0 obserwujących
227 notek
37k odsłon
194 odsłony

Moralne szambo

Wykop Skomentuj3

Wiele już słyszałem zachwytów nad „dobrą” kondycją samorządów w Polsce, których kształt zawdzięczamy jednej z czterech sztandarowych reform premiera Buzka. Warto się więc zastanowić: czy faktycznie jest tak dobrze z tą samorządnością? Zwłaszcza, że najgorliwszymi piewcami jej osiągnięć są najwięksi beneficjenci, czyli sami samorządowcy. W trzystopniowym samorządzie (gminnym, powiatowym i wojewódzkim) mamy prawie 47 tys. radnych, którzy obecnie otrzymują diety w maksymalnej wysokości 2684,13 zł miesięcznie. Samorządy zatrudniają też całą armię pracowników, liczącą na koniec 2017 roku 256,2 tys. osób i dysponują rocznym budżetem równym 2/3 budżetu państwa. Można niewątpliwie zauważyć, że dzięki wielkiemu strumieniowi pieniędzy nasze najbliższe otoczenie powoli zmienia się na lepsze. Ale czy jest to wyłączna zasługa samorządowców oraz ich „ciężkiej” i „uczciwej” pracy? Wątpię w to, a poza tym łaski nam nie robią, bo zarządy za swoją pracę biorą wysokie wynagrodzenia. Dlatego nie ulegam propagandzie sukcesu, która właśnie samorządowcom przypisuje główne zasługi w dziedzinie rozwoju lokalnych społeczności, czyniąc z nich niejednokrotnie symbole „postępu” i ludzi wręcz nietykalnych, których nie powinno się krytykować, bo przecież tak wiele dla nas robią. 

          W niniejszym tekście nie odniosę się do „standardowych” kompetencji samorządowców, lecz do ich działalności ubocznej, która zdecydowanie wykracza poza zakres ich obowiązków i niejednokrotnie wywołuje słuszne głosy krytyki. Chodzi mi oczywiście o totalne upolitycznienie samorządów i wykorzystywanie ich, jako odskoczni do kariery na szczeblu krajowym oraz dogodnej bazy wypadowej do podjazdowej wojny z rządem. Za przykład mogą posłużyć władze Gdańska i Warszawy, chociaż należy podkreślić, że ten trend obejmuje wiele innych samorządów. Jednakże w ostatnim okresie to właśnie te dwa miasta bardzo wiele łączy, bo rządzą tam osobnicy wywodzący się z tej samej „kuźni” kadr, czyli Platformy Obywatelskiej, co w myśl szerszego planu odwojowania władzy centralnej uczyniło z nich awangardę antypisu i „postępu”, który ma przeorać nasz grunt społeczny i położyć solidne fundamenty pod budowę „nowego” i „lepszego” świata. Dlatego od wielu lat włodarze tych miast hojnie sponsorują szemrane inicjatywy i tzw. organizacje pozarządowe, przeważnie lewackie i deprawatorskie, które bez tej kroplówki już dawno zaprzestałyby swojej szkodliwej działalności. Miałoby to wręcz zbawienny wpływ na poprawę ogólnej atmosfery, ale tymczasem utuczeni na publicznym wikcie dewianci dziarsko maszerują ulicami naszych miast, wywołując powszechne zgorszenie. A jeszcze bardziej irytujące jest to, że na czele tęczowych marszów „równości” kroczą z dumą prezydenci Gdańska i Warszawy, którym najwyraźniej odpowiada fetor unoszący się z tej moralnej kloaki.

          W tym kontekście nasuwa się jeszcze jedno podobieństwo, bowiem w obu tych miastach doszło na przestrzeni ostatnich lat do podobnych katastrof ekologicznych. I tak jak w 2018 roku szambo rozlało się w Gdańsku, tak teraz fekalia wypływające z pękniętych rur warszawskiej oczyszczalni „Czajka” zatruły Wisłę i z jej nurtem popłynęły do Bałtyku. Połączył więc oba grody nie tylko tęczowy most ideologicznej wojny z ciemnogrodem, ale także cuchnąca rzeka ekskrementów płynących ze stolicy. I nie ma się z czego śmiać, bo ucierpieli na tym nie tylko ludzie mieszkający wzdłuż królowej polskich rzek i jej ekosystem, ale również kozy wypasane w ramach miejskiego projektu na jednej z rzecznych wysepek przez dagestańskiego pastucha i jego bezdomnego pomocnika, który za 50 zł i jakieś parówki „opiekował” się stadem. Kozy to dość odporne i mało wymagające zwierzęta, lecz tym razem nie przeżyły eksperymentu przeprowadzonego przez naprawiaczy świata, bowiem większość z nich padła, gdy swoje pragnienie ugasiły wodą z Wisły. Wydarzenie to wywołało niemały skandal i unaoczniło niedowiarkom, co może nas spotkać, gdy bezrefleksyjnie poddamy się eksperymentom forsowanym przez aktywistów LGBT. W tej sprawie zdumiewający jest też zupełny brak reakcji tzw. ekologów, którzy z determinacją zwalczają smog i polską energetykę węglową, ale gdy zatruwana jest jedna z największych rzek Europy i uśmiercane są zwierzęta, to nagle gdzieś się pochowali. W sumie to jednak nie powinno dziwić, bo są oni sponsorowani przez sprawców tych nieszczęść, a większość zarządu Greenpeace Polska stanowią Niemcy. Myślę, że dobrym podsumowaniem tego wątku mogą być słowa lidera zespołu „Bayer Full”, Sławomira Świerzyńskiego, który skwitował tę katastrofę w następujący sposób: „Jak się grzebie w cudzej dupie, to gówno wypływa. Panie wiceprezydencie [Rabiej], co z tym zrobisz, może nowa fotka z kochankiem?”.

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale