Wałbrzych wyrasta powoli na swoisty polski okręg bezprawia, w którym politycy kupują głosy i wymuszają pieniądze. Praktyka, powszechna w XIX wieku (również w USA czy Zjednoczonym Królestwie) ma się dobrze w Polsce. Najpierw dowiedzieliśmy się o korumpowaniu wyborców na masową skalę, a teraz dowiadujemy się, że pracownicy firm należących do miasta musieli się opłacać prezydentowi i partii rządzącej miastem.
Tą partią była (i nadal jest) Platforma Obywatelska. A zeznający pracownicy wałbrzyskiego MPK twierdzą, że po pieniądze osobiście zgłaszał się Piotr Kruczkowski, który jest przez konkurentów oskarżany o to, że kupił sobie prezydenturę w unieważnionych przez sąd wyborach.
Ponoć gdy przyniesiono mu 1500 złotych, zareagował tekstem godnym żony filmowego Siary. W każdym razie, pieniądze te miały być przeznaczane na fundusze wyborcze polityków PO, również znanego z afery hazardowej Zbigniewa Chlebowskiego. Ale także innych polityków. Ciekawe czy obecny marszałek Sejmu, Grzegorz Schetyna coś wiedział.
Żeby była jasność - praktyką większości partii politycznych jest "opodatkowanie" swoich radnych i politycznych (nie merytorycznych) pracowników urzędów specjalną składką na cele partyjne. Wpłaty te są dobrowolne o tyle, że nikt, przynajmniej w warszawskim SLD nie wyleciał za uchylanie się od tej składki. Ale na poparcie po kolejnych wyborach liczyć nie mógł. W Wałbrzychu sytuacja jest o tyle inna, że pracownicy miejskich spółek twierdzą, że wylecieliby gdyby nie zapłacili.
Tego czy tak by się stało - nie wiemy. Prawnie musimy domniemywać niewinność Piotra Kruczkowskiego. Publicystycznie już nie muszę, ale pamiętajmy, że to co publicystyczne nie jest prawne i w świetle przepisów Piotr Kruczkowski jest niewinny do momentu skazania go przez sąd (ale może być podejrzanym).
Ponieważ więc wiemy, jak wyglądały wybory w Wałbrzychu możemy domniemywać, że niemal mafijne praktyki partia rządząca rozwijała przez ostatnie lata. Doprowadzając do stanu, w którym ludziom przestało zależeć i zaczęli mówić. Bo gorzej już być nie może. A przynajmniej tak to widzieli. Co z tego wszystkiego wyniknie - zobaczymy. Należy się jednak spodziewać, że zbyt wiele o tym w zaprzyjaźnionych z PO mediach nie usłyszymy.
Niemniej optymistyczny jest fakt, że sądy nie zamiotły, mimo prób, pod dywan korupcji wyborczej. Może więc i tą sprawą się zajmą.
Do następnego,
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (17)