Ubawił mnie dziś poseł Niesiołowski, który w programie Tomasza Lisa stwierdził był, że nie ma alternatywy dla chrześcijaństwa, co zapewne mogłoby zdziwić jakiś miliard muzułmanów, kilkaset milionów wyznawców buddyzmu, hinduizmu. Dodał również, że pieniądze wydane na Kościół, są najbardziej racjonalnie wydanymi pieniędzmi, a w ogóle, "to nie z takimi Kościół wojnę wygrał".
Cóż, katarzy, waldensi i husyci nic nam na ten temat nie powiedzą. Z tego prostego powodu, że Kościół wygrał z nimi totalnie.
Znam też znacznie bardziej racjonalne sposoby wydawania pieniędzy niż finansowanie za nie katechez czy Kościoła w ogóle. Można sfinansować przecież lekcje matematyki albo dofinansować opiekę przedszkolną. Albo zmniejszyć deficyt budżetu państwa, co w przyszłości przełożyłoby się na mniejsze koszty obsługi zadłużenia publicznego. Ale, co tam, nieważne czy Polska jest bogata czy biedna, ważne że katolicka (jak powiedział niegdyś wicepremier Goryszewski).
Swoją drogą znam przynajmniej kilka alternatyw dla chrześcijaństwa, choć żadna mnie nie pociąga tak jak ateizm. Ale przynajmniej wiem, że istnieją. I wcale nie oznaczają miłości do totalitarnych ideologii takich jak lewicowy komunizm czy prawicowy nazizm.
Przy okazji, Magdalena Środa być może sprowokowała poważny konflikt dyplomatyczny. A przynajmniej poważne obniżenie autorytetu Polski w Parlamencie Europejskim. Zasugerowała bowiem posłowi Cymańskiemu, że jeżeli przeszkadza mu brak krzyża w PE, to może coś powinien z tym zrobić. Nie daj boże, ten pan jeszcze cichcem zawiesi krzyż w sali obrad PE. Już wyobrażam sobie radość polityków z Francji czy Hiszpanii. Nie mówiąc już o politykach krajów protestanckich, którzy na pewno zwrócą uwagę, że zawieszony symbol jest katolickim krucyfiksem. O ile ochrona budynku nie przegoni posła Cymańskiego zanim uda mu się wbić gwóźdź w ścianę...
Ogólnie odniosłem wrażenie, że politycy PiS i PO, dzielnie wspierani przez jakiegoś zakonnika (którego nazwisko litościwie pominę, gdyż wypomniał on, ekspert i praktyk rozmnażania, że Robert Biedroń nie jest produktywny w zakresie robienia dzieci) uznali, że ich jest święta racja i ona jest najświętszą racją. A kto jest przeciw, ten rozpętuje wojnę i powinien niemalże szykować się na śmierć. Biedny John Godson patrzył na Cymańskiego i Niesiołowskiego z rosnącym zdumieniem i chyba zrozumiał wreszcie, że w polskim parlamencie powinien poszukać sobie innej partii. Tylko jakiej?
Tak czy inaczej, ani Cymański, ani Niesiołowski nie zrozumieli podstawowej rzeczy - że w dyskusji o tym czy krzyż ma wisieć czy nie w sali obrad Sejmu nie chodzi o religię, a o szacunek dla prawa. Nikt z religią walczyć, po prostu, nie chce.
Ale już nasz premier tego nie rozumie... Zły prognostyk.
Do następnego (?)
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (70)