gi dostrzegł w nich bardzo dobrze ukryty strach. W duszy zatriumfował, ale skłonił się z szacunkiem należnym wyższym od siebie. Poczekał aż Michael skończy kwestię walk w tunelach i zreferował wydarzenia w stacji BKT-v. Prezes wprawdzie popełnił samobójstwo, ale ma dzieci i wnuki. Nie można puścić płazem takiego postępku, bo inni przestaną się nas bać i nas szanować. Trzeba pokazać, że nie wolno się nam sprzeciwiać, bo kara sięga daleko. Moi ludzie czekają na wasz rozkaz.

Azarel przybrał uroczysty wyraz twarzy i spojrzał po pozostałych, skinienia głów potwierdziły, choć Ewulon najdłużej się wahał. Kiedy Gi otrzymał rozkaz, miał już odejść, żeby go wykonać, ale nagle odwrócił się do najwyższych i powiedział.

Wiecie, że Kunciore zmarł?

Tak, bolejemy nad tą stratą, nie ma tak dobrego prawnika, jak on. To był wielki talent, nasz diament. Trudno będzie znaleźć dla niego następcę. Nasza organizacja powstała głównie dzięki niemu i jego wpływom. Po gali wszyscy jedziemy na jego pogrzeb.

Wybaczcie mi najwyżsi, że ośmielę się na pewną uwagę. Nasz mecenas miał bardzo chorą wątrobę, Znaleźliśmy dla niego nową, ale polityka naszej organizacji spowodowała, że miał mieć przeszczep po gali. Ośmielę się wysunąć hipotezę, że gdyby przeszczep zrobiono wcześniej, może jeszcze nasz przyjaciel mógłby żyć.

Gi mówił, patrząc w podłogę, trwał w ukłonie, ale jego słowa były oskarżeniem wobec najwyższych. Azarel rozgniewał się, ale nie bardzo wiedział co odpowiedzieć, zacisnął usta i trwał w milczeniu. Pozostali również nie odezwali się na te słowa, Gi ukłonił się jeszcze głębiej, odwrócił się i wyszedł.

Chen poszedł się przespać, Pierre został z Peterem. Siedzieli nadal na tych samych schodkach, przed siedzibą GAS, teraz jednak nie byli tak bardzo centrum wydarzeń. Uliczka roiła się od ludzi chodzących we wszystkie strony. Rozrywkowe centrum przeniosło się na placyk, do którego wiodła prostopadła ulica, słychać było wszędzie atmosferę podniecenia. Tematem rozmów była głównie cena kruszców, srebro kosztowało ponad 100 euro za uncję, złoto prawie trzy tysiące. Problem aborcji przestał być ideologiczny, zaczął być techniczny. Wszyscy nagle się dowiedzieli, że temperatura -195,8 stopni Celsjusza albo inaczej 77,35 stopni Kelwina – to temperatura wrzenia ciekłego azotu. Naturalną koleją rzeczy zaczęto snuć rozważania, jak będzie wyglądał świat, gdy urodzą się zamrożone dzieci.

Wiadomości o 21:00 pokazały zdjęcie z teleskopu i nadlatujący z ogromną prędkością obiekt, wielkości kilkunastu kilometrów. Jego trajektoria przecina się z ziemią jutro wieczorem.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura