9 obserwujących
176 notek
109k odsłon
1407 odsłon

60 milionów dolarów zamiast tytułu menadżera roku

Wykop Skomentuj14

Z prasy: David Calhoun zastąpi Dennisa Muilenburga na stanowisku prezesa Boeinga. Taką decyzję podjęła rada nadzorcza firmy. Elementem, który finalnie przekreślił dalsze szanse Muilenburga, była decyzja o zawieszeniu produkcji Boeingów 737 Max. Zdaniem rady nadzorczej, dotychczasowy prezes nie poradził sobie z kryzysem, który rozpoczęły dwie katastrofy, w których udział wzięły feralne modele. (…) Dennis Muilenburg może dostać nawet 60 mln dolarów odprawy.

* * *

Jest takie powiedzenie, że jeśli menadżer podejmuje ryzykowną decyzję, to jak mu się uda, dostaje tytuł biznesmena roku; a jak się nie uda, dostaje sowitą odprawę.

* * *

Nie mam pojęcia dlaczego spółki akcyjne pozwalają swoim zarządcom na olbrzymie wypłaty. To jedna z patologii kapitalizmu. Oczywiście znam tłumaczenie, że od decyzji zarządu zależą miliardy, więc opłaca się dać im miliony, żeby nie pokpili sprawy. Ale to nieprawda. Gdyby tak było, wspomniany prezes Boeinga nie dostałby centa po zwolnieniu – a co więcej w ogóle nie zostałby zwolniony.

Wysokie apanaże prezesa nie uchroniły przed ryzykiem, które wynikało tylko z tego, że na pewnym etapie działalności firmy analiza kosztów podpowiedziała, iż opłaca się „zaoszczędzić” na bezpieczeństwie. W końcu prezes mógłby pomyśleć: „Płacą mi dużo, więc stać mnie na luksus niepopularnej w oczach akcjonariuszy decyzji o właściwym przeprowadzeniu testów nowego modelu”. Zarząd podjął jednak szereg szkodliwych w ogólnym rozrachunku działań, mających na celu minimalizację kosztów. Minimalizację kosztującą życie 364 osób – co jest „zrozumiałe” jeśli chodzi o dochody, choć zupełnie nieakceptowalne z moralnego punktu widzenia – oraz kłopotami finansowymi firmy, przed którymi miały chronić właśnie wysokie kontakty dla zarządu.

Ujawnione na początku roku mejle pracowników korporacji wskazywały na błędy przy projektowaniu modelu 737 Max. Pojawiały się w nich informacje o manii poszukiwania najtańszych dostawców i narzucaniu niemożliwych do dotrzymania harmonogramów. Zarząd zignorował te głosy.

Wszystko wskazuje też na to, że zarząd podjął też decyzję o łapówce dla kogoś z Federalnej Administracji Lotnictwa. FAL pozwoliła bowiem Boeingowi na samodzielne wykonanie testów bezpieczeństwa, za co później została mocno krytykowana, no bo jednak powinna w testach brać udział. Można powiedzieć, że przy udziale lobbingu nastąpiła „oddolna deregulacja”.

Po fakcie wskazywano też, że załogi zamiast szkolenia miały jedynie „przyuczenie” – niby pozwalała na to technologia, bo nowy model miał być identyczny w obsłudze jak „nieśmiertelny” 737 (bez Max). Ale nie był.

Powyższe postępowanie godne jest stażysty, który pracując za śmieciowe pieniądze, liczy na premię, ryzykując wątpliwymi decyzjami – „Jak mi się nie uda, to wylecę, ale i tak wiele nie zarabiam”. W jakim więc celu spółka wypłacała więc miliony prezesowi i jego kolegom?

Można powiedzieć „kto bogatemu zabroni” i nie pytać się więcej. Ale tak łatwo nie jest. Korporacje są organizacjami mającymi olbrzymi wpływ na nasze życie. Akurat w opisywanym przypadku na życie 364 pasażerów. Jest to wpływ bez ponoszenia odpowiedzialności. Wysokie wypłaty i odprawy dla zarządu są jednym ze środków zapewnienia bezkarności. I na razie nie ma kogoś, kto mógłby bogatemu jej zabronić.

Wykop Skomentuj14
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka