W Bydgoszczy trwa prawdziwa wojna o wielomilionowy majątek znanego biznesmena i przejęcie kontroli nad jego firmami. Ten uważa, że przeciwko niemu powstała zorganizowana grupa przestępcza, która wykorzystując układy w policji, prokuraturze i sądach usiłuje zabrać mu biznes, na którego sukces pracował 30 lat. Zwyczajnie boi się, że zostanie przekręcony w biały dzień przy pomocy „prawniczego układu”, gdyż przeciwko niemu mają być tworzone fałszywe dowody i fikcyjne postępowania, w których jemu i żonie stawiane są absurdalne zarzuty przez uwikłanych w układy prokuratorów, które następnie mogą przyklepać skorumpowani sędziowie.
Scenariusz rodem z „układu zamkniętego”, ale niestety poparty materiałem dowodowym, który sprawia, że obawy biznesmena nie są bezpodstawne. W obronie zawiadamia prokuraturę o korupcji na wielką skalę, wskazuje na wiele nierozwiązanych skandali z udziałem sędziów, powoływanie się na wpływy, których był bezpośrednim świadkiem i wręcz mafijne działania grupy osób. Opowiada sensacje, które mrożą krew w żyłach, a jak sprawdzamy te opowieści i docieramy do dowodów, to zwyczajnie trudno nie zadać sobie pytania, czy Polska jest państwem prawa czy mafijnym bantustanem.
W spór zaangażowanych jest już mnóstwo osób i instytucji, co na pewno doprowadzi do wielu spektakularnych rozstrzygnięć krytycznych dla całego wymiaru sprawiedliwości.
Seks, kłamstwa i... podsłuchy
Sprawa jest wielowątkowa, skomplikowana i dotyczy też sfer bardzo intymnych i prywatnych – w tym sprawy rozwodowej i konfliktu rodzinnego. Spraw raczej bulwarowych, brukowych i sensacyjnych, których ujawnienie pewnie spowodowałoby, że cała ta awantura trafiłaby na okładki tabloidów. Dlatego jest mi niezwykle trudno o niej opowiadać, żeby nie naruszyć tej sfery prywatnej, którą w swojej pracy dziennikarskiej zawsze od lat szanuję. Ja nie jestem typem dziennikarza, który podnieca się sekstaśmami, intymnym pożyciem obcych ludzi, zdradami i prymitywnymi awanturami domowymi. To magiel, który kompletnie mnie nie interesuje. Uważam, że tego typu kwestie nie powinny być nagłaśniane dopóki nie dochodzi do łamania prawa.
No właśnie, problem w tym, że tu do naruszeń prawa doszło już wielokrotnie, a trudno zaufać uwikłanym w to wszystko policjantom, prokuratorom i sędziom.
Starałem się bezstronnie wysłuchać obu stron tego sporu i namówić je do szczerej rozmowy, a przede wszystkim mediacji, szczególnie dla dobra dzieci, żeby w swoje prywatne konflikty nie wciągali całego aparatu państwa, prokuratur, sądów, polityków, mediów i wszystkich świętych, doszli do jakiegoś rozsądnego porozumienia w cywilizowanych mediacjach. Przecież są ludźmi na poziomie, majętnymi, inteligentnymi, z niekwestionowanymi osiągnięciami. Czy naprawdę takim ludziom trudno jest usiąść przy stole i dojść do kompromisu?
O ile bez trudu udało mi się dotrzeć do przedsiębiorcy i skłonić go do szczerej rozmowy na ten temat, przedstawienia stanowiska i dowodów na nie, otwartej dyskusji, o tyle w przypadku byłej żony natychmiast zostałem zaatakowany przez jej wyjątkowo rozemocjonowanego adwokata. Ten obrażając mnie i zwyczajnie kłamiąc, wyskoczył z tekstem, że jak śmiem w ogóle do niej dzwonić i zalecać jakieś negocjacje.
Otóż uważam, że nie tylko mam do tego prawo, ale jest to wręcz moim obowiązkiem, żeby przestrzec obie strony, do czego taka bezwzględna wojna o majątek i wywlekanie prywatnych, intymnych spraw na forum publiczne może doprowadzić. A jak mam opowiedzieć o sprawach już ważnych społecznie – korupcji, układach, nielegalnych działaniach, wykorzystywaniu do schadzek mieszkania operacyjnego policji, gróźb karalnych, podkładaniu podsłuchów czy planów podrzucenia narkotyków i innych intryg – jeśli dotyczą tego konkretnego sporu? Jak to zrobić bez nakreślenia ram i kontekstu?
Niektórych ludzi pieniądze zaślepiają i zamiast spojrzeć krytycznie, z dystansu, gubią się w swoich odrealnionych wizjach. W walkach rodzinnych o firmy, pieniądze, kontrakty zapominamy o czymś znacznie ważniejszym: o zwykłej przyzwoitości i rzeczywiście uczciwych rozliczeniach opartych na rzetelnych analizach, a nie emocjach i urazach, ranimy przez to najbliższe osoby, doprowadzamy do krzywdzących całe rodziny awantur.
Bez rozstrzygania po czyjej stronie jest racja zwyczajnie warto przekonywać ludzi, by rozmawiali ze sobą, przecież dokładnie na tym polegają zalecane i promowane przez sądownictwo mediacje. Nie ma w tym nic złego. Ja nie robię tego przecież dla procentów czy żeby wyssać z kogoś jakąś prowizję, jak chyba zakłada uwikłany w tę historię mecenas, który wprost mnie oskarża o działanie na zlecenie biznesmena za pieniądze. Robię to całkowicie bezinteresownie martwiąc się o ludzi i do czego może doprowadzić karmienie nienawiści, pazerności i innych prymitywnych instynktów.
Nie zrozumcie mnie państwo niewłaściwie – nie staję w tym sporze po żadnej ze stron. Moją rolą jest przedstawienie ich argumentów, wskazanie nieścisłości, obalenie ewentualnych kłamstw i przedstawienie sprawy jak najbardziej rzetelnie, co staram się zrobić, a co nie jest łatwe, jeśli oponent ceduje przedstawienie swojego stanowiska na adwokata, który zamiast to zrobić z dystansem, profesjonalnie i zgodnie z prawem, obraża wszystkich naokoło i rozsyła po sądach zwykłe kłamstwa, jakby chciał zaszantażować sędziów, przestraszyć ich, że mają do czynienia z pieniaczem i oszołomem, który w wypadku nie osiągnięcia swoich celów czy próby rozliczenia pociągnie ich za sobą na dno, jak to już się stało ze skazaną oszustką z układami w sądach.
Co ja mam myśleć o takim adwokacie? Jak mam nie uwierzyć w obawy i relacje biznesmena, jeśli ten adwokat zdaje się sam potwierdzać swoim zachowaniem wszystkie stawiane przez procesowego przeciwnika tezy. Głównie tą, że tu nie chodzi o żadną sprawiedliwość, rzetelne rozliczenie, uczciwe rozejście byłych partnerów, tylko o ograbienie kogoś z ciężko wypracowanego majątku mafijnymi metodami. Na to nie ma zgody i absolutnie przyzwoicie jest stanąć zwyczajnie po stronie prawdy. Jeśli ona inaczej wygląda ze strony byłej żony, niech to powie jednak otwarcie, do czego ma oczywiście prawo i ja to tej pani gwarantuję.
No dobrze, ale ktoś powie: niech to rozstrzygnie sąd. Oczywiście byłoby to najlepsze.
Problem w tym, że jeśli prawdą jest, że adwokat w poufnych rozmowach z biznesmenami sam chwalił się, że ma haki na konkretnych sędziów i że nimi manipuluje, że jest kumplem prokuratorów, że ma układy w mediach, a samym sędziom wprost otwarcie zarzucana jest korupcja, to dziwicie się, że biznesmen nie chce się zgodzić na takie sądy?
Sąd musi być absolutnie poza wszelkim podejrzeniem, a jeśli są co do jego bezstronności jakiekolwiek wątpliwości, musi się z takich spraw wyłączać.
Podkreślam, nie mam żadnych uwag krytycznych do samej byłej żony tego przedsiębiorcy, przynajmniej odnośnie naszej jedynej rozmowy. Wysłuchała mnie, powiedziała, że się zastanowi nad opowiedzeniem mi swojej wersji, dopiero na uwagę o podjęciu ewentualnego dialogu z byłym mężem odparła, że to już nie moja sprawa, do czego oczywiście ma prawo. Mogę uważać, że jest to błędne podejście, ale to tylko moja opinia lub właśnie nie moja sprawa. Doświadczony prawnik powiedziałby zapewne w takiej sytuacji: Chcącemu nie dzieje się krzywda. Chcecie ludzie zniszczyć dorobek swojego życia, wolna droga.
Ja mogę jedynie powtórzyć: jeśli Pani wersja jest inna od tej byłego męża, proszę ją opowiedzieć, nawet anonimowo, a ja ją rzetelnie przedstawię z autoryzacją, bez ingerencji i żadnych manipulacji.
Ale reakcja mecenasa, który według mnie powinien być wyważonym doradcą podpowiadającym najlepsze rozwiązania dla swojej klientki, który przecież publicznie sam wcześniej namawiał mnie do rozmowy z tą panią, a gdy to zrobiłem, zaatakował mnie w sposób całkowicie kłamliwy i bezsensowny (wręcz obrzydliwy i obraźliwy) budzi mój niepokój i protest, o co w tym wszystkim chodzi i czy aby na pewno pan mecenas dobrze reprezentuje swoją klientkę, a nie zaślepiony potencjalnymi ogromnymi zyskami z majątkowych spraw sądowych wciąga ją w bagno bez wyjścia, w którym na koniec pozostanie sama z ogromnymi problemami prawnymi i finansowymi.
Konflikty rodzinne, rozwodowe, majątkowe są trudne i specyficzne, wymagają dużej rozwagi i delikatności przy ich prowadzeniu. A co robi pan mecenas? Stale podsyca emocje i napięcie, jakby nie rozumiał, że wyciągnięcie wszystkich brudów na światło dzienne, doprowadzi do nieodwracalnej szkody dla obu stron tego sporu.
Przecież ja nie namawiam nikogo do żadnych złych rzeczy, do żadnych konszachtów pod stołem, korupcji, szantaży czy uleganiu szantażom, do rzeczy nielegalnych, jakiegoś tajemniczego układania. Mało tego: jasno obu stronom powiedziałem, że mnie interesuje wyłącznie interes publiczny, moją misją dziennikarską jest dochodzenie do prawdy odnośnie przestępstw, krzywdzenia ludzi, powoływania się na wpływy, nielegalnego wykorzystywania prokuratury czy próby nielegalnego nacisku na sędziów i nie ma opcji, żebym zrezygnował z ich ujawnienia, nawet jeśli oni dojdą do prywatnych porozumień. Wyjaśnię te sprawy bez względu na to, czy wielmożni państwo przedsiębiorcy (dziś w śmiertelnym konflikcie) się dogadają czy nie. Ale nie chcę przy tej okazji taplać się w jakichś osobistych, intymnych brudach, które zwyczajnie nie są moją sprawą, nie obchodzą mnie. Jako człowiek empatyczny i zwyczajnie życzliwy nawet wrogom staram się przekonywać do kulturalnego dialogu i debaty.
Tworzenie fałszywych dowodów, groźby karalne, fałszowanie dokumentów, nieprawdziwe zeznania, zakładanie podsłuchów, włamania, posługiwanie się fałszywkami, korupcja, rzekome układy sądowe, nieprawidłowości w funkcjonowaniu sądu, wykorzystywanie relacji towarzyskich do uzyskiwania korzystnych rozstrzygnięć procesowych – to wszystko, co się okazało przy okazji tej sprawy „biznesowej”, musi zaś zostać bezwzględnie ujawnione i wyjaśnione bez żadnego retuszu i taryfy ulgowej dla kogokolwiek, tak żeby wymiar sprawiedliwości został przy okazji całej tej wojny jednoznacznie oczyszczony.
I tak się stanie, a może już się dzieje.
Zamiatane pod dywan
Sprawa nieoczekiwanie chyba dla całego środowiska prawniczego w Bydgoszczy wywołała prawdziwą lawinę odgrzebywania różnych pozamiatanych pod dywan brudów. Do CBA trafiło kilka zawiadomień o działaniach „układu”. Do mediów pewnie jeszcze więcej. Nadzór nad śledztwem objęła Prokuratura Krajowa. O nadzór nad całą sprawą prawnicy proszą polityków: premiera, prezydenta oraz ministra sprawiedliwości. Od nich tak naprawdę będzie zależeć, czy ta historia zostanie rzetelnie rozliczona. A potem z pewnością, jak w przypadku Szpitala Południowego, efekt trafi do opinii publicznej i mediów. Kto wie, czy to nie afera bydgoska i efekty jej rozliczenia przesądzą o wynikach najbliższych wyborów. Ponownie na światło dzienne wyszły sprawy sprzed lat dotyczące tuszowania pedofilii i fałszywych zarzutów w tej materii, ogromnych pieniędzy, zeznań dotyczących imprez sędziów, korupcji. Prawdę mówiąc tego jest tyle, że starczy na dobry serial. Ktoś mógłby powiedzieć: ciesz się, nie narzekaj, bo masz co robić, a ta praca może przyczynić się do rzeczywistego oczyszczenia i naprawy tej przecież niezwykle ważnej społecznie materii. Oby też pokazała, że można ponad podziałami politycznymi rzetelnie badać i rozliczać afery. Tego nam wszystkim życzę.
Mariusz Zielke
bagno.film@gmail.com



Komentarze
Pokaż komentarze (2)