
Do pełnego obrazu warto także przedstawić dane Państwowej Komisji Wyborczej dotyczącej szczegółowej frekwencji w poprzednich wyborach prezydenckich:
|
Frekwencja w wyborach prezydenckich w 2005 roku - I tura (na podstawie danych PKW)
|
Frekwencja w wyborach prezydenckich w 2005 roku - II tura (na podstawie danych PKW)
|
|
|
Liczba głosów
|
|
Liczba głosów
|
|
Mieszkańców
|
38 028 391
|
Mieszkańców
|
38 028 391
|
|
Uprawnionych
|
30 260 027
|
Uprawnionych
|
30 279 209
|
|
Wydane karty
|
15 051 157
|
Wydane karty
|
15 439 684
|
|
Głosów oddanych
|
15 046 350
|
Głosów oddanych
|
15 435 020
|
|
Głosów ważnych
|
14 946 689
|
Głosów ważnych
|
15 279 787
|
|
Głosów nieważnych
|
99 661
|
Głosów nieważnych
|
159 897
|
|
Ogółem
|
49,74%
|
Ogółem
|
50,99%
|
Warto zastanowić się co jest przyczyną słabej aktywności Polaków przy urnach wyborczych. Czy nie jest nią wadliwie działanie głównych instytucji państwa? Nie są one wstanie należycie wypełnić swoich podstawowych funkcji, przez co społeczne zaufanie do nich spada do niepokojąco niskiego poziomu. Jednym z elementów kryzysu zaufania do państwa jest przecież jest nikłe, albo niewielkie uczestnictwo obywateli naszego kraju w demokratycznych procedurach (patrz udział w referendach), owocujące poważnym deficytem legitymizacyjnym właśnie przy wyborach.
Robert Alan Dahl, amerykański politolog i socjolog w swoich badaniach empirycznych dotyczących demokracji i pluralizmu pisał, że „demokracja w jej klasycznym rozumieniu oznaczała przede wszystkim bezpośredni udział obywateli: demokracja albo jest partycypacyjna, albo jej w ogóle nie ma”.
Kompetencje obywatelskie, a w nich także dokonywanie wyborów są nie odrębną częścią ludzkiej natury.Idealnie byłoby gdyby głosowanie przez obywateli nie sprowadzało się wyłącznie do „wrzucenia kartki do urny” , z czym głównie mamy do czynienia w Polsce. Ważne, jeśli nie najważniejsze przy dokonywaniu jakichkolwiek wyborów, aby wybór obywatela był podjęty świadomie i racjonalnie. Świadomie czyli wiem nie tylko za kim głosuję, ale także za jakim światopoglądem kandydata, jego wizją Polski, spojrzeniem na sprawy gospodarcze i międzynarodowe oraz jakie mogą być potencjalne konsekwencje mojego wyboru.
Aby ten warunek był w pełni spełniony ważne jest nie tylko zastanowienie się nad polityką, ale konieczna jest minimalna wiedza racjonalnej analizy sceny politycznej. Ważna jest tutaj rola mediów w demokratycznym państwie i ich rola wyjaśniania różnić między poszczególnymi partiami politycznymi, kandydatami, wizjami politycznymi. Taką rolę przecież powinna pełnić także debata prezydencka, która odbyła się w ostatnią niedzielę.
Niewielki udział w życiu życiu politycznym społeczeństwa i reprezentacji swoich przedstawicieli odzwierciedla również nieistnienie społeczeństwa obywatelskiego i w konsekwencji brak lojalności wobec całego systemu. Niektórzy, bowiem obywatelu brak uczestnictwa w wyborach tłumaczą brakiem zaufania do elit politycznych, państwa. Można jeszcze inaczej tłumaczyć niską frekwencję wyborczą, – jako zgodę społeczeństwa na istniejące polityczne status quo. Jest dobrze jak jest, więc, po co zmieniać sytuację polityczną w kraju? Po co iść głosować? Nie lepiej spędzić czas przed telewizorem lub na grillu?
Osobiście uważam, że przy frekwencji kluczowe znaczenie ma również zaufanie do polityków w ogóle. Polaków charakteryzuje stosunkowo niski poziom zaufania do innych ludzi. Tendencja ta ma swoje odzwierciedlenie także w poziomie zaufania do polityków. Nie da się ukryć, że na poziom zaufania do polityków wpływa sytuacja przedwyborcza i ona właśnie może w znaczący sposób zmodyfikować znaczenie głosowania. Na taką zależność zwracała również uwagę w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” (14.06.2010)Mirosława Grabowska, socjolog i dyrektor CBOS„Wolność wyboru to także wolność do rezygnacji z wyboru. Ale w Polsce frekwencja jest rzeczywiście niska, niższa niż w większości krajów na świecie. Polacy nie interesują się polityką, nie rozumieją jej, uważają, że jest brudna. Z badań CBOS wynika, że w Polsce polityką interesuje się ok. 15 proc. badanych, sondaże w innych krajach pokazują, że tam ten wskaźnik jest wyższ”, „(..)Iniskie jest zaufanie do podstawowych instytucji politycznych: Sejmu, Senatu, partii. Polityka to nie nasz żywioł”.
Można zaryzykować tezę, że ludzie w Polsce decydują się skorzystać z prawa wyborczego w sytuacji, kiedy otrzymują od polityków wyraźny komunikat dotyczący wysokiej wagi wyborów i ogromnej roli, jaką mają odegrać. Tak było w wyborach prezydenckich 2005 roku, gdzie do urn poszło 50% Polaków oraz przy wyborach parlamentarnych, gdzie do urn wybrało się 54% co jak na krajowe warunki nie jest złym wynikiem. Spór ideowy stawiany wokół Polski solidarnej a Polski liberalnej spowodował wyostrzenie kampanii wyborczej i wybory odbywały się także, jeśli nie głównie wokół tego konfliktu. Obok mediów ogromną rolę mają do odegrania politycy i partie polityczne, które powinny przedstawić wyborcom spójne i konkurencyjne programy wyborcze. Ważnym ośrodkiem wspierania uczestnictwa społeczeństwa pełnią media. W wyborach zarówno parlamentarnych jak i prezydenckich w 2007 była prowadzona szeroka akcja wspierająca frekwencję. Ulotki w gazetach, specjalna strona internetowa, ogłoszenia w telewizji zachęcały do głosowania. Zastanawia fakt, że w tym roku nie ma aż tak szerokiej akcji propagującej udział społeczeństwa w wyborach. Czyżby tegoroczne wybory były mniej ważne od tych, które odbyły się w 2007 roku? Przy wyborach swoją rolę do spełnienia ma także kościół. Zwłaszcza w małych miejscowościach i wsiach, gdzie proboszcz nadal jest autorytetem, kościół mógłby zachęcać do udziału parafian w wyborach.Oczywiście bez agitowania na kogo trzeba głosować.
Marek Migalski obecnie europoseł Prawa i Sprawiedliwości na łamach tygodnika „Wprost” nr 41/2007 ( w kontekście wyborów parlamentarnych) pisał „jedynym uzasadnieniem dążenia do wysokiej frekwencji wyborczej jest potrzeba tzw. legitymizacji reżimu politycznego. Im więcej obywateli weźmie udział w wyborach, tym bardziej uprawomocniony będzie parlament i rząd. Jeśli do urn pójdzie 100 proc. uprawnionych, a partia rządząca otrzyma 60 proc. głosów, to będzie mogła deklarować, że kieruje sprawami narodu z jego woli. Jeśli jednak do urn pofatyguje się jedynie 40 proc. obywateli (jak było w czasie ostatniej polskiej elekcji parlamentarnej), a zwycięska partia otrzyma zaledwie 27 proc. głosów, będzie to oznaczać, że Jarosław Kaczyński kieruje państwem z woli zaledwie 10 proc. mieszkańców Polski (wliczając osoby poniżej 18. roku życia). Jego prawo do wypowiadania się w imieniu Polski i kierowania jej sprawami jest wówczas mniejsze niż w pierwszym wypadku. I to cała argumentacja za wyższą frekwencją wyborczą”. Ciekawe czy dziś w świetle nadchodzących wyborów prezydenckich Pan Marek Migalski powtórzyłby te słowa.
Jak Polacy zachowają się 20 czerwca 2010 r. i przy ewentualnej II turze 4 lipca? Trudno dziś jednoznacznie stwierdzić. Można przypuszczać, że II tura na początku lipca nie będzie sprzyjała kandydatowi Bronisławowi Komorowskiego. Młodzi Polacy wyjadą na wakacje, wielkomiejska młodzież z metropolii rozjedzie się po Polsce, a to przecież w dużej mierze elektorat kandydata PO. Choć w tych wyborach w przeciwieństwie do wyborów z 2005 roku, nie jest „wstydem” głosowanie na kandydata PiS.Czy zaostrzenie w ostatnim czasie kampanii i coraz bardziej agresywny język niektórych kandydatów doprowadzi do zwiększonej aktywności Polaków przy urnach?Czy wybór między patriotyczną, silną Polską, konserwatywną ale nowoczesną reprezentowaną przez kandydata PiS Jarosława Kaczyńskiego, a Bronisławem Komorowskim reprezentującym obecne status quo i dominację PO na scenie politycznej sprawi, że więcej obywateli pojawi się 20 czerwca z kartką przy urnie?Czy ostry spór ideologiczny zwiększyłby frekwencję wyborczą?
Warto po tych wyborach prezydenckich zastanowić się nad rozwiązaniami, które mogą zwiększyć udział Polaków przy mechanizmach wyboru przedstawicieli władz. Wybory przeprowadzane w ciągu dwóch dni, głosowanie korespondencyjne, głosowanie elektroniczne czy obowiązek głosowania pod karą grzywny (jak w niektórych demokracjach zachodnich), czy w końcu wprowadzenie okręgów jednomandatowych (najbardziej kontrowersyjne i polityczne). Wprowadzenie niektórych rozwiązań powinno być poprzedzone szeroką debatą publiczną i rozważone jako wspólny projekt partii politycznych ponad podziałami. Jeśli niektóre z tych rozwiązań doprowadziłyby do zwiększenia o 5%-8% frekwencję warta byłaby wprowadzenia na stałe.
Sondaż dla Polskiego Radia jaki został przeprowadzony 4 czerwca przez Instytut Badania Opinii "Homo Homini" metodą kwestionariuszowych wywiadów telefonicznych na ogólnopolskiej na reprezentatywnej próbie 1068 pełnoletnich mieszkańców Polski wykazała, że 69,3% ankietowanych zadeklarowało, że poszłoby do wyborów, gdyby odbywały się one jutro. T rudno jednak nie oprzeć się przekonaniu, że w tego typu sondażach przeszacowanie jest duże, w sondażach zawsze chcemy wypaść niż w rzeczywistości. Frekwencja na poziomie 55-60% będzie dużym wyzwaniem dla polskiej, młodej demokracji i jeśli będzie w tych granicach okaże się wspaniałym osiągnięciem. Jak będzie okaże się prawdopodobnie po 4 lipca 2010, choć nie można wykluczyć, że wszystko rozstrzygnie się w najbliższą niedzielę.
Art. 62. pkt 1 Konstytucji RP stwierdza „Obywatel polski ma prawo udziału w referendum orazprawo wybierania Prezydenta Rzeczypospolitej, posłów, senatorów i przedstawicieli do organów samorządu terytorialnego, jeżeli najpóźniej w dniu głosowania kończy 18 lat”.
Skorzystajmy z tego prawa, nawet jeśli niektórzy z nas oddadzą głos nieważny ( warto przy tym zaważyć, że II turze wyrobów prezydenckich w 2005 roku oddano blisko 160 tysięcy nieważnych głosów).
Zróbmy wszystko aby wygraną w tych wyborach prezydenckich był nasz aktywny udział.
Komentarze
Pokaż komentarze (11)