Jarosław Kaczyński odwiedził Łódź. I z miejsca narzekał, że "tak źle do Łodzi się nie jeździło jak teraz". W świetle tego stwierdzenia najmądrzejszego z prezesów PiS zastanawiam się jak też Jarosław Kaczyński do Łodzi jechał.
Z Warszawy droga nie jest taka najgorsza. Może nie jest zbyt szeroko (autostrada w budowie), ale jedzie się bez większych wstrząsów, a roboty drogowe raczej cieszą niż martwią. Chyba, że kierowca prezesa wiózł go drogą na Poznań, wtedy duża liczba ciężarówek zapewne uniemożliwiła rozwinięcie maksymalnej prędkości.
Jeżeli jechał pociągiem, to tym bardziej nie ma powodów do narzekań. Jeździ się już szybciej niż za rządów PiS (wtedy był okres największej kumulacji prac na odcinku Łódź-Warszawa, nie teraz). Co prawda dłużej niż to przed II wojną bywało, czy nawet za komuny, ale jest szansa, że będzie szybciej. W każdym razie pociągi Przewozów Regionalnych są czyste i ich standard również się znacząco poprawił. No, chyba że prezes jechał TLK (PKP IC). W pociągach tej firmy siedzenia się często lepią, ogrzewanie świruje w lecie (jechaliście kiedyś suchą sauną?), ale i tak jest lepiej niż 10 lat temu.
Nie wiem więc czemu prezes tak narzeka. Chyba podróżował w równoległym wszechświecie. Albo kierowca odmówił zbyt szybkiej jazdy...
Za to przeprosiny, o to już inna bajka. Miał przeprosić PSL i to zrobił. Zajęło mu to całe 10 sekund, nic więc dziwnego, że PSL nie zauważyło przeprosin prezesa. Realizację wyroku sądu ma zakończyć wpłacenie 10 tysięcy złotych na cele dobroczynne, ale Kaczyński twierdzi, że zbiera potrzebną sumę. Wierzę, że mama pana prezesa pozwoli mu podjąć oszczędności ze świnki-skarbonki...
Wniosek z dzisiejszego dnia płynie taki, że Kaczyński tak bardzo przyzwyczaił się do krytykowania, że krytykuje już całkowicie bez sensu.
Do następnego,
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (3)