Okazuje się, że nic lub niewiele, przynajmniej w stanie Oregon, USA. Tak zadecydował ostatnio sąd w Seattle skazując popularną amerykańską blogerkę, Crystal L. Fox, na kare 2,5 miliona dolarów.
Gwoli wyjaśnienia, pani Cox zajmuje się tzw. "investigative blogging“ i na swoim blogu, powołując się na anonimowe źródła, oskarżyła prawnika z firmy Obsidian Finance Group LLC o korupcję i machloje nazywając go przy okazji gangsterem, kłamcą i złodziejem. Oczywiście (Amerykanie w takich wypadkach maja raczej slabe poczucie humoru) została natychmiast pozwana za zniesławienie na sume w wysokości 10 milionów dolarów. Sąd postanowił niezajmować się zasadnością podnoszonych na blogu zarzutów tylko ukarał blogerkę za to, że zarzuty podnosiła jako osoba prywatna (sic!) a więc jako osoba niemająca ku temu uprawnień.
W uzasadnieniu wyroku Sędzia stwierdził, że pozwana nie jest dziennikarką i w zwiazku z tym nie może domagać się ochrony przysługującej reporterom i pracownikom serwisów informacyjnych ani powoływac się na pierwszą poprawkę amerykanskiej konstytucji*. Dodatkowo, jako osoba niebędąca przedstawicielem mediów została zobowiązana do ujawnienia, skąd czerpała informacje, które wykorzystała pisząc swoje teksty. Kobieta odmówiła podania źródła, co dało sądowi podstawę do wymierzenia jej dodatkowej grzywny.
Popularna w amerykańskiej blogosferze (ponad 400 tekstów) pani Cox uważała, że ma takie same prawa jak zawodowi przedstawiciele mediów, sędzia Marco A. Hernandez był jednak innego zdania. Skoro w ustawodawstie stanu Oregon, internet nie figuruje obok TV czy prasy w rubryce media to tym samym bloger dziennikarzem nie jest i żadne prawa mu z tego tytułu nie przysługują. Prawda że proste i logiczne?
Przypomina mi to nieco rozmowę jaką przed ćwierćwieczem odbyłem, przy okazji wyrabiania austriackiego NIPu, występując o tzw. „status artysty”. Bardzo uprzejmy i cierpliwy urzędnik (tym się różnią od polskich) obejrzał z zainteresowaniem moje dyplomy i zaświadczenia po czym, widząc że ma do czynienia z człowiekiem wykształconym ale niewiedzącym, czyli tzw. przepisowo-paragrafowym idiotą, zapytał grzecznie:
- z tego co widzę nie jest Pan ani aktorem, ani pisarzem, ani muzykiem, nie występuje Pan na estradzie i nie urządza wystaw malarskich, nie śpiewa, tańczy czy też bawi publiczność w cyrku, czyli tak konkretnie to czym, jakimi kończynami, pan na chleb zarabia?
– rękoma? – tylko to przyszło mi do zestresowanej urzędowa logiką i egzotyczną (wówczas) dla mnie mową Goethego, głowy .
- No widzi Pan! – ucieszył się urzędnik – i napisał w rubryczce: rzemieślnik :)
Tak więc - z rzemieślniczo-blogerskim pozdrowieniem - Miłych, Zdrowych i Radosnych Świąt Bożego Narodzenia!
PS. Za godzinę wyruszam na węgierska pampę czyli pusztę. Cztery dni bez internetu i TV. Święta to jest fajna impreza!
* Congress shall make no law respecting an establishment of religion, or prohibiting the free exercise