6 obserwujących
219 notek
88k odsłon
  42   0

Master. 55

Zabijaj-ZłamWolę-Panuj patrzył w rosnące słońce. Był diabłem i miał robotę w okolicy.

Zbliżał się powoli na pokładzie statku, który wiózł 66 legionów diabłów. Każdy pojedynczy diabeł mógł w kilkanaście minut rozbić kompanię piechoty. Pluton diabłów w godzinę niszczył dywizję czołgów. Za kilkanaście godzin mieli wejść na orbitę trzeciej planety. Byli wzmocnieniem dla sił, które tam stacjonowały. Szykowała się jakaś większa akcja.

Zabijaj-ZłamWolę-Panuj było funkcjonalnym tłumaczeniem jego imienia. Fonetycznie brzmiało to HRZHRNGHRR, ludzie nazywali go Bael. Był tu już wiele razy. Widział jak formował się układ, widział jak stygły planety. Widział prymitywne bakterie i wielkie jaszczurki. Ostatnim razem w Afryce widział jak ledwie wyprostowane małpy stworzyły w wąwozie fabrykę do produkcji kamiennych siekier, funkcjonowała przez milion lat. Niestety, te stworzenia nie chciały ze sobą walczyć. Trudno było sformować oddział, rozchodzili się do swoich, gdy tylko zdobyli pożywienie. Przestał próbować i zrobił to, co zawsze się sprawdza – poczekał.

Azaren był wściekły, Gi podzielał jego emocje. Bruksela była jego domeną, nic nie mogło się tam dziać bez jego zgody. Teraz nagle jacyś bezczelni kuglarze organizują walki, rozdają pieniądze i samochody, mówią rzeczy, o których oni zabronili mówić. Teraz jednak posunęli się w swojej bezczelności za daleko. Przeszkodzili w pracy jego ludziom i upokorzyli ich a przez to upokorzyli oświeconych. Hańbę należy zmyć, to najświętsza zasada.

Zażądali natychmiastowego wysłania wszystkich swoich ludzi, po to, żeby zniszczyli oszołomów. Mieli do dyspozycji kilka tysięcy alfonsów, dilerów narkotyków i członków gangów, uzbrojonych w noże, pistolety i pewną ilość broni automatycznej. Mieli też trzystu najlepszych zabijaków na świecie, którzy byli ich ochroną. Kiedy Ewulon i Bilerad zwrócili uwagę, że nie można rzucać wszystkich sił przeciw wrogowi, o którym nie wiemy, czym dysponuje, zostali zwymyślani od wystraszonych cweli. Ludzie wyglądający jak gentelmeni używali słów naprawdę wulgarnych i poniżających. Podniesiona kwestia honoru wyłączyła racjonalność, Azaren w końcu przeforsował swój pomysł, niewiele brakło by wydać odpowiednie decyzje.

Stał właśnie pełen woli mocy, przekonany o swojej wielkości, gdy nagle poczuł, że nie jest sam. Jego kolana ugięły się wbrew woli, głowa pochyliła się i ukląkł w pokornej postawie, nie wiedząc jak do tego doszło.

To ja! Twój Pan!

Jestem do usług.

Zabraniam ci podejmowania jakichkolwiek działań bez mojego wyraźnego polecenia!

Tak jest, mój Panie.

Napięcie zelżało. Oświeceni przywykli do takich scen, gdy Master wszedł w czyjeś ciało. Dla Gi był to jednak szok. Stał sparaliżowany. Zrozumiał nagle, że całe ich panowanie nad światem nic nie znaczy. Są niewolnikami jak inni niewolnicy.

Po wyjściu Beriezowa Adam zaczął drżeć jak w gorączce. Prawie słyszał, jak w korytarzu śmierć ostrzy kosę. Spocił się i jednocześnie wyschło mu gardło. Doszedł do siebie po kilkunastu minutach. Podjął decyzję. Wziął szybki prysznic, ubrał się w zwykłe ubranie, zadzwonił jeszcze raz do Pierre'a. Dowiedział się, że Alicja jest absolutnie bezpieczna. Poprosił o pomoc dla siebie. Spodziewał się jakichś obiekcji, odpowiedzią były tylko krótkie, konkretne instrukcje.

Przeszedł całą trasę, minął strażników i wyszedł na tę samą uliczkę. Nadjechał szary samochód. Adam usiadł koło kierowcy, zamknął drzwi i wtedy usłyszał z tyłu głos Beriezowa – dokąd pan sobie życzy?

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura