intel-e-gent intel-e-gent
311
BLOG

Gospodarskie wizyty premiera

intel-e-gent intel-e-gent Polityka Obserwuj notkę 5

Donald Tusk objeżdża kraj "Tuskobusem". Nie on pierwszy wpadł na ten pomysł - autobus kampanijny funkcjonował już całkiem nieźle przy staraniach Aleksandra Kwaśniewskiego o reelekcję. Ale po raz pierwszy od lat można odnieść wrażenie, że prowincję odwiedza I sekretarz. Oczywiście z gospodarską wizytą, w dodatku bardzo starannie przygotowywaną.

Na szczęście Donald "Premier Tysiąclecia" Tusk nie odwiedza wiosek potiomkinowskich, ale i tak niewiele brakuje do tego, by nad trawą unosił się wesoło zapach farby. Na plus i to zdecydowany, trzeba jednak zapisać Tuskowi, że nie boi się rozmawiać z ludźmi mającymi problemy. Choć jako żywo nie widać, by wynikało z tego coś konkretnego.

Szczególnie, że problemy, o których mówią mu mieszkańcy poszczególnych miast, miasteczek i gmin są problemami znanymi od dawna. Chodzi o biedę, bezrobocie, niskie płace i tzw. umowy śmieciowe. Generalnie, chodzi o komplet wszystkich rzeczy, które sprawiają, że nawet pracując po kilkanaście godzin na dobę nie można się wydźwignąć z biedy. Premier zamiast skorzystać z okazji i przedstawić jakieś recepty przygotowane przez, podobno profesjonalnych, polityków i ekspertów PO, zachowuje się jak pierwszy sekretarz i obiecuje, że "ktoś od wojewody zadzwoni".

Proszę o wybaczenie, ale czy przez ostatnie dwadzieścia parę lat nie zmienialiśmy kraju właśnie po to, by takimi pierdołami (cynicznie rzecz oceniając) premier się nie zajmował? Od pomocy obywatelom w potrzebie powinna być pomoc społeczna, ale tu premier nie ma się czym chwalić, bo jego rząd zamroził progi uprawniające do uzyskiwania pomocy, wypychając tym samym rzeszę pracujących biednych poza sferę działania pomocy państwa. Poprawiając statystyki i budżet, ale nie rozwiązując problemów.

Premier jest od tego, by przedstawiać w takich sytuacjach konkretne rozwiązania systemowe. I, rozczaruję, nie są nimi obietnice, że z UE popłynie więcej pieniędzy na miejsca pracy. Bo i jakie to miejsca pracy mogą być? Za 7 czy 8 złotych brutto za godzinę pracy na umowę śmieciową? Czy za minimalną pensję, za którą nie ma jak się utrzymać nawet po zapowiadanej na nowy rok podwyżce?

Oczekiwałbym raczej, że po czterech latach rządów, premier zdążył się przynajmniej zorientować jak zreformować Urzędy Pracy, by zamiast produkcji papierków i fikcyjnych szkoleń mogły zająć się efektywnym pośrednictwem pracy i wspomaganiem tych, którzy chcieliby założyć własny interes. Ale to widać przerasta premiera, który woli wydać wielkopańskie polecenie wojewodzie, a w skali kraju obiecywać nam ustami dawno skompromitowanych polityków, że znajdzie się nam 300 miliardów z UE. Oczywiście bez dodania, że aby wydać te miliardy będziemy musieli dołożyć przynajmniej 100 miliardów z własnej kieszeni.

Jedna PolskaPlatforma Obywatelska po czterech latach rządów nie tylko nie ma znaczących osiągnięć, ale i nie ma żadnego pomysłu na Polskę. Podobnie jak główny konkurent i lustrzane odbicie PO czyli Prawo i Sprawiedliwość.

Jedyne co mogą nam zaproponować, to ciągłe awantury, przekrzykiwania się, która z tych partii jest gorsza i objeżdżanie kraju w celu pokazywania jak to się troszczą o zwykłych ludzi. Być może dobrze wygląda to w mediach i na zdjęciach, ale realny skutek jest żaden.

Może więc czas się wziąć do roboty? Inne partie mają przynajmniej ślad konkretnych pomysłów w programach. I to innych niż wyciąganie kasy z UE albo ściganie winnych "zbrodni smoleńskiej".

Choć, znając lenistwo Donalda Tuska i jego 3-dniowy tydzień pracy, to raczej nie weźmie się on do roboty. Bo i po co? Przecież PO nie jest PiSem. Więc wystarczy konserwować bieżący stan rzeczy.

Do następnego,

Intel-e-gent

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka