Prokuratura od trzech lat bada pozornie prostą sprawę zniknięcia pieniędzy z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych Sądu Rejonowego w Bydgoszczy. Budzi to kontrowersje, bo osoba wskazywana jako „podejrzewana” rzekomo przyznała się do winy (tak donosiły media) i obiecała zwrot pieniędzy. W podobnych sprawach zwykle udaje się procedować znacznie szybciej. Ostatnio na przykład sąd w Legnicy skazał księgową Elżbietę P. za przywłaszczenia znaczących kwot należących do obsługiwanych podmiotów publicznych w rok po wykryciu przestępstwa (skazano ją na 4 lata więzienia). Wyrok odbił się szerokim echem i był omawiany przez wiele ogólnopolskich mediów.
Tymczasem w wypadku nieprawidłowości w Sądzie w Bydgoszczy śledztwo było przerzucane pomiędzy prokuratorami, a potem zostało zawieszone i do dziś jest w fazie „w sprawie”, czyli nikomu nie postawiono zarzutów. Manko, które początkowo wskazywano na nieco ponad 300 tys. zł urosło – według nieoficjalnych informacji - do ponad 0,5 mln zł, a „podejrzewanych” o defraudacje ma być znacznie więcej osób niż tylko jedna.
Sąd dotąd nie poinformował, czy udało się odzyskać pieniądze, rozliczyć winnych i jawnie wyjaśnić całą sprawę. Sygnaliści z sądu twierdzą zaś, że osoby znające szczegóły zarzutów (czy ustaleń audytu-kontroli) próbują wywierać wpływ na zamieszane w proceder osoby, w tym kilku sędziów (wymieniają 4 konkretnych sędziów, którzy mieli rzekomo nieprawidłowo korzystać z funduszy, na szkodę innych pracowników sądu). To z kolei może budzić wątpliwości, co do wydawanych przez nich lub pod ich nadzorem wyroków. Podkreślam, że to informacje nieoficjalne, od sygnalistów z sądu, ale tym bardziej takiej instytucji jak sąd oraz samym sędziom powinno zależeć na jak najszybszym zakończeniu postępowania, jednoznacznym oczyszczeniu z zarzutów, a nie przedłużaniu śledztwa w nieskończoność.
O sprawie poinformowano najważniejszych polityków w kraju, co być może w końcu wymusi rzetelne rozliczenie tego tematu. Tym bardziej, że nie jest to jedyna afera sądowa w Bydgoszczy (a śmiem twierdzić, że w sumie o najmniejszym ciężarze gatunkowym).
Czas najwyższy
O szczegółach tej sprawy po raz pierwszy usłyszałem od adwokata Janusza Mazura, znanego i wpływowego nie tylko w Bydgoszczy prawnika. Gdy badając historię poważnego śledztwa Prokuratury Krajowej dotyczącego płatnej protekcji, zapytałem, dlaczego nie reaguje na artykuły publikowane w Internecie, których autorzy wprost wskazują go jako adwokata nagranego na składaniu propozycji korupcyjnych i powoływaniu się na wpływy w prokuraturze, odpowiedział, że to pomówienia i manipulacje, za którymi stoi jakiś tajemniczy biznesmen. I ten biznesmen miał rzekomo (według słów mecenasa) twierdzić, że mecenas Mazur ma układy w prokuraturze i sądzie, m.in. właśnie dzięki nieoficjalnej wiedzy o postępowaniu dotyczącym malwersacji finansowych w Sądzie.
Mecenas nie zgodził się na wypowiedź w materiale filmowym, ale twierdzi, że sam zgłosił tę sprawę do prokuratury okręgowej w Bydgoszczy. Miał przekazać prokuraturze skargę biznesmena do Okręgowej Rady Adwokackiej, w której to skardze był wątek, że Janusz Mazur był i jest obrońcą księgowej sądu rejonowego w Bydgoszczy i że biznesmen zarzuca mu, że skoro ona miała się dopuścić jakichś uchybień majątkowych na majątku sądu, to on – mecenas - teraz wszystkich sędziów z Bydgoszczy „trzyma za jaja”.
Ta wypowiedź mecenasa Mazura wywołała lawinę zdarzeń. Ponieważ mecenas raz mówił, że kontaktował się z księgową miesiąc albo dwa temu, różnie przedstawiał rolę jednego z prokuratorów, a potem upierał się, że w ogóle nic nie wie o tej sprawie, nie interesował się nią od półtora roku (tłumaczył, że przecież nie będzie się domagał przyspieszenia sprawy), zadałem pytania prokuraturze i sędziom, poprosiłem też Prezesa Sądu Rejonowego o udostępnienie audytu i informacje o szczegółach kontroli dotyczących wydatków pieniędzy z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych.
„Uprzejmie informuję, że śledztwo o sygn. 3010-2. Ds. 13.2023 Prokuratury Okręgowej w Toruniu jest zawieszone. W sprawie, dla dokonania prawidłowych ustaleń stanu faktycznego niezbędnym było pozyskanie opinii z zakresu księgowości, po analizie której uznano za zasadne pozyskanie dodatkowej dokumentacji. W chwili obecnej dokumentacja ta jest badana pod kątem uzupełnienia ww. opinii. Nadmieniam, że sprawa prowadzona była w fazie „in rem”, co oznacza, że jak dotąd nikomu nie przedstawiono zarzutów.” - podaje Izabela Oliver – Rzecznik Prasowy PO w Toruniu.
Rzecznik do spraw karnych Sądu Okręgowego w Bydgoszczy odesłał mnie do sądu rejonowego:
„Z treści przesłanego zapytania oraz powołanych publikacji wynika, że opisane okoliczności dotyczą Sądu Rejonowego w Bydgoszczy oraz postępowania przygotowawczego prowadzonego przez Prokuraturę Rejonową Bydgoszcz-Południe. Wskazuję, że Sąd Rejonowy w Bydgoszczy stanowi odrębną jednostkę organizacyjną i finansową względem Sądu Okręgowego w Bydgoszczy, posiadającą własną administrację, Dyrektora Sądu Rejonowego w Bydgoszczy oraz audytora wewnętrznego. W związku z powyższym w celu uzyskania informacji dotyczących wskazanych przez Pana kwestii uprzejmie proszę o kierowanie pytań bezpośrednio do Prezesa Sądu Rejonowego w Bydgoszczy oraz Dyrektora Sądu Rejonowego w Bydgoszczy, natomiast w zakresie czynności podejmowanych w toku postępowania przygotowawczego do właściwej prokuratury prowadzącej postępowanie” - napisał SSO Krzysztof Dadełło.
„W wyniku ujawnionych nieprawidłowości, w okresie od 3 kwietnia 2023 r. do 2 czerwca 2023 r. w Sądzie Rejonowym w Bydgoszcz przeprowadzona została kontrola Ministerstwa Sprawiedliwości w sprawie o nr BM-V.0912.4.2023, IK 3856395. Kontrolą objęto lata 2015 - 2022, a w uzasadnionych przypadkach również rok 2023. Przedmiotem kontroli była realizacja budżetu sądu oraz prowadzenie gospodarki finansowej Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. O wyniki ww. kontroli należy zwrócić się do Ministra Sprawiedliwości, który kontrolę przeprowadzał.” - napisał Karol Przybysz, wiceprezes Sądu Rejonowego w Bydgoszczy.
O sposobie przeprowadzenia kontroli Ministerstwa i jej wynikach poinformuję w kolejnym materiale.
Transparentność rozłożona w czasie
Sprawa „księgowej” wybuchła w 2023 r. gdy audyt w sądzie wykazał, że pieniądze z ZFŚS były wydawane z naruszeniem prawa, a część z nich trafiła na prywatne konta księgowej sądu. Nasi informatorzy mówią, że sprawę próbowano rozwiązać po cichu, ale wtedy włączyły się media i prezes sądu został zmuszony do złożenia zawiadomienia do prokuratury.
- Zostało złożone zawiadomienie w tej sprawie przez prezesa Sądu Rejonowego. Dopiero rozpoczniemy dochodzenie w tej sprawie - media cytowały Włodzimierza Marszałkowskiego, ówczesnego szefa Prokuratury Bydgoszcz-Południe.
Niestety po pierwszych informacjach, media straciły zainteresowanie i nie pilnowały rozliczeń.
- Kobieta chce przyznać się do winy i naprawić szkodę, czyli mówiąc po ludzku, oddać pieniądze - cytowała informatora z policji „Gazeta Wyborcza”, która wskazała również, że transparentność postępowania wymaga przeniesienia go do Torunia.
- Tu się wszyscy znają. Po co zarzuty, że coś się odbyło po znajomości – podawała „Wyborcza”.
W tym transparentnym Toruniu w całkowitej ciszy sprawa sobie leżała w prokuraturze 3 lata!
Dlaczego wszystkie te media odpuściły wyjaśnianie sprawy dalej, dopytywanie o audyt i szczegółowe wyjaśnienia? Szczególnie, że nieprawidłowości ma być znacznie więcej niż tylko przelewanie pieniędzy na prywatne konto przez księgową, a początkowo podawana kwota 320 tys. zł manka okazała się znacznie wyższa.
- Kontrola wykazała ponad 0,5 mln zł (według naszych informacji 520 tys. zł - red.) pieniędzy wydanych niezgodnie z przepisami. Część tej kwoty dotyczy pieniędzy wydawanych przez sędziów na ich zachcianki, dlatego wszyscy chcą to zatuszować, bo gdyby ujawniono szczegółowo te wydatki, to cały sąd by się mógł zbuntować i zrobiłaby się afera na cały kraj. Sędziowie mają stać na straży prawa, a nie żerować na pieniądzach, które powinny służyć wszystkim pracownikom. Jak im teraz wytłumaczą, że nie można było finansować na przykład kolonii dla dzieci czy rzeczywistych potrzeb socjalnych pracowników, także tych grupowych, bo jeden z drugim musieli sobie podreperować ego wyjeżdżając na ekskluzywne wycieczki finansowane ze wspólnej kasy. A jak dołożymy do tego te skandale z "Justitią" (oskarżenia medialne o orgie nad jeziorem Charzykowskim oraz oskarżenia o korupcję i wydawanie wyroków za pieniądze rzucane przez skazaną za oszustwo przyjaciółkę sędziów, biznesmenów i świadków z Chojnic – red.) to ludzie będą nas wytykać palcami. Sędziowie zarabiają dziś bardzo dobrze, nie muszą się schylać po pieniądze socjalne, które mają zupełnie inne przeznaczenie. Jak to media wezmą na warsztat, to nie będzie czego zbierać, a z tego co wiem, sygnaliści już poinformowali o tym ministerstwo i kilku ważnych polityków, więc wkrótce będzie o tej sprawie głośno – mówi nasz informator.
Kreatywność mecenasa Mazura
Sprawa machlojek z pieniędzmi socjalnymi może uruchomić lawinę dużo poważniejszych afer dotyczących Bydgoszczy. Chodzi głównie o oskarżenia dotyczące kupowania wyroków, korupcji, udziału sędziów w odbieraniu znaczących majątków ludziom, tuszowaniu pedofilii oraz przedziwnych związków sędziów ze Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Justitia” z osobą skazaną za oszustwa. Śledztwo w tych sprawach prowadzi prokuratura w Gdańsku. Sędziowie bronią się, że te oskarżenia są pomówieniami w zemście za skazanie koleżanki. Problem w tym, że wiele zeznań jest w tym postępowaniu złożonych przez świadków pod przysięgą, a dodatkowo nie da się wytłumaczyć racjonalnie udokumentowanych przelewów pomiędzy osobą skazaną za oszustwo a sędziami oraz pozycji tej osoby skazanej, jaką miała wśród sędziów, wspólnych wyjazdów zagranicznych, w tym wielokrotnie do Chin czy na narty.
