Bill de Blasio wygrał wybory na burmistrza Nowego Jorku. To pierwszy Demokrata na tym stanowisku od 20 lat.
De Blasio uczynił jednym z głównych motywów swojej kampanii rosnącą różnicę między bogatymi i biednymi mieszkańcami Nowego Jorku. Podkreślał, że w 2012 roku na 1 proc. najbogatszych nowojorczyków przypadało prawie 40 proc. całkowitych dochodów.
Dramat! Po prostu dramat taki, że Broadway się nie podmywa!
Takie coś? I to w Hameryce? I to w czasach równiachy Obamy? Najrówniejszego* Prezydenta Wszechczasów Albo I Dłużej?
Całą tuszą i ciałem całem jesteśmy z nowym burmistrzem (SIC!). W ogóle uważamy, że to nie powinien być burmistrz (SIC!) ale prezydent - w końcu NY ma trochę powyżej 100 tys. mieszańców.
Dokonaliśmy tu stymulacji w gronie zaprzyjaźnionych ekonomistek i wyszło nam, że faktycznie różnice rosną.
Bez zbędnych oracji i zanudzania szczegółami technicznymi możemy stwierdzić, że sprawę da się rozwiązać szybko i sprawnie. Tylko trzeba determinacji, odwagi i wizji jak przez judasza na klatkę schodową.
Burmistrz (SIC!) NY powinien w trybie natychmiastowym eksmitować te 1% najbogatszych. Po prostu wywalić ich z miasta na zbity pysk. Naturalnie z zakazem wstępu pod groźbą! Naturalnie to co nakradli ma pozostać w NY ma się rozumieć.
Stymulowane ekonomistki oszacowały, że dzięki temu na 99% proc. nowojorczyków przypadnie wtedy 100% całkowitych dochodów. Plus te 40% uprzednio zrabowane, to daje 140% dochodów!
Dzisiaj wieczorem mamy rozstrzygać czy w takiej sytuacji można przyjąć, że te 99% = 100%? No ale to jest już wyższa matematyka nie na ten portal.
* - patrzaj:Równia pochyła
LINK: Różnice są złe. Uniformizacja i równanie (w dół) gwarancją szczęśliwości wiecznej.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)