Michał Kot Michał Kot
1351
BLOG

Sztuka prezentacji czyli public relations Donalda Tuska.

Michał Kot Michał Kot Polityka Obserwuj notkę 16

 

            Jest w polityce pewien mechanizm, który powtarza się regularnie: po kilkunastu miesiącach sprawowania władzy każda ekipa, przekonana, że może sobie pozwolić na wszystko, nabiera arogancji. Wówczas nastroje zaczynają się gwałtownie odwracać – tak jak wcześniej nic rządzącym nie szkodziło, tak nagle te same zagrania, które kiedyś się opłacały, ściągają im na głowę niezadowolenie.Okazuje się, że złamane obietnice, zawiedzione nadzieje i popełniane błędy nie uchodzą płazem, ale gdzieś się w ukryciu kumulują, aż cierpliwość wyborców nagle się wyczerpie. Jaka jest na to recepta? Sprawne public relations. W przypadku rządu Donalda Tuska, karmiącego nas już od blisko 3 lat swoimi „sukcesami” niewątpliwie mamy do czynienia ze sprawnym działaniem PR-u.

Przykłady takich działań? Proszę bardzo.

                Często można mieć wrażenie, że rząd nie radzi sobie z wizerunkiem, gdy do mediów przenikną niekorzystne dla władzy informacji. Nie ma wiedzy, narzędzi i czasu na głębszą refleksję. „Biegnie od pożaru do pożaru”. Klasycznym tego przykładem jest sprawa cięć w administracji. Po ogłoszeniu podwyżki VAT, która ma przynieść 5 mld złotych budżetowi, wielu ekonomistów dowodziło, że cały wpływ pójdzie na pokrycie rosnącej biurokracji. Pojawiły się również analizy dowodzące, że niespotykanym przyroście administracji ( za rządów PO przybyło 10,5% urzędników). Co robi rząd? Przedstawia ustawę o racjonalizacji zatrudnienia w administracji. Co z tego, że przy konstruowaniu przepisówweszły rozwiązania, które całym rzeszom biurokratów gwarantują nietykalność. Oprócz osób w wieku przedemerytalnym pod ochroną będą m.in. naczelnicy wydziałów, urzędnicy zajmujący kierownicze stanowiska państwowe, główni księgowi oraz pracownicy służby bhp. To jużraczej nie przebije się szerzej do społeczeństwa. Ważne, że poszedł komunikat: rząd walczy z biurokrację.

                 Kolejnym, po mistrzowsku wykonanym zabiegiem o czysto marketingowym charakterze, jest podwyżka VAT. Premier po wielu tygodniach szukania dodatkowych środków budżetowych zmartwiony i ze smutną miną ogłasza na konferencji prasowej podwyżkę VAT-u. Z 22% na 23%, ale od razu dodaje optymistycznie„Skutek podwyżki VAT z punktu widzenia portfela przeciętnej polskiej rodziny to będzie obciążenie nieprzekraczające kilkunastu groszy dziennie” .Poza tym, że te słowa można traktować delikatnie mówiąc jako mijanie się z prawdą. Zdziwienie budzi fakt, że 5 mld zł – tyle rząd chce uzbierać z podwyżki VAT – podzielone przez liczbę mieszkańców Polski i dni w roku daje kwotę 36 groszy dziennie, i to na osobę, a nie rodzinę. Ale to już mało kto wie. Zresztą tu rządowi, trudno jest przekonać społeczeństwo do podwyżek. Każdy wie, że podwyżki uderzą po kieszeni o wiele mocniej i bardziej, niż to wynika z prostych rachunków ekonomicznych.

Jako zdolny uczeń występuję to także minister finansów Jacek Rostowski, który uspakaja nawet, że w niektórych sytuacja będzie miała miejsca nawet obniżka VAT-u na niektóry produkty żywnościowe. Jak zrobić z podwyżki obniżkę? Proszę bardzo, nic trudnego. Wystarczy wykorzystać rozwiązania Jacka Rostowskiego.

                 Idźmy dalej. Jak przekonać społeczeństwo, że mają najlepszy rząd na kryzys? Nic trudnego. Wystarczy urządzić konferencje (przynajmniej jedną w tygodniu) w budynku giełdy papierów wartościowych, a w tle mapa Europy, z Polską jako zieloną wyspą. Zieloną bo jako jedyną w 2009 roku z 1,7%. Sukces, ależ tak. Premier jako mąż opatrznościowy ratujący portfele Polaków. Szkoda, że premier nie wspomina, iż mamy obecnie jedno z najwolniejszych temp przyrostu PKB w Europie....ale to już trzeba przemilczeć. Najważniejsze jest przecież powtarzane jak mantra, że rząd ocalił polską gospodarkę...chyba tylko dzięki temu, że nic nie spieprzył bardziej niż mógł....


 

                Kolejny przykład, to słynne orliki - akcja budowania boisk piłkarskich dla dzieciaków „Orlik 2012”. Tak kompleksowego programu jeszcze w Polsce nie było – to prawda. Jednak wiele tych boisk nie powstało, ze względu na zbyt duże koszty, które gminy musiały ponosić, na zasadzie współfinansowania (przykładek są np. podwarszawskie Ząbki). Ale przecież to nic. Ważne, że premier mógł w świetle kamer otwierać boiska dla dzieciaków. Kto wydobędzie polską piłkę z bagna? Dzięki komu mamy miejsca, gdzie rośnie polska przyszłość piłki? Dzięki premierowi i PO.

                  Inny przykład. W 2008 roku Donald Tusk szumnie zapowiadał: Za dwa lata każdy gimnazjalista w Polsce powinien posiadać laptop z dostępem do szerokopasmowego internetu po to, aby sprawnie poruszał się w świecie nowych technologii”(„Gazeta Wyborca”, 30.05.2008) Opracowaniem szczegółów tego ambitnego programu „Komputer dla ucznia” zajął się nawet specjalny zespół rządowy na czele z Tomaszem Arabskim, szefem kancelarii premiera. Pierwsze komputery miały trafić do nastolatków idących do gimnazjów już we wrześniu 2009 r. Nic z programy nie wyszło. Wiadomo. Światowy kryzys ekonomiczny i skończyło się jedynie na zapowiedziach. Ale przecież premier chciał, tylko pieniędzy brak przez kryzys...


 


 

             Przykładem zagrania w kategoriach marketingu politycznego i zręcznego ukierunkowania mediów na działania rządu było sierpniowe spotkanie premiera z prezesami OFE. „Albo zmienicie sposób swojego działania i zaczniecie stawiać dobro klienta na pierwszymmiejscu, albo rząd zastanowi się nad zmianą systemu emerytalnego w Polsce”- grzmiał premier.Kto jest obrońcą biednego, polskiego, przyszłego emeryta? Wiadomo. Donald Tusk. PR-owski przekaz medialny był jasny: rząd zadba o emerytów, nie bójcie, stoimy na straży waszych oszczędności. Wszystkiemu winne jest OFE. Udało się? Udało. Kolejny sukces.


 

            Najnowszym przykładem pokazującym jak sprawie z zastosowaniem PR-u rząd przedstawia siebie i swoje sukcesy jest przyszłoroczny budżet.

            Rząd ogłosił, że deficyt wyniesie 40,2 mld złotych. Wcześniej głosił, że będzie 45 mld złotych. Sukces. Ależ tak. Ważne jest przecież powolne, dobieranie informacji w mediach...najpierw 45 mld złotych...teraz „tylko” 40,2 mld złotych. Ba! Deficyt mógł wynieść nawet 55,2 mld, ale premier zmusił wszystkich ministrów do oszczędności i zwiększenia wpływów z prywatyzacji, dzięki czemu uda się znaleźć ponoć 15 mld złotych i tak deficyt wyniesie 40,2 mld złotych... .


 

               Public Relations i promocja własnych działań jest ważne w każdym przedsięwzięciu, również w takim, jakim jest działanie rządu. Nie może jednak dominować. Problem polega na tym, że prawdziwe przywództwo to jest umiejętność kreowania strategii, myślenie o tym, jakie efekty działania dadzą za pół roku. Donald Tusk takim przywódcą nie jest. Trzeba być bardzo ostrożnym i zważyć, jak się sprzedaje własną politykę a tym, jakie są jej konsekwencje za pół roku, za rok, czy dwa. Donald Tusk bawi się PR-em, jakby od niego miało zależeć czy przeciętnemu Kowalskiemu zostanie w portfelu więcej pieniędzy. Traktuje działania marketingowe jako wzmacniające rządzenie (często bowiem pozorne i nieudolne).

                 W populizmie wygrywa ten kto głośniej krzyczy bez względu na to czy mówi prawdę czy też nie. Ważne aby ładnie opakować ten populizm i te puste obietnice. Ważne, aby je umiejętnie sprzedać społeczeństwu. Jak wiadomo przecież prawda jest wartością nader względną. Jak to mówił były premier Kazimierz MarcinkiewiczŻeby być dobrym premierem, musiałem użyćPR-u.”.Donald Tusk będzie mógł powiedzieć zatem swoim wnukom„Byłem pierwszym premierem, który sztukę PR-u opanował do perfekcji”.

Michał Kot
O mnie Michał Kot

Kto to wie?!!;-) Już nie młody, ale jeszcze nie stary...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Polityka