Skala i powaga tych zarzutów zwyczajnie przeraża. Czytając dokumenty w tej sprawie, trudno uwierzyć, że coś takiego mogło się zdarzyć. Po sprawdzeniu wszystkich dowodów, opublikujemy rzetelny reportaż na ten temat. Powstanie też film dokumentalny o patologiach w bydgoskim sądownictwie (i w innych apelacjach, bo mam masę zgłoszeń). Skazana za oszustwa kobieta zamierza zaś opublikować książkę z dowodami przestępstw sędziów. Część z tych dowodów ujawnił Piotr Nisztor w programie „Ściśle jawne” w Telewizji Republika. Ten materiał powinien już wówczas wywołać prawdziwy wstrząs, bo rzetelnie prezentował sytuację (podkreślając, że za zarzutami stoi osoba skazana i bezstronnie oczekując wyjaśnień), ale o dziwo sprawę wyciszono.
- Być może uznano, że to ktoś upolitycznia i że skoro Republika jest telewizją stronniczą, prawicową, to jest niewiarygodna jak uderza w liberalną „Justitię”. Ale ten program był rzetelny, a wręcz zbyt łagodny dla sędziów, zarzuty niepolityczne i bardzo poważne, powinno się je zwyczajnie wyjaśnić. Trudno zrozumieć, dlaczego Republika odpuściła dalsze wyjaśnianie tego tematu. Może chodzi o to, że czekają do wyborów, żeby sprawę nagłośnić ponownie, już z przytupem – mówi nasz informator.
Ważnym wątkiem jest też wspomniana wyżej sprawa mecenasa Janusza Mazura. To bardzo wpływowy adwokat, znany z wielu głośnych spraw. We wrześniu 2025 r. do Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA) trafiło zawiadomienie, że mecenas powołuje się na wpływy w prokuraturze i obiecuje klientom, że w zasadzie może wszystko załatwić dzięki układom. Według moich źródeł, nie było to pierwsze zgłoszenie dotyczące rzekomego powoływania się na wpływy przez tego mecenasa, dlatego zostało potraktowane bardzo poważnie i wszczęto śledztwo. Koronnym dowodem w tym śledztwie miały być nagrania dokonane przez jakiegoś biznesmena spoza Bydgoszczy bojącego się pomówień przestępcy (innego biznesmena, niż ten wskazywany przez Mazura jako osobisty "przeciwnik"). Na nagraniach słychać jakiegoś adwokata (mecenas Mazur zaprzecza, że to on na nich jest), który twierdzi, że za 50 tys. wyciągnie z aresztu podejrzanego, a pieniądze przekaże osobie „naddecyzyjnej” w prokuraturze.
Janusz Mazur twierdzi, że to prowokacja, że nigdy takiej rozmowy nie odbył, że to nie on został nagrany i że nie powołuje się na wpływy. I podkreślmy: nie ma postawionych zarzutów, pozostaje osobą niewinną, a dziennikarze nie są od rozstrzygania takich spraw i badania technicznego nagrań, tylko od informowania o działaniach śledczych, jeśli do nich docierają, dbania o to, żeby śledczy obiektywnie i bezstronnie zbadali sprawę. A tu śledztwo trwa i rzetelnie przeprowadzone z pewnością to wszystko wyjaśni, bo zweryfikowanie prawdziwości rozmowy i nagrania jest dość proste (wiadomo, kiedy doszło do spotkania, a na nagraniu utrwalono też rozmowę telefoniczną pomiędzy adwokatem a wskazywaną osobą „naddecyzyjną”, prawdopodobnie prokuratorem, więc po bilingach można bez trudu dojść, o jakie osoby chodzi). Jeśli to prowokacja, mamy do czynienia z innym przestępstwem popełnionym na szkodę mecenasa i wymiaru sprawiedliwości, które też musi być wyjaśnione. Sprawę bada Prokuratura Krajowa na najwyższym możliwym szczeblu.
Na koniec osobista refleksja i opinia:
Gdy weryfikowałem w godzinnej rozmowie z mecenasem Januszem Mazurem całą tę sprawę, on uważał, że nie ma ona związku z zarzutami dotyczącymi sędziów z „Justitii”. Coraz więcej wątków jednak się tu łączy, w tym pojawiają się nazwiska tych samych sędziów, a późniejsze działania mecenasa Mazura są zastanawiające. Adwokat bowiem oskarża mnie bez żadnych dowodów publicznie o działanie na zlecenie jakiegoś biznesmena (to absolutna nieprawda, zawsze weryfikuję sprawę bezstronnie, jestem wyłącznie po stronie prawdy i zwykle – jeśli można tak to ująć, bo podkreślam, że to prawda jest najważniejsza – pokrzywdzonych i biedniejszych niż bogatych i wpływowych; nigdy nie biorę pieniędzy za zajęcie się jakąkolwiek sprawą czy za działanie przeciwko komukolwiek, o czym mogą zaświadczyć wszystkie osoby, które zgłaszają do mnie swoje problemy i tematy). Według moich informacji, adwokat rozsyła te pomówienia w pismach procesowych do akt spraw kompletnie nie dotyczących tego, o czym tu piszę, jakby chciał przestrzec sędziów o grożącym im niebezpieczeństwie w związku z rzetelnym wyjaśnieniem sprawy. Czy to jest jakaś zawoalowana groźba, wymuszenie omerty, bo moje działania zagrażają systemowi patologii i korupcji? Tego nie wiem. W mojej ocenie są to działania jak na adwokata wyjątkowo kreatywne i niestandardowe, żeby nie nazwać tego inaczej, bo jakim prawem ten człowiek mnie pomawia bez żadnego dowodu (nie może go być, bo ja tak nigdy nie działam)? Drodzy sędziowie, jeśli to czytacie, ja nie jestem żadnym nasłanym na was cynglem. Działam wyłącznie w interesie społecznym (zawsze, od 30 lat), robię rzetelne materiały dziennikarskie i chciałbym jedynie wyjaśnić sprawę, bez z góry stawianej tezy. Liczę, że ze mną o tym uczciwie porozmawiacie, bez nastawiania się do mnie negatywnie. Piszę to, gdyż nie jestem typem, który chce kogokolwiek zaskakiwać, robić prowokacje, biegać za kimś z kamerą wymuszając wypowiedź. Chcę tę sprawę rzetelnie wyjaśnić, a ustalenia podać w książce i filmie.
Wkrótce nowe informacje w tej sprawie, bo zgłasza się do mnie bardzo dużo źródeł. Sensacyjne są też zeznania dwóch biznesmenów skonfliktowanych z mecenasem Mazurem, ale o tym opowiem w kolejnym materiale.
Materiał wideo o sprawie mecenasa Mazura:
https://www.youtube.com/watch?v=SnLAkgHI_KI
Linki do artykułów o nieprawidłowościach w sądzie sprzed 3 lat:
https://tvn24.pl/trojmiasto/bydgoszcz-z-kasy-sadu-zginelo-kilkaset-tysiecy-zlotych-prezes-podejrzewa-ksiegowa-st6888356
https://nowosci.com.pl/ksiegowe-o-lepkich-lapkach-rekordzistki-kradna-miliony-w-firmach-szpitalach-urzedach/ar/c15-17488435
https://www.radiopik.pl/2,108432,region&dtx=&szukaj=&s=320
https://bydgoszcz.wyborcza.pl/bydgoszcz/7,48722,29656287,320-tysiecy-zniknelo-z-kasy-bydgoskiego-sadu-przez-dziesiec.html
Podobna sprawa osądzona w rok (I instancja):
https://businessinsider.com.pl/prawo/ksiegowa-przywlaszczyla-ponad-1-mln-zl-z-publicznych-kont-wpadla-podczas-l4/kr2fp8y
Mariusz Zielke
bagno.film@gmail.com



Komentarze
Pokaż komentarze