Premier Donald Tusk znany jest z wielu rzeczy - obiecywał bezwzględnie ścigać spekulantów, kiboli i pedofili. Tych ostatnich nawet chciał kastrować, choć "tylko" chemicznie. Z kastrowania, w zasadzie, nic na razie nie wynikło, a jedynym skutkiem obiecanej krucjaty przeciwko tym co krzywdzą dzieci jest jeden ośrodek leczenia pedofili, otwarty zresztą ostatnio, zapewne w ramach kampanii wyborczej.
Z tym większym zainteresowaniem czekałem na reakcję premiera na wizytę w Polsce przedstawicieli organizacji zajmującej się pomaganiem ofiarom księży-pedofili. Organizacja ta zwołała konferencję prasową pod siedzibą Episkopatu Polski na której obiecała pomagać ofiarom polskich księży-pedofili i nagłaśniać ich sprawy.
Obiecujący ścigać "zboczeńców" premier jakby nie zauważył konferencji ani wizyty. Polskie media zresztą też, poza "Gazetą Wyborczą", o której wiele można powiedzieć złego, ale akurat pedofilię wśród księży nagłaśniać potrafi.
Podążając za logiką ścigania pedofili i kastrowania ich, premier powinien był stać obok pani Blaine i obiecywać, że dorwie każdego pedofila w sutannie oraz, że niemal osobiście każdego wykastruje (chemicznie). Tak się jednak nie stało.
Co prawda ostatnimi czasy Kościół dostał parę prztyczków od rządu (choćby w sprawie Komisji Majątkowej), ale nie oznacza to nic innego jak kijek do marchewki - chodzi o to, by Kościół zrozumiał, że wspieranie PiS mu się nie opłaca. Łatwo więc wytłumaczyć brak reakcji premiera Donalda "wykastruję pedofili" Tuska.
Gdyby zaczął ścigać zboczeńców w sutannach i karać ich tak jak obiecywał karać zboczeńców bez sutann, to Kościół mógłby wesprzeć PiS. A wtedy żegnajcie marzenia o samodzielnych rządach.
A że ktoś przez to cierpi, a ktoś inny cieszy się bezkarnością? Premiera to na pewno nie obchodzi. Władza jest bowiem najważniejsza.
Do następnego,
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (4)