W dzisiejszym numerze „Faktu” ukazał się bardzo ciekawy artykuł prof.Jadwigi Staniszkis. Komentuje ona ostatni list prezesa Jarosława Kaczyńskiego oraz wydarzenia związana z Markiem Migalskim. Artykuł niestety nie odnosi się od obecnych zdarzeń z Elżbietą Jakubiak. A szkoda. Uwagi prof. Jadwigi Staniszkis są bardzo cenne, choc jak widac po poniższym artykule krytyczne także w stosunku do samego Jarosława Kaczyńskiego:
"Bardzo cenię Jarosława Kaczyńskiego, ale popełnia on poważny błąd, ukierunkowując politykę swojej partii jednoznacznie na wyjaśnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej, rezygnując z dynamicznego i profesjonalnego programu. Kolejny błąd popełnia, stawiając na bezduszny aparat partyjny, zamiast na prawdziwych działaczy
Nawiązując do jego ostatniego listu adresowanego do członków PiS – Kaczyński źle robi, wzywając polityków PiS do lojalności jednej osobie, zamiast wierności wizji, ideałom i wartościom. Aparatczycy są bowiem przede wszystkim nieinspirujący, a wyborów nie wygrywają ludzie, którzy nie inspirują.Dlatego należy każdemu pozwolić być sobą i nie pilnować wszystkich na zasadzie – jak ja płaczę, to wszyscy wyciągają chusteczki.
Być może list prezesa jest odpowiedzią na jakieś pęknięcia wewnątrz partii, których przykładem może być rozwiązanie struktur pomorskich. Nie należy jednak skupiać się na małych pretensjach, że ktoś komuś, jak to powiedział Kazimierz Kutz podsiadł krzesełko w Sejmie. Trzeba skupić się na tym, co da zwycięstwo.
Jest więc dość niepokojące, że Jarosław Kaczyński odcina się od strategii z wyborów prezydenckich. Osiągnął bowiem ogromny sukces, mimo krótkiej kampanii i niskiego poziomu poparcia na starcie. Do znudzenia, powiem szczerze, powtarzał, aby zakończyć wojnę polsko-polską. Aż ja w czasie kampanii musiałam mu przypominać, że nie musi w całości odrzucać idei IV RP, a jedynie jej metodę przeprowadzenia rewolucji w majestacie prawa. To nie jest więc sprawiedliwe, że dziś prezes tak radykalnie odcina się od własnych słów. To on w debatach na pytania o katastrofę smoleńską przecież tylko odbąkiwał, że może należałoby przycisnąć nieco bardziej premiera. Mógł wtedy odpowiedzieć coś konkretniejszego. Jest najbardziej doświadczonym politykiem w swojej partii i nie ma mowy o tym, aby ktoś mówił mu, co ma robić.
PiS potrzebuje nowego otwarcia.Powinien przyjąć w swoje szeregi np. Jana Rokitę. Kaczyński potrzebuje bowiem równoważnego partnera, a nie tylko przytakujących mu bezrefleksyjnie żołnierzy. Wyzwania dziś są nowe i nie można im sprostać, powracając do tradycyjnej sztancy.
Dlatego też proponowałabym, aby PiS w nadchodzących wyborach prezydenckich w Warszawie wystawiło Czesława Bieleckiego, który jest architektem doskonale znającym to miasto. Jest pewnie jedną z nielicznych osób, która byłaby w stanie wygrać z Gronkiewicz-Waltz pod sztandarem PiS, co dałoby zwycięstwo także Jarosławowi Kaczyńskiemu.
A jedno zwycięstwo pociąga za sobą drugie. Stąd PiS powinno przestać stroić fochy, że Bielecki nie należy do partii. Może i nie należy, ale uważa jej logo za cenne i bynajmniej nie „obciachowe”, co w ustach 100-procentowego inteligenta jest wartościowe. Partia mogłaby skorzystać na wizerunku kogoś tak otwartego, inteligentnego i zabawnego.
Odrzucanie takich ludzi jest błędem. Sprawa Bieleckiego boleśnie udowadnia, że w PiS brakuje zaufania.
Z kolei przypadek Marka Migalskiego ilustruje, jak wpartii Kaczyńskiego coraz bardziej zanika demokracja.To jest niezręczne, że eurodeputowany musi ze swoim prezesem porozumiewać się przez media, bo nie ma z nim żadnego bezpośredniego kontaktu. Gdyby Migalski mógł o swoich zastrzeżeniach porozmawiać z Kaczyńskim w cztery oczy, sprawy może wcale by nie było. Wewnątrz partii brakuje jednak normalnych kanałów komunikacyjnych.
Stąd taki człowiek jak Migalski, w którego lojalność do tej pory nie można było wątpić, który chce dobrze dla partii, ale nie ma jak i komu opowiedzieć o swoich zastrzeżeniach – wylewa swoje żale publicznie na blogu. Nie wierzę w jego złe intencje.
To prawda, że Jarosław Kaczyński przeżywa teraz ogromną traumę. Tym większą, że w czasie kampanii prezydenckiej chyba wierzył przez moment, że naprawdę może wygrać z Komorowskim. Potem jednak przyszło otrzeźwienie wraz z ogromnymi wyrzutami sumienia, bo pozwolił sobie przez chwilę myśleć tylko o sobie, a nie o zmarłym bracie. Możliwe, że jego obecne działania są próbą jakiejś kompensacji za tamten moment egoizmu.
Z drugiej strony PiS jednak nie jest własnością prezesa. Jest własnością wszystkich tych ludzi o poglądach centroprawicowych, dla których nie ma miejsca gdzie indziej. I to powinno wystarczyć, aby tym ludziom dać prawo głosu i prawo do wyrażania swoich zastrzeżeń.
Nie można kierować partią, będąc odizolowanym, zamkniętym w jakiejś wieży i kontaktować się ze światem tylko przez partyjny aparat, który przekazuje mu kto, co powiedział, co napisał... Ten aparat też ma swoje interesy. Ponieważ jego przedstawiciele są pozbawieni charyzmy i zdolności porywania tłumów, dobierają się do władzy głównie przez oszustwo czy manipulację..
Kaczyński, jak sam napisał w swoim ostatnim liście, samodzielnie podejmuje wszystkie decyzje związane z partią. Ale podejmuje je w oparciu o to, co przynosi mu jego aparat. Niejednokrotnie jest pewnie z premedytacją dezinformowany. Jego współpracownicy stosują metodę tzw. absorpcji niepewności, czyli sztukę przekładania komunikatów niejednoznacznych na język jednoznaczny. Tak mogło się właśnie stać z listem otwartym Marka Migalskiego.
Wciąż wierzę jednak, że Jarosław Kaczyński odzyska obiektywny ogląd sytuacji i będzie w stanie poradzić sobie z traumą. Ja w każdym razie życzę mu działań na miarę wyzwań.Polska dziś bowiem potrzebuje przegranej Platformy bardziej niż kiedykolwiek".
[Jadwiga Staniszkis]
Trudno oskarżać Jadwigę Staniszkis o krytykę tylko dla samej krytyki.Zawsze była blisko wokół środowisk skupionych wokół Jarosława Kaczyńskiego. W ostatniej kampanii prezydenckiej w bardzo widoczny sposób wsparła jego kandydaturę, angażując się w kampanię. Trudno zatem zarzucić jej złą wolę. Wręcz przeciwnie. Trudno jednak uwierzyc aby jej głos został usłyszany przez Jarosława Kaczyńskiego. To jest głos wołającego na pustyni..., a szkoda.


Komentarze
Pokaż komentarze (21)