W związku z wczorajszymi wydarzeniami po meczu Lech-Legia w Bydgoszczy wyczuwając jak ważnym i bulwersującym tematem są zamieszki chuligańskiego na stadionie zabrał dziś głos ojciec narodu (proszę wybaczyć tą ironię), zatroskany premier Donald Tusk.
„Problem przemocy i przestępstw związanych z imprezami masowymi jest ciągle obecny. Polskie stadiony nie mogą być miejscem wyżywania się chuliganów”- powiedział na konferencji prasowej Donald Tusk. Błyskotliwa diagnoza premiera. Czyżby miał osobiście do czynienia z takim wyżywaniem chuliganów na stadionie Lechii Gdańsk? Wątpię. Ba, jestem pewien, że nie.
Po stwierdzeniu tzw. oczywistej oczywistości, o której wie każde dziecko, że istnieje w Polsce poważny problem z kibolami, stadionowymi bandydatami wskazał kto jest w głównej mierze winny za taki stan. Oświaczył bowiem, że policja oczekuje dużo lepszej współpracy i determinacji ze strony organizatorów imprez masowych i klubów piłkarskich.”Wydaje się, że dzisiaj ta symbioza władz klubowych i stowarzyszeń kibicowskich, za którymi często kryją się chuligani, a czasami zwykli przestępcy, jest jednym ze źródeł niemocy, jeśli chodzi o przeciwdziałanie przemocy na stadionach”. Trudno mimo ironii nie przyznać częściowo racji premierowi. Zapomina jednak, że istnieje niebezpieczne i dziwne pobłażanie problemu ze strony rządu. Choć problem nie jet nowy, ministerstwo sprawiedliwości zapowiadało nowe „rewolucyjne” zmiany (np. wyroki już na stadionie) dopiero po wydarzeniach w Kownie które miały miejsce 25 marca. Premier nie zauważa wcale winy policji, której bezradności tylko rozjusza stadionowych bandytów. Premier mówi „policja oczekuje dużo lepszej współpracy i determinacji”. Próbkę tej lepszej współpracy mieliśmy właśnie wczoraj. To nikt inny jak Komenda Stołeczna Policji zwróciła się z ...prośbą do PZPN o sprzedaż biletu na finał pucharu Polski chuliganowi o pseud. „Staruch”. To tak jakby policja prosiła żłobek o wpuszczenie na swój teren pedofila z orzeczonym zakazem zbliżania się do szkół!
Tusk zapowiedział że jeśli otrzyma negatywną decyzję dotyczącą bezpieczeństwa na stadionach poznańskiego Lecha i warszawskiej Legii, oba obiekty mogą zostać zamknięte dla publiczności. Czy mam rozumieć, że premier będzie osobiście o tym decydował? Nie ma nikogo innego? Czy premier będzie zajmował się zamknięciem każdego stadionu od tej pory? - oczywiście tylko wtedy kiedy stadionowe burdy pokaże telewizja...
W czasach naszej młodej, 20- letniej demokracji, populizm był traktowany z pogardą, który wykluczał z merytorycznej debaty publicznej. Często jedne ugrupowania oskarżały przeciwników o tani populizm i demagogię. Etykietowano populizmem przeciwnika politycznego strasząc wyborców widmem tanich chwytów. Wydawało się, że wraz z odejściem Samoobrony i Andrzeja Leppera, populizm stracił rację bytu we współczesnej polityce. Nic bardziej błędnego. Dziś Donald Tusk po raz kolejny w odpowiedzi na oczekiwania społeczna zapowiedział „reformy”, które mają uniemożliwić przypadki stadionowych burd. Już to kiedyś słyszałem.„Nie ma żadnego powodu, aby bandytę, który bije policjanta traktować inaczej tylko dlatego, że ma na sobie barwy klubowe albo narodowe” -powiedział po skandalicznym wydarzeniach w Kownie premier(ponadto zapowiedział również, że zwróci się formalnie do prokuratora generalnego o to, by pseudokibice, którzy dopuszczają się bijatyk, byli srogo karani).
Dziś bloger folt37 na Salonie24 pisał, że„jesteśmy świadkami regularnego demonstrowania nienawiści, agresji, zdziczenia, prostactwa i prymitywizmu postaw jakie pokazują polscy kibice sportowi, głównie piłki nożnej”.To prawda. Jesteśmy jednak także świadkami kolejnego zagrania premiera pod publiczkę, kolejnej marketingowej zagrywki. Urządzimy konferencję, damy trochę pudru, ewentualnie przeprowadzimy jakieś kosmetyczne zmiany w prawie, zaapelujemy do organizatorów o to aby bardziej zadbali o bezpieczeństwo i ogłosimy to wielką reformą. Zamkniemy kilku chuliganów, których później wypuści sąd z powodu braków dowodów. Zarządzimy aresztowania najbardziej agresywnych,takie małe pokazówki. Od razu wzrośnie poczucie bezpieczeństwa na stadionach... . Stanowcze słowa słyszeliśmy również po Kownie i co? I nic. Minęło niespełna 2 miesięce i historia się powtarza...
Walki z kibolami nie wyeliminuje się w jeden rok, do Euro2012. Wiara Tuska i ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego graniczy z naiwnością. Kibole przeniosą się na ulice miast, do pociągów, poza miasta na tzw. ustawki. Potrzebna jest silna władza i twarde prawo, egzekwowane przez wszystkich z całą surowością, współpraca klubów i ekstraklasy,piłkarzy, organizatorów i władz samorządów, często jednak interesy tych grup są całkiem różne jak się okazuje. Potrzebne są także dodatkowe fundusze na oddziały prewencji, lepsze wyposażenie policji o czym kompletnie zapomina premier niezawużając jak tragiczne skutki ma niedofinansowanie policji, gdzis dziś dochodzi do żenujących scen wycofywania się samej policji (sic!) aby nie narażać się chuliganom na stadionie....Trzeba zrobić wszystko aby wyeliminować stadionowy bandytyzm, nie na Euro2012, na wczoraj...nie dla kibiców-obcokrajowców....dla naszych dzieci. Mam (jeszcze) nadzieję, że Polska po Euro 2012 nie będzie znana głównie z nowego polskiego produktu eksportowego...polskiego kibola.


Komentarze
Pokaż komentarze (43)