Zabicie bin Ladena jest niewątpliwie sukcesem Stanów Zjednoczonych. Jest jednak sukcesem bardzo ograniczonym bo jedynie symbolicznym aktem sprawiedliwości wobec mózgu zamachów 11 września.
Nie czyni jak twierdzi Jerzy Buzek świata bardziej bezpiecznym, czy czyni go zatem jeszcze bardziej narażonym na ataki terrorystyczne Al-Kaidy? Al Kaida nigdy mimo względnego spokoju w ostatnim czasie, nie ogłosiła końca walki ze zgniłym moralnie Zachodem.
Sytuacja z Osamą bin Ladenem przypomina mi zamach na jednego z najwyższych dygnitarzy Trzeciej Rzeszy Reincherda Heydricha, który był szokiem nie tylko dla aliantów, ale i dla samego Hitlera. Moralnie miał on wówczas duże znaczenie, natomiast konsekwencje, jakie dotknęły społeczeństwo protektoratu Czech i Moraw, były tragiczne. 10 czerwca SS w odwecie otoczyło małą miejscowość Lidice. Rozstrzelano wszystkich 173 mężczyzn powyżej 15 roku życia, kobiety zesłano do Ravensbruck, a z 105 dzieci, 82 zagazowano w obozie Kulmhof w Chełmnie n. Nerem, oddano do sierocińców, lub przeznaczono na zniemczenie.
Po zabiciu bin Ladena można się spodziewać odwetu. Czy współczesną Lidicą nie będzie zatem Nowy York lub np. Paryż? Można nawet zaryzykować tezę, że można być tego pewnym. Naturalną konsekwencją zabicia legendy Al-Kaidy będzie bowiem nasilenie działań terrorystycznych. Nie tylko one nie osłabną ale przybiorą na sile. Jest to tylko kwestia czasu. Niezależnie czy miejscem najbliższego zamachu będą Stany Zjednoczone czy Europa, Al-Kaida będzie chciała bardzo spektakularnie przypomnieć o sobie i pomścić śmierć lidera. Może zabrzmi to cynicznie – chciałbym by było inaczej – będzie to zamach krwawy, kto wie czy na podobną skalę jak zamachy w Londynie z 2005 roku w którym zginęło 52 osoby, lub w Madrycie (blisko 200 ofiar). Dlatego też hurra optymistyczne wypowiedzi niektórych europejskich oficjeli czy społeczeństwa amerykańskiego powinny by tonowane o możliwe ataki ze strony siatki terrorystycznej. Jedynie zwiększona ostrożność może pomóc w uniknięciu sytuacji w której Zachód uśpiony zabójstwem Osamy bin Laden zgubi czujność i stanie się łatwym celem odwetowym.
Premier Strefy Gazy z ramienia radykalnego Hamasu Ismail Hanija nazwał bin Ladena męczennikiem :"Potępiamy zabicie arabskiego świętego bojownika i modlimy się o to, by jego dusza spoczywała w pokoju. Jeśli wiadomość (o śmierci szefa Al-Kaidy) jest prawdziwa, uważamy, że jest to kontynuacja amerykańskiej polityki opartej na opresji i przelewie arabskiej i muzułmańskiej krwi”. Wypowiedz premiera Strefa Gazy oznacza, że Osama bin Laden jako męczennik będzie nie mniej groźny niż za życia. Znajdzie się bowiem jeszcze więcej ochotników gotowych poświecić nie tylko własne życie w tej świętej wojnie przeciw szatanowi jakim jest Zachód. Bin Laden jest dla nich wzorem męczeńskiej śmierci za wiarę o oczym - miejmy nadzieję, że mimo jednak nie - dowiemy się jak tylko ucichnie wrzawa po śmierci przywódcy Al-Kaidy. Wszyscy bowiem zdają sobie sprawę, że wcześniej czy później Al - Kaida zatakuje, pozostaje tylko pytanie kiedy i gdzie?
P.S. Porównując zamach Reincherda Heydricha z zabójstwem Osamy bin Ladenem miałem na myśli jedynie konsekwencje obu zdarzeń.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)