Wczoraj popołudniu świat obiegła informacja o incydencie na granicy Osetii Południowej. Kolumna samochodów wioząca prezydentów Gruzji i Rosji, została ostrzelana przez niezidentyfikowanych sprawców, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa rosyjskich wojskowych. Międzynarodowy incydent woła o natychmiastową reakcję, zanim nie będzie za późno. Incydent potwierdza sugestie strony gruzińskiej, jakoby Rosjanie nadal prowadzili w tym regionie agresywną i nieodpowiedzialną politykę. Tak? Nie do końca!
Wczorajsze wydarzenia na granicy osetyjsko-gruzińskiej budzą więcej, niż standardową porcję wątpliwości. Dlaczego zmieniono w ostatniej chwili plan wizyty prezydenta Kaczyńskiego? Co prezydenci robili w tak niebezpiecznym rejonie Gruzji, na granicy autonomicznej Osetii Południowej? Dlaczego wbrew ustalonym praktykom kolumna z dziennikarzami jechała na początku konwoju? Dlaczego prezydenci, w sytuacji zagrożenia życia, wysiadają z samochodów, lekceważąc wszelkie zasady bezpieczeństwa, obowiązujące w takiej sytuacji? Te pytania są istotne, ale nie zasadnicze. Odpowiedzi niekorzystne dla prezydenta Kaczyńskiego mogą tylko zaświadczyć o jego nieodpowiedzialności, lekkomyślności, czy w najlepszym razie brawurze. Skupmy się jednak na najważniejszych znakach zapytania, które karzą wątpić w szczerość prezydenta.
Prezydent Lech Kaczyński twierdzi, że słyszał świsty kul z kałasznikowów. Absurdalność tego twierdzenia nie wymaga komentarza. Prezydent Kaczyński twierdzi, że słyszał krzyki w języku rosyjskim, stąd wniosek, że strzelali Rosjanie. To ciekawe zważywszy na fakt, że zarówno Osetyjczycy jak i Gruzini również posługują się językiem rosyjskim. To również interesujące zważywszy na fakt, że Lech Kaczyński usłyszał rosyjską mowę, znajdując się w odległości 30 metrów od krzyczących. Co więcej sami dziennikarze towarzyszący prezydentom, twierdzą dziś, że słyszeli zarówno język gruziński jak i rosyjski.
Nie zamierzam się tu wgłębiać w moralne aspekty nagłego zbliżenia między Polską a Gruzją, a raczej między prezydentami Kaczyńskim i Saakaszwilim. To Saakaszwili wykonał pierwszy ruch w kaukaskim kotle, należy mieć to na uwadze definiując wzajemne relacje dyplomatyczne. Nie zapominajmy również, że 5 obchody Rewolucji Róż są farsą, jako że Gruzja nadal nie spełnia standardów demokratycznych, a pozostali liderzy tamtej rewolucji zostali odsunięci w cień, czy tak jak premier Zurab Żwanija zginęli w dziwnych okolicznościach. Nie lekceważmy również faktu, że prezydent Saakaszwili, jest bardzo bliskim sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, tak bliskim że aż nie do końca suwerennym, co zaczyna dostrzegać już większość obywateli Gruzji. Można powiedzieć że Saakaszwili jest wykonawcą interesów USA w regionie, gruzińskich zaś w dalszej kolejności. To wszystko karze patrzeć z podejrzeniem na cały incydent, który jest jak najbardziej na rękę, tracącemu w oczach międzynarodowej opinii publicznej Sakaszwiliemu. Należy również z ostrożnością podchodzić do wypowiedzi Lecha Kaczyńskiego, i całkiem na poważnie brać pod uwagę możliwość ,jego nieświadomego udziału w prowokacji, wykorzystanej zresztą w każdym aspekcie, dla celów stricte politycznych. Zapewnianie międzynarodowej opinii publicznej, zaledwie parę godzin po niewyjaśnionym przecież incydencie, o ewidentnej winie strony rosyjskiej, jest działaniem na szkodę interesów Polski i prowadzeniem kampanii wyborczej jej kosztem. Grożenie Rosji, której wina nie została przecież stwierdzona, jest niepoważne. To niedopuszczalne zachowanie, i jeżeli nie potwierdzą się oskarżenia prezydenta, lub co gorsza potwierdzi się teoria o prowokacji strony gruzińskiej, prezydent Lech Kaczyński powinien ponieść wszelkie możliwe konsekwencje swego zachowania.
Wczorajsze wydarzenia na granicy osetyjsko-gruzińskiej budzą więcej, niż standardową porcję wątpliwości. Dlaczego zmieniono w ostatniej chwili plan wizyty prezydenta Kaczyńskiego? Co prezydenci robili w tak niebezpiecznym rejonie Gruzji, na granicy autonomicznej Osetii Południowej? Dlaczego wbrew ustalonym praktykom kolumna z dziennikarzami jechała na początku konwoju? Dlaczego prezydenci, w sytuacji zagrożenia życia, wysiadają z samochodów, lekceważąc wszelkie zasady bezpieczeństwa, obowiązujące w takiej sytuacji? Te pytania są istotne, ale nie zasadnicze. Odpowiedzi niekorzystne dla prezydenta Kaczyńskiego mogą tylko zaświadczyć o jego nieodpowiedzialności, lekkomyślności, czy w najlepszym razie brawurze. Skupmy się jednak na najważniejszych znakach zapytania, które karzą wątpić w szczerość prezydenta.
Prezydent Lech Kaczyński twierdzi, że słyszał świsty kul z kałasznikowów. Absurdalność tego twierdzenia nie wymaga komentarza. Prezydent Kaczyński twierdzi, że słyszał krzyki w języku rosyjskim, stąd wniosek, że strzelali Rosjanie. To ciekawe zważywszy na fakt, że zarówno Osetyjczycy jak i Gruzini również posługują się językiem rosyjskim. To również interesujące zważywszy na fakt, że Lech Kaczyński usłyszał rosyjską mowę, znajdując się w odległości 30 metrów od krzyczących. Co więcej sami dziennikarze towarzyszący prezydentom, twierdzą dziś, że słyszeli zarówno język gruziński jak i rosyjski.
Nie zamierzam się tu wgłębiać w moralne aspekty nagłego zbliżenia między Polską a Gruzją, a raczej między prezydentami Kaczyńskim i Saakaszwilim. To Saakaszwili wykonał pierwszy ruch w kaukaskim kotle, należy mieć to na uwadze definiując wzajemne relacje dyplomatyczne. Nie zapominajmy również, że 5 obchody Rewolucji Róż są farsą, jako że Gruzja nadal nie spełnia standardów demokratycznych, a pozostali liderzy tamtej rewolucji zostali odsunięci w cień, czy tak jak premier Zurab Żwanija zginęli w dziwnych okolicznościach. Nie lekceważmy również faktu, że prezydent Saakaszwili, jest bardzo bliskim sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, tak bliskim że aż nie do końca suwerennym, co zaczyna dostrzegać już większość obywateli Gruzji. Można powiedzieć że Saakaszwili jest wykonawcą interesów USA w regionie, gruzińskich zaś w dalszej kolejności. To wszystko karze patrzeć z podejrzeniem na cały incydent, który jest jak najbardziej na rękę, tracącemu w oczach międzynarodowej opinii publicznej Sakaszwiliemu. Należy również z ostrożnością podchodzić do wypowiedzi Lecha Kaczyńskiego, i całkiem na poważnie brać pod uwagę możliwość ,jego nieświadomego udziału w prowokacji, wykorzystanej zresztą w każdym aspekcie, dla celów stricte politycznych. Zapewnianie międzynarodowej opinii publicznej, zaledwie parę godzin po niewyjaśnionym przecież incydencie, o ewidentnej winie strony rosyjskiej, jest działaniem na szkodę interesów Polski i prowadzeniem kampanii wyborczej jej kosztem. Grożenie Rosji, której wina nie została przecież stwierdzona, jest niepoważne. To niedopuszczalne zachowanie, i jeżeli nie potwierdzą się oskarżenia prezydenta, lub co gorsza potwierdzi się teoria o prowokacji strony gruzińskiej, prezydent Lech Kaczyński powinien ponieść wszelkie możliwe konsekwencje swego zachowania.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)