Michał Kot Michał Kot
1042
BLOG

Frekwencjo!Wzlatuj nad poziomy!

Michał Kot Michał Kot Polityka Obserwuj notkę 11

               Jednym z głównych aktorów niedzielnych wyborów prezydenckich będzie frekwencja wyborcza.Warto przy tym przypomnieć, jak kształtowania się ona w naszej 20- letniej młodej demokracji, i zastanowić się, jaka ona będzie w tych wyborach. Komu będzie sprzyjać wysoka, a komu niska frekwencja? Dlaczego do tej pory nie była za wysoka?

            Najwyższą frekwencja wyborczą po przemianach 1989 roku zanotowaliśmy w wyborach prezydenckich w roku 1995 (II tura). Z prawa głosu skorzystało wówczas ponad  68% uprawnionych do głosowania, co wydaje się wynikiem nie do  powtórzenia.  Decydujące starcie między Lechem Wałęsą, a Aleksandrem Kwaśniewskim zmobilizowało aż 18 762 615 Polaków z czego na kandydata lewicy zagłosowało 9 704 439 osób (51,72%). Z kolei ostatnich wyborach parlamentarnych w roku 2007 z prawa głosu skorzystało wówczas niemal 54% uprawnionych do głosowania. Jak na polskie warunki wynik ten jest naprawdę wysoki. Co ważne do urn poszło wielu młodych ludzi, którzy zwykle w ograniczonym zakresie korzystają ze swoich praw. Czy była to incydentalna mobilizacja, czy może powoli polska demokracja wchodzi na inny etap rozwoju i Polacy będą chętniej z prawa głosu korzystać? Okaże się w najbliższą niedzielę. 
         Ciekawe zestawienie aktywności Polaków w dotychczasowych wyborach i referendach jakiej miały w Polsce po 1989 roku przedstawia dzisiejsze wydanie "Gazety Wyborczej":

 

 

 

 

 

 Do pełnego obrazu warto także przedstawić dane Państwowej Komisji Wyborczej dotyczącej szczegółowej frekwencji w poprzednich wyborach prezydenckich:

 

Frekwencja w wyborach prezydenckich w 2005 roku - I tura (na podstawie danych PKW)

Frekwencja w wyborach prezydenckich w 2005 roku - II tura (na podstawie danych PKW)

 

Liczba głosów

 

Liczba głosów

Mieszkańców

38 028 391

Mieszkańców

38 028 391

Uprawnionych

30 260 027

Uprawnionych

30 279 209

Wydane karty

15 051 157

Wydane karty

15 439 684

Głosów oddanych

15 046 350

Głosów oddanych

15 435 020

Głosów ważnych

14 946 689

Głosów ważnych

15 279 787

Głosów nieważnych

99 661

Głosów nieważnych

159 897

Ogółem

49,74%

Ogółem

50,99%

 Warto zastanowić się co jest przyczyną słabej aktywności Polaków przy urnach wyborczych. Czy nie jest nią wadliwie działanie głównych instytucji państwa? Nie są one wstanie należycie wypełnić swoich podstawowych funkcji, przez co społeczne zaufanie do nich spada do niepokojąco niskiego poziomu. Jednym z elementów kryzysu zaufania do państwa jest przecież jest nikłe, albo niewielkie uczestnictwo obywateli naszego kraju  w demokratycznych procedurach (patrz udział w referendach), owocujące poważnym deficytem legitymizacyjnym właśnie przy wyborach.

          Robert Alan  Dahl, amerykański politolog i socjolog w swoich badaniach empirycznych dotyczących demokracji i pluralizmu pisał, że „demokracja w jej klasycznym rozumieniu oznaczała przede wszystkim bezpośredni udział obywateli: demokracja albo jest partycypacyjna, albo jej w ogóle nie ma”.
Kompetencje obywatelskie, a w nich także dokonywanie wyborów są nie odrębną częścią ludzkiej natury.Idealnie byłoby gdyby głosowanie przez obywateli nie sprowadzało się wyłącznie do „wrzucenia kartki do urny” , z czym głównie mamy do czynienia w Polsce. Ważne, jeśli nie najważniejsze przy dokonywaniu jakichkolwiek wyborów, aby wybór obywatela był podjęty świadomie i racjonalnie. Świadomie czyli wiem nie tylko za kim głosuję, ale także za jakim światopoglądem kandydata, jego wizją Polski, spojrzeniem na sprawy gospodarcze i międzynarodowe oraz jakie mogą być  potencjalne konsekwencje mojego wyboru.
Aby ten warunek był w pełni spełniony ważne jest nie tylko zastanowienie się nad polityką, ale konieczna jest minimalna wiedza racjonalnej analizy sceny politycznej. Ważna jest tutaj rola mediów w demokratycznym państwie i ich rola wyjaśniania różnić między poszczególnymi partiami politycznymi, kandydatami, wizjami politycznymi. Taką rolę przecież powinna pełnić także debata prezydencka, która odbyła się w ostatnią niedzielę.  
Niewielki udział w życiu  życiu politycznym społeczeństwa i reprezentacji swoich przedstawicieli odzwierciedla również nieistnienie społeczeństwa obywatelskiego i w konsekwencji brak lojalności wobec całego systemu. Niektórzy, bowiem obywatelu brak uczestnictwa w wyborach tłumaczą brakiem zaufania do elit politycznych, państwa. Można jeszcze inaczej tłumaczyć niską frekwencję wyborczą, – jako zgodę społeczeństwa na istniejące polityczne status quo. Jest dobrze jak jest, więc, po co zmieniać sytuację polityczną w kraju? Po co iść głosować? Nie lepiej spędzić czas przed telewizorem lub na grillu?
Osobiście uważam, że przy frekwencji  kluczowe znaczenie ma również zaufanie do polityków w ogóle. Polaków charakteryzuje stosunkowo niski poziom zaufania do innych ludzi. Tendencja ta ma swoje odzwierciedlenie także w poziomie zaufania do polityków. Nie da się ukryć, że na poziom zaufania do polityków wpływa sytuacja przedwyborcza i ona właśnie może w znaczący sposób zmodyfikować znaczenie głosowania. Na taką zależność zwracała również uwagę w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” (14.06.2010)Mirosława Grabowska, socjolog i  dyrektor CBOSWolność wyboru to także wolność do rezygnacji z wyboru. Ale w Polsce frekwencja jest rzeczywiście niska, niższa niż w większości krajów na świecie. Polacy nie interesują się polityką, nie rozumieją jej, uważają, że jest brudna. Z badań CBOS wynika, że w Polsce polityką interesuje się ok. 15 proc. badanych, sondaże w innych krajach pokazują, że tam ten wskaźnik jest wyższ”, „(..)Iniskie jest zaufanie do podstawowych instytucji politycznych: Sejmu, Senatu, partiiPolityka to nie nasz żywioł”.
Można zaryzykować tezę, że ludzie w Polsce decydują się skorzystać z prawa wyborczego w sytuacji, kiedy otrzymują od polityków wyraźny komunikat dotyczący wysokiej wagi wyborów i ogromnej roli, jaką mają odegrać. Tak było w wyborach prezydenckich 2005 roku, gdzie do urn poszło 50% Polaków oraz przy wyborach parlamentarnych, gdzie do urn wybrało się 54% co jak na krajowe warunki nie jest złym wynikiem. Spór ideowy stawiany wokół Polski solidarnej a Polski liberalnej spowodował wyostrzenie kampanii wyborczej i wybory odbywały się także, jeśli nie głównie wokół tego konfliktu.  Obok mediów ogromną rolę mają do odegrania politycy i partie polityczne, które powinny przedstawić wyborcom spójne i konkurencyjne programy wyborcze. Ważnym ośrodkiem wspierania uczestnictwa społeczeństwa pełnią media. W wyborach zarówno parlamentarnych jak i prezydenckich w 2007 była prowadzona szeroka akcja wspierająca frekwencję. Ulotki w gazetach, specjalna strona internetowa, ogłoszenia w telewizji zachęcały do głosowania. Zastanawia fakt, że w tym roku nie ma aż tak szerokiej akcji propagującej udział społeczeństwa w wyborach. Czyżby tegoroczne wybory były mniej ważne od tych, które odbyły się w 2007 roku? Przy wyborach swoją rolę do spełnienia ma także kościół. Zwłaszcza w małych miejscowościach i wsiach, gdzie proboszcz nadal jest autorytetem, kościół mógłby zachęcać do udziału parafian w wyborach.Oczywiście bez agitowania na kogo trzeba głosować. 
 Marek Migalski obecnie europoseł Prawa i Sprawiedliwości na łamach tygodnika „Wprost” nr 41/2007 ( w kontekście wyborów parlamentarnych) pisał „jedynym uzasadnieniem dążenia do wysokiej frekwencji wyborczej jest potrzeba tzw. legitymizacji reżimu politycznego. Im więcej obywateli weźmie udział w wyborach, tym bardziej uprawomocniony będzie parlament i rząd. Jeśli do urn pójdzie 100 proc. uprawnionych, a partia rządząca otrzyma 60 proc. głosów, to będzie mogła deklarować, że kieruje sprawami narodu z jego woli. Jeśli jednak do urn pofatyguje się jedynie 40 proc. obywateli (jak było w czasie ostatniej polskiej elekcji parlamentarnej), a zwycięska partia otrzyma zaledwie 27 proc. głosów, będzie to oznaczać, że Jarosław Kaczyński kieruje państwem z woli zaledwie 10 proc. mieszkańców Polski (wliczając osoby poniżej 18. roku życia). Jego prawo do wypowiadania się w imieniu Polski i kierowania jej sprawami jest wówczas mniejsze niż w pierwszym wypadku. I to cała argumentacja za wyższą frekwencją wyborczą”. Ciekawe czy dziś w świetle nadchodzących wyborów prezydenckich Pan Marek Migalski powtórzyłby te słowa.
Jak Polacy zachowają się 20 czerwca 2010 r. i przy ewentualnej II turze 4 lipca? Trudno dziś jednoznacznie stwierdzić. Można przypuszczać, że II tura na początku lipca nie będzie sprzyjała kandydatowi Bronisławowi Komorowskiego. Młodzi Polacy wyjadą na wakacje, wielkomiejska młodzież z metropolii rozjedzie się po Polsce, a to przecież w dużej mierze elektorat kandydata PO. Choć w tych wyborach w przeciwieństwie do wyborów z 2005 roku, nie jest „wstydem” głosowanie na kandydata PiS.Czy zaostrzenie w ostatnim czasie kampanii i coraz bardziej agresywny język niektórych kandydatów doprowadzi do zwiększonej aktywności Polaków przy urnach?Czy wybór  między patriotyczną, silną Polską, konserwatywną ale nowoczesną reprezentowaną przez kandydata PiS Jarosława Kaczyńskiego, a Bronisławem Komorowskim reprezentującym obecne status quo i dominację PO na scenie politycznej sprawi, że więcej obywateli pojawi się 20 czerwca z kartką  przy urnie?Czy ostry spór ideologiczny zwiększyłby frekwencję wyborczą?
Warto po tych wyborach prezydenckich zastanowić się nad rozwiązaniami, które mogą zwiększyć udział Polaków przy mechanizmach wyboru przedstawicieli władz. Wybory przeprowadzane w ciągu dwóch dni, głosowanie korespondencyjne, głosowanie elektroniczne czy obowiązek głosowania pod karą grzywny (jak w niektórych demokracjach zachodnich), czy w końcu wprowadzenie okręgów jednomandatowych (najbardziej kontrowersyjne i polityczne). Wprowadzenie niektórych rozwiązań powinno być poprzedzone szeroką debatą publiczną i rozważone jako wspólny projekt partii politycznych ponad podziałami. Jeśli niektóre z tych rozwiązań doprowadziłyby do zwiększenia o 5%-8% frekwencję warta byłaby wprowadzenia na stałe.
Sondaż  dla Polskiego Radia jaki został przeprowadzony 4 czerwca przez Instytut Badania Opinii "Homo Homini" metodą kwestionariuszowych wywiadów telefonicznych na ogólnopolskiej na reprezentatywnej próbie 1068 pełnoletnich mieszkańców Polski wykazała, że 69,3% ankietowanych zadeklarowało, że poszłoby do wyborów, gdyby odbywały się one jutro. T rudno jednak nie oprzeć się przekonaniu, że w tego typu sondażach przeszacowanie jest duże, w sondażach zawsze chcemy wypaść niż w rzeczywistości. Frekwencja na poziomie 55-60% będzie dużym wyzwaniem dla polskiej, młodej demokracji i jeśli będzie w tych granicach okaże się wspaniałym osiągnięciem. Jak będzie okaże się prawdopodobnie po 4 lipca 2010, choć nie można wykluczyć, że wszystko rozstrzygnie się w najbliższą niedzielę.
Art. 62. pkt 1  Konstytucji RP stwierdza „Obywatel polski ma prawo udziału w referendum orazprawo wybierania Prezydenta Rzeczypospolitej, posłów, senatorów i przedstawicieli do organów samorządu terytorialnego, jeżeli najpóźniej w dniu głosowania kończy 18 lat”. 
 
Skorzystajmy z tego prawa, nawet jeśli niektórzy z nas oddadzą głos nieważny ( warto przy tym zaważyć, że II turze wyrobów prezydenckich w 2005 roku oddano blisko 160 tysięcy nieważnych głosów).  
 
Zróbmy wszystko aby wygraną w tych wyborach prezydenckich był nasz aktywny udział.
Michał Kot
O mnie Michał Kot

Kto to wie?!!;-) Już nie młody, ale jeszcze nie stary...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka