"Australijskie władze chcą, by zabijanie dzikich wielbłądów zostało oficjalnie uznane za sposób redukcji gazów cieplarnianych. Propozycja znalazła się w przedstawionym w czwartek dokumencie konsultacyjnym ministerstwa ds. zmian klimatycznych i energetyki."
Oczywiście, że tak! Oczywiście, że to doskonały pomysł! Przecież nie może być tak, że taki wielbłąd sobie za przeproszeniem metanuje, a tam gdzieś na drugiej półkuli biedny Al Gore z ciepła gore.
Władze Australii fundamentalnie przestawiają na głowie metodologię walki z globalnym ociepleniem i proponują śmiałe i nowatorskie rozwiązania. Powinni zwrócić się z tym do ONZ albo do Rządu Światowego, albo do GreenPiS, albo do jakiegoś innego naczelnego WŚOK'a (Wielka Światowa Organizacja Klimatyczna) i uzyskać nawet nie tyle aprobatę co wręcz ogólnoświatowy nakaz takich działań.
Można by również wprowadzić zupełnie nowe "kwoty wielbłądzie" i kraje płaciły by kary za przekroczenie limitu wielbłądów. Oczywiście handel tymi camel-quotes byłby dozwolony.
Przy okazji mamy interesujące rozwinięcie całego pomysłu. Otóż biorąc pod uwagę liczność występowania można stwierdzić, że o wiele więcej metanu produkują Australijczycy. Może dało by się załatwić zezwolenie na ich swobodny odstrzał?
Austalijski holocaust wielbłądzi


Komentarze
Pokaż komentarze (3)