17 obserwujących
253 notki
252k odsłony
  471   0

Cena ortezy ortopedycznej, a zdrowy rozsądek

 

Komentator podpisujący się nickiem Maur, pod moim poprzednim tekstem  na Salonie 24 napisał taki oto komentarz:

"Kilka lat temu w procesie rehabilizacji zaoordynowano mi ortezę.
Nieskomplikowany przyrząd. Kiedyś robiło się zwykłe łupki z lipy lub topoli, wyściełało miękkim -i był przyrząd jak się patrzy. Coś co może kosztować 7-8 zł. No 15zł to już byłby rozbój. Ale w NFZ podpisując odbiór widziałem kwotę kilkuset zł.

Salomon powinien rozbić pusty dzban na łbie tego co mu go podał."

 

Rozumiem ten komentarz jako krytykę NFZ-tu, który niepotrzebnie wydaje kilkaset złotych na ortezę, która powinna być znacznie tańsza, marnując tym samym pieniądze ubezpieczonych.

Nie chcę wyjść na jakiegoś obrońcę NFZ-tu. Nie tylko, że nie mam żadnych jawnych ani ukrytych interesów związanych z tą instytucją, wręcz robię co mogę, by pracować w firmach, które nie mają z tym bałaganem nic wspólnego! Ale...

Ale...

Przecież już na zdrowy rozum widać, że to nie fundusz jest producentem ortez, tylko ktoś całkiem inny i to ten ktoś dyktuje ceny.

Sytuacja w której coś, co powinno kosztować znacznie mniej niż kosztuje nie jest w ochronie zdrowia wyjątkowa.

Jest powszechna!

Nad moją głową, podczas zabiegów operacyjnych wisi lampa operacyjna. Taka lampa ma uchwyt, na który nakłada się specjalną plastikową nakładkę, którą da się wysterylizować, by była jałowa. Robi się to po to, by chirurdzy operujący pacjenta, mogli sami nakierowywać sobie światło w pole operacyjne. Taki kawałek plastiku, zwykła wytłoczka, warta co najwyżej kilkanaście złotych, kosztuje - UWAGA - 250 złotych.

Dwieście pięćdziesiąt złotych!

Aparat do znieczulenia - który sam w sobie wyceniany na tyle, co dobry samochód - poddawany jest przeglądom technicznym dwa razy częściej niż współczesne samochody i za kilkunastokrotnie większe pieniądze!

Klej do mocowania siatek, którego używam w czasie operacji przepuklin, a który jest bardzo podobny składem chemicznym i działaniem do zwykłej "kropelki", kosztuje - 250 złotych za 0,5 mililitra!

Cóż więc się dziwić, że orteza kosztuje tyle ile kosztuje.

Tylko, że wina nie leży po stronie NFZ-tu!

Winne są procedury i atesty! Wszystkie te kawałki plastiku, kleje, wszystkie te aparaty i urządzenia, ze względu na to, że służą leczeniu ludzi, muszą mieć odpowiednie atesty, które mają w teorii dać gwarancję jakości i nieszkodliwości. Oczywiście posunięto się do zupełnego absurdu i już dawno dopuszczono do tego, że za pozorne bezpieczeństwo płacimy wszyscy taką kasę, że niech to drzwi przycisną! Korzystając z przepisów i procedur, nakazujących stosowania wyłącznie atestowanych urządzeń, producenci, jak również ci, którzy te atesty wydają, jak to mówi  Ferdek Kiepski, trzepią taką kasiorę, że chciałbym tyle zarabiać co oni!

Tylko, że to akurat nie jest do końca wina NFZ-tu...

 

z poważaniem

Lech Mucha

Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale