Ostatnimi czasy wielu obserwatorów życia politycznego w naszym kraju zauważyło iż Jarosław Kaczyński jedzie po bandzie. Co ciekawsze nie można powiedzieć że taką tezę głosiły lemingi, pismaki GW, i inni z tajemniczego i tłamszącego Polskę układu, bo o ile się nie mylę p. Migalski był zaliczany do 'prawdziwych polaków' . Więc chyba twierdzenie o jeździe po bandzie można było przyjąć za prawdziwe. Można było ale to już nieaktualne.
Otóż Jarosław Kaczyński już nie jedzie po bandzie, bo właśnie za nią wypadł. To co prezes wygaduje - sławetne obchody rocznicy i to nie na pół gwizdka, a na gwizdków pełną salę; rewelacyjny wywiad w GP,lub raczej wywiad pełen rewelacji; oraz to co robi - biedna i zagubiona p. Jakubiak odrzucona przez prezesa i to w rękawiczkach i nie osobiście...
Takie rzeczy może chyba robić ktoś, kto się mocno stuknął w głowę i nie do końca wie co robi. Więc raczej mówimy tu o wypadnięciu za bandę i konkretnym uderzeniu, bo do tych małych stuknięć w bandę w czasie jazdy po niej i ekscesików tym spowodowanych już wszyscy się przyzwyczaili. To jest zupełnie coś nowego, to pogłosie konkretnego tąpnięcia. Oby zawieszeniem się nie skończyło...


Komentarze
Pokaż komentarze (4)