Wolność – moralność – wybór – odpowiedzialność – paradoks.
Specjalnie piszę ten tekst na kilka chwil przed upływem konkursowego terminu na zgłaszanie tekstów. Konkursowe pytanie skierowane było bowiem do ludzi młodych (do których się już niestety nie zaliczam), a poza tym uważam, że pytanie konkursowe zostało źle (zbyt ogólnie i szeroko) sformułowane.
Z własnego doświadczenia wiem, że pojecie „wolności“ ewoluuje wraz z wiekiem i osobistym doświadczeniem. Kilkadziesiąt lat temu wolność polegała dla mnie na tym aby – bez wstydliwej dla mnie wtedy opieki mamy – móc samemu chodzić do szkoły. Później taką wolnością była możliwość powrotu z prywatki po północy lub swobodny wybór lektur szkolnych. Jeszcze później był to wybór zawodu, miejsca zamieszkania, etc.
Teraz juz wiem, ze WOLNOŚĆ to swobodny wybór osobistej ODPOWIEDZIALNOŚCI. Przy czym wybór ten jak i określenie granic odpowiedzialności zdeterminowany jest otaczającą nas rzeczywistością. Rzeczywistość jest w dużej mierze dziełem przypadku lub jak kto woli „determinizmu“ i „nieprzejrzystości systemu“ Spinozy.
Powiecie Państwo, ze wolność i odpowiedzialność to paradoks? Wcale nie, przynajmniej w heglowskim ujęciu wolności wyboru. Absolutna WOLNOŚĆ jako platońskie DOBRO jest bowiem tak samo iluzorycznym pojęciem jak absolutna słodycz, absolutna gorycz czy absolutne ... zniewolenie. To my sami, każdy indywidualnie, określamy granice naszej wolności. Określamy, decydując się na przyjęcie na siebie tej lub innej odpowiedzialności.
Redakcja „podrzuca“ (z wiadomych względów dla wszystkich, którzy śledzili salonowe dyskusje na temat Kataryny) pod główne pytanie "Czym jest dla mnie wolność? Czy wolność ma swoje granice?" krótkie wyjaśnienie „Celem inicjatywy jest sprowokowanie dyskusji na temat wolności i jej granic w kontekście m.in. zmian obyczajowych, politycznych i rewolucji komunikacyjnej związanej z rozwojem internetu.“
Droga redakcjo S24, już sama decyzja wzięcia udziału w dyskusji (arystotelesowski akt woli) jest w pewnym sensie dowodem wolności (Arystoteles) i jednocześnie jej ograniczeniem (Platon). Przelewając swoje myśli na papier (ekran) przyjmujemy bowiem za nie PEŁNĄ odpowiedzialność. Nawet wtedy, jeżeli z różnych przyczyn wolimy anonimowo podpisać nasze idee „nickiem“.
„WOLNA WOLA“ w pojęciu kartezjańskim (a nie w nietzscheńskim) jest bowiem nierozerwalnie związana z pojęciem MORALNOŚCI. Człowiek jako istota wolna, „skazany na wolność”, jak to ujął J.P. Sartre, sam tworzy swoje wartości i normy, wskutek czego spoczywa na nim przytłaczający ciężar odpowiedzialności. Wyborów moralnych może dokonywać tylko osoba, która działa dobrowolnie, a nie jest do tego przymuszana i tylko taka jednostka ma PRAWO do publicznego wyrażania własnego zdania oraz poglądów, a także oczekiwania jego poszanowania przez innych. W rzeczywistości (w praktyce czyli w życiu codziennym) MORALNOŚĆ (czytaj „wolność słowa“) jest z jednej strony ograniczona kodeksem karnym a z drugiej savoir-vivrem (czytaj katalogiem norm uznawanych współcześnie jako standard norm cywilizacyjnych). W tym kontekście konkursowe zapytanie o WOLNOŚĆ powinno być raczej zapytaniem o MORALNOŚĆ i ODPOWIEDZIALNOŚĆ.
Wolność i moralność (jednoznaczna z odpowiedzialnością) są do pogodzenia. Można wręcz powiedzieć, że taka zależność jest wręcz konieczna, aby uczciwie i godnie przejść przez życie.
Pozdrawiam
Jerzy T. Czaplicki / Lubicz


Komentarze
Pokaż komentarze (28)