Wydawałoby się, że w tegorocznej kampanii Sojusz Lewicy Demokratycznej powinien iść od sukcesu do sukcesu. Ma przecież ku temu wszelkie dane - wystarczająco długą ławkę całkiem popularnych polityków (Kalisz, Piekarska), wsparcie wciąż lubianego byłego prezydenta i atut w postaci nie bycia ani PiSem ani PO. I w dodatku jest to partia nieskażona innymi niż wymuszone aliansami z PiS, czego nie można powiedzieć o Platformie, która ochoczo powołała z PiSem CBA czy razem z nim broniła teokratycznego (i niezgodnego z Konstytucją) charakteru naszego państwa.
Tymczasem w sondażach wynik SLD stoi w okolicach 10-14 procent poparcia i nie chce się za nic ruszyć. Powody tego są, niestety, oczywiste. Obecny lider SLD nie umie wykorzystać szansy.
Wynika to, przede wszystkim, z tego, że doradcy Napieralskiego wydają się nie uświadamiać sobie prostej i aktualnej od niemal 20 lat prawdy, że SLD nie jest pieszczoszkiem mediów. Polska prasa czy telewizje po prostu SLD nie lubią i traktują Sojusz jak chłopca do bicia. I nie ma się co o to obrażać, tylko należy nauczyć się z tym żyć.
Doradcy Napieralskiego wyglądają jednak na tak w sobie zakochanych (i zapatrzonych w Donalda Tuska), że wydaje im się, że nawet najbardziej festyniarski i głupi pomysł media powinny łyknąć. No niestety, Napieralski nie jest Tuskiem (w żadnym tego słowa znaczeniu), a jako lider SLD musi się spodziewać, że nawet jak zdarzy mu się powiedzieć coś mądrego, to zaraz znajdzie się jakaś Kolenda-Zaleska albo Kublik, która to przekręci i zrobi z niego idiotę. O co, przyznajmy, nie jest trudno.
Na miejscu Napieralskiego dobrałbym więc sobie takich doradców, którzy umieliby przewidzieć jak można przekręcić jego wypowiedzi i umieliby doradzić jakich akcji unikać, bo i tak media je wyśmieją. Niestety, Grzegorz Napieralski otoczył się ludźmi bezkrytycznymi i bystrymi jak woda w klozecie, a na dodatek mającymi parcie na szkło.
To przez to szanse SLD w Krakowie zmalały znacząco, gdy zakochany w sobie rzecznik Sojuszu uznał, że będzie lepszym kandydatem na posła niż zasłużony profesor Widacki. W Warszawie ten sam człowiek wywołał zbędną awanturę z Wandą Nowicką (notabene jestem pewien jej słabego wyniku). I nawet jeśli Paulina Piechna-Więckiewicz jest moim zdaniem lepszą kandydatką niż pani Nowicka, to nie tak należało to załatwić.
Sojusz Lewicy Demokratycznej nie wykorzystuje swojej szansy przez głupotę własnych liderów. Coś mi się widzi, że po wyborach nadejdzie czas rozliczeń i zastąpienia ekipy Napieralskiego ludźmi, którzy zdają sobie sprawę, że SLD nie jest pieszczoszkiem mediów. I musi starać się bardziej.
Do następnego,
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (2)