intel-e-gent intel-e-gent
189
BLOG

Polskie partie wodzowskie

intel-e-gent intel-e-gent Polityka Obserwuj notkę 3

Większość naszych partii to partie, de facto, wodzowskie. Z wewnętrzną demokracją na poziomie przy którym bolszewicy (przed Stalinem) mogliby się chwalić, że są demokratami czystej wody. Dlatego też naprawdę ciężko je sobie wyobrazić z innymi liderami niż obecnie.

Z pięciu, notujących najlepsze wyniki w sondażach, partii tylko jedna nie ma przewodniczącego o pozycji całkowicie niezachwianej. Ba, tylko o jednej można powiedzieć, że mogłaby bez problemu mieć innego szefa. Pozostałe cztery to organizacje skupione wokół wodza i za wodzem podążające.

Najlepszym przykładem takiej partii jest Prawo i Sprawiedliwość - które mimo wielu klęsk wyborczych nadal kierowane jest przez Jarosława Kaczyńskiego. Skutecznie eliminuje on wszelkie próby jakiejkolwiek zmiany, a jedyny osobnik wymieniany jako potencjalny następca Kaczyńskiego został elegancko wysłany na zesłanie do Parlamentu Europejskiego. W otoczeniu szefa PiS nie ma nikogo, o kim można powiedzieć, że mógłby kierować tą partią zamiast Kaczyńskiego. PiS przestałoby bez niego istnieć. Jeżeli Kaczyński chce by dzieło jego życia przetrwało jego ewentualną śmierć, to musi pomyśleć o tym, by kogoś takiego sobie przygotować.

Innym dobrym przykładem jest Platforma Obywatelska. Ale ona miała inny proces narodzin i dlatego może spokojnie przetrwać zmianę lidera, choć nie będzie już tą samą organizacją. Ale też nie jest tym samym ruchem, który zakładali Maciej Płażyński, Andrzej Olechowski i, wzięty na doczepkę, Donald Tusk. Niczym Stalin, zręcznie wymanewrował najpierw pozostałych liderów i twórców PO, a potem równie zręcznie sparaliżował wewnątrzpartyjną opozycję. Tym samym uczynił z Platformy partię wodzowską, w której może pozwolić sobie na każdy ruch, nawet przyciąganie ludzi tak odległych od wyznawanych (w teorii) przez PO wartości jak Arłukowicz. Jakakolwiek zmiana lidera musiałaby się odbić na wyniku partii, bo nagle zostałaby ujawniona wewnątrzpartyjna gra, która teraz ogranicza się do sporów o podział stołków.

W innej sytuacji jest PSL. Na chwilę obecną Polskie Stronnictwo Ludowe jest partią Waldemara Pawlaka. To on rozdaje karty i to on jest twarzą PSL. Trudno sobie nawet przypomnieć nazwiska choćby pięciu polityków PSL innych niż Pawlak. Ale osiągnął on to latami walki z wewnątrzpartyjną opozycją i jego pozycja jest silna dotąd, dokąd PSL ma udział w władzy. Kiedy go straci (i straci tysiące stołków) posypią się głowy ludzi Pawlaka i on sam ustąpi komuś innemu. Nie zmieni to jednak charakteru PSL, która od kilkunastu lat jest partią skoncentrowaną na utrzymywaniu stanu posiadania na szczeblu samorządowym i krajowym.

Jedyną partią, która bezproblemowo może zmienić lidera, bez poważniejszych zawirowań jest Sojusz Lewicy Demokratycznej. I to pomimo wysiłków wkładanych przez Leszka Millera, a potem przez Grzegorza Napieralskiego, w eliminację jakiejkolwiek wewnątrzpartyjnej opozycji. Wciąż bowiem w okolicach partyjnych szczytów utrzymuje się kilka osób o niepodważalnym tak intelektualnym jak i politycznym autorytecie. Że choćby Ryszarda Kalisza czy Katarzynę Piekarską wymienić. Niemniej lata promowania politycznych miernot i aparatczyków nie są obojętne - przez pierwsze miesiące swoich rządów nowy szef SLD musiałby cały czas wybierać czy szukać nowych doradców czy oprzeć się na starych, tak miernych jak Kalita czy Wikiński. Na miejscu nowego szefa SLD zrobiłbym totalną czystkę na górze, tnąc wszystkich, którzy podlizywali się Napieralskiemu. Jednak nawet taki stan rzeczy nie zmienia faktu, że SLD jest partią o najmniejszym deficycie demokracji wewnętrznej z czterech głównych partii na scenie politycznej.

Osobną historią jest Ruch Palikota. Na chwilę obecną jest zależny w całości od lidera, ale Janusz Palikot, przynajmniej deklaratywnie, nie kryje się z myślą, o tym, że w końcu ktoś będzie musiał go zastąpić. Podejrzewam, że taka postać może się wyłonić jeżeli Ruch wejdzie do parlamentu. Na chwilę obecną jest to jednak niezwykła organizacja - z jednej strony to partia wodzowska, ale z drugiej organizacja niezwykle demokratyczna i angażująca autentyczną energię społeczną. Przypomina mi trochę PO z jej początków, nim została opanowana przez ludzi Tuska.

Szczerze mówiąc przyglądanie się naszym partiom budzi we mnie zniechęcenie. Wszystkie mają poważny problem z demokracją na swoim podwórku, wszystkie mają przewodniczących o mniejszych lub większych skłonnościach do ręcznego sterowania. I tylko jedna może w chwili obecnej zmienić przewodniczącego bez obawy, że wyniknie z tego większy bałagan.

Nie jest dobrze. A co Wy o tym sądzicie? Zapraszam na blog Debat, do debaty "A gdyby liderzy byli inni?".

Do następnego,

Intel-e-gent

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka