Ciekawe informacje dotyczące premiera Donalda Tuska podaje dzisiejsza „Rzeczpospolita”. Nowa strategią premiera według gazety ma być skupienie się na polityce zagranicznej. Donald Tusk ma być do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych kreowany na europejskiej męża stanu. Pomóc ma mu w tym także przejęcie 1 lipca 2011 roku przez Polskę unijnej prezydencji.
Za stan polskiej gospodarki i niedane, a raczej brak reform mają polityczną odpowiedzialność ponieść ministrowie rządu. Premier zamieni się zatem wyłącznie w recenzenta polityki gospodarczej swojego rządu (!) i jak srogi ojciec będzie karał ministrów wysyłając ich na oślą ławkę.
Zastanówmy się kogo zatem premier Donald Tusk mógł ukarać i wyrzucić ze swojego „reformatorskiego” rządu.
Minister finansów – Jacek Rostowski? Nie posiadający zaplecza politycznego minister, technokrata ma silne poparcie samego premiera. Jego pomysły dotyczące prowadzonej polityki budżetowej cieszą się zaufaniem premiera. Jest to nie do ruszenia. Zresztą zdymisjonowanie ministra finansów byłoby de facto przyznaniem się premiera do porażki prowadzonej polityki fiskalnej. Jak wiem jednak z zapewnień premiera jest ona prowadzona na miarę naszych potrzeb i możliwości, i nie wymaga większych zmian.
Minister skarbu – Aleksander Grad? Do końca roku rząd chce uzyskać z prywatyzacji 28 mld złotych,
Minister Infrastruktury – Cezary Grabarczyk? Chyba najbardziej możliwa dymisja w rządzie Donalda Tuska. Jak każdy minister infrastruktury i Cezary Grabarczyk ma problemy z przyśpieszeniem budowy autostrad. Co prawda ministerstwo chwali się uproszczeniem procedur, ale to za mało. Dymisja Grabarczyka byłaby bez kosztów politycznych dla Tuska.
Minister Gospodarki – Waldemar Pawlak? Niemożliwe. Dymisja Pawlaka skończyła się końcem koalicji PO-PSL i przyspieszonymi wyborami parlamentarnymi. Choć pomiędzy PO i PSL iskrzy co jakiś czas, koalicja przetrwa do przyszłorocznych wyborów.
Z tego samego powodu co premier Pawlak, w grę nie wchodzi także dymisja ministra rolnictwa i rozwoju wsi Marka Sawickiego. Koniec Sawickiego w rządzie – koniec koalicji.
Twardym orzechem do zgryzienia jest pozycja w rządzie Jolanty Fedak – ministra pracy i polityki społecznej. Jej szalone wręcz pomysły dotyczące OFE, a zwłaszcza zawieszenia na okres dwóch lat składek do OFE i przekazanie ich w całości do ZUS-u aby przykry deficyt sektora ubezpieczeń społecznych są z pogranicza debilizmu ekonomicznego. Dymisja Jolanty Fedak już dawno powinna mieć miejsce.
Ewa Kopacz – minister zdrowia. Jej pomysły na oddłużenie państwowej służby zdrowia i przekształcenie szpitali w publiczne spółki nie doczekały się jak na razie finału. Jaka jest kondycja państwowej służby zdrowia każdy widzi. Dymisja minister zdrowia nie była by wielkim kosztem politycznym dla Tuska,a korzyści PR-owskie znaczne.
Tak więc, od którego ministra mógłby zacząć premier Donald Tusk. Wybór trudny. Z jednej strony zagrażałoby koalicji PO-PSL,a z drugiej strony byłby przyznaniem się do nieudolnie prowadzonej własnej polityki gospodarczej ( co zresztą nie jest dalekie od prawdy).
Jak czytamy w dzisiejszej „Rzeczpospolitej” „taktykę rzekomego niemieszania się do codziennej bijatyki politycznej widać już od dawna – ocenia dr Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. – Im bliżej wyborów, tym bardziej Tusk będzie się stawiał w roli ponadpartyjnego quasi-prezydenta”.
Nie mieszanie się premiera do spraw krajowych i postawienie na politykę zagraniczną jest o tyle dziwne, że jeszcze w lutym tego roku Donald Tusk pytany o kandydowanie na prezydenta, twierdził, że nie zamierza kandydować właśnie ze względu na reformy jakie zamierza przeprowadzić, jak wielkie zadania przed nim i rządem czekają. Dziś wiemy, że była to wyłącznie zagrywka pod publiczkę. Żadnym reform nie będzie. Od dziś premier Tusk j będzie politykiem formatu europejskiego, i będzie wśród głównych rozgrywających w Unii Europejskiej. Problemy krajowymi: reformą systemu emerytalnego, fatalną służbą zdrowia, reformą mundurówek, rosnącym długiem publicznym będą zajmowali się poszczególni ministrowie. Oni poniosą polityczną odpowiedzialność. Co to za mąż stany, który boi się odpowiedzialności? Co to za ojciec (premier),który nie bierze odpowiedzialności za to co robią jego dzieci (ministrowie)?
Premier Tusk boi się ponieść najwyższą polityczną cenę za bolesne reformy – utratę władzy. Co raz bardziej widoczne jest, że ten rządy wyłącznie skupił się na administrowaniu krajem, „jakoś to będzie” zdaje się mówić premier, najważniejsza jest władza i utrzymanie jej przez następną kadencję.
Premierze, uciekaj skoro świt, bo później będzie wstyd i nie wybaczy nikt...


Komentarze
Pokaż komentarze (11)