6 obserwujących
227 notek
89k odsłon
  42   0

Master. 57

Gi śnił, że siedzi na złotym tronie. Najwyżsi z oświeconych oddają mu hołd. Grupowa władza się nie sprawdza. Wiedział, że to on jest powołany, by zostać cesarzem Ziemi. Szatan powiedział mu o tym już dawno. Kilkadziesiąt lat wcześniej oświeceni podjęli próby zbudowania hodowli niewolników i zniewolenia reszty społeczeństwa przy pomocy propagandy i wyznaczania fałszywych celów. W czasach wielkiej zarazy i powszechnych maseczek Szatan kazał mu, młodemu wówczas adeptowi, wykonywać jego plan. Teraz zbliżał się czas chwały.

Śnił mu się sam Lucyfer, który namaścił jego skronie olejem władzy. Nikt nie może mu się przeciwstawić, bo moc Pana Piekieł jest niezwyciężona.

Obudził się w euforii. Dziewczyna, którą użył wieczorem spała nago na podłodze obok łózka. Nie pozwalał im sypiać z nim, z wyjątkiem momentów zbliżenia. Teraz jednak złapał ją za włosy, wciągnął do łóżka i jeszcze raz okazał swoją męską siłę. Czuł wolę mocy i wiedział, że od dzisiejszego wieczora będzie niepokonany. Wiedział, że piekielne zastępy są blisko, pozostało tylko wykonać wszystkie kroki, spełnić ofiarę i zwyciężyć.

Trzydzieści lat Gi poświęcił na stworzenie małego imperium. W tym mieście każda prostytutka i każdy diler narkotyków pracowali dla niego. Napady rabunkowe były limitowane i opodatkowane. Dla Global Amber Service należało 20 procent łupu. Jeśli ktoś nie zapłacił, trafiał do więzienia. Wszystkie bary z alkoholem opłacały 15 procent, ale tych pieniędzy było najwięcej. Politycy, którzy przyjeżdżali do stolicy Europy mieli ekskluzywne warunki do zabawy. Dziewczyny, chłopcy i nawet dzieci były do dyspozycji. Dla elitarnej grupy organizowano czarne msze, orgie i ofiary. W zasobach prywatnych Gi miał zapisy filmowe wszystkich tych wydarzeń.

Zdumiewały go zawsze dwie rzeczy.

Kiedy polityk, sędzia czy majętny lekarz przychodził do niego i zamawiał niezgodną z prawem usługę, postępował tak, jakby nie zdawał sobie sprawy, że będzie potem szantażowany. Początkowo sam przyjmował zamówienia, potem jednak robił to Victor, bo Gi nie umiał ukryć pogardy wobec tych frajerów, którzy omamieni własną wielkością nie potrafili zrozumieć, że oddają się w niewolę.

Inna rzecz była dziwniejsza. Kiedy Lucyfer polecił mu stworzyć organizację, wszelkie pomysły były skopiowane z teorii Q-anon, kiedy trzeba było improwizować, Lucyfer dawał pełną akceptację pomysłom Gi. Początkowo nie zwracał na to uwagi, jednak w miarę upływu czasu Gi zaczął podejrzewać, że Lucyfer mimo absolutnej inteligencji, pozbawiony jest wyobraźni.

Marek obudził się przed świtem, przebiegł krótką trasę, przemył się w misce z wodą i usiadł do medytacji. Nie modlił się od pewnego czasu, bo wiedział, że to, co ma zrobić jest sprzeczne z jakąkolwiek religią. Starał się nie myśleć o niczym innym niż o prostych czynnościach do wykonania. Jedno proste cięcie mieczem, to wszystko, co ma do zrobienia.

Bianka klęczała obok starej zakonnicy, Andrei kolo niej. Nie zamienili słowa, ale wszyscy modlili się, szeptając w swoich językach, Widziała twarz Mariki, bała się bardzo, że już nigdy nie zobaczy córki. Całą noc trwała w modlitwie, teraz była zmęczona. Rzeczywistość mieszała się jej z marzeniem. Chciała, chociaż ostatni raz objąć swoją małą dziewczynkę. Głowa jej opadała.

W pewnej chwili poczuła, że jakieś ręce kładą ją na wygodny fotel i otulają kocem. Poczuła, że nie jest sama.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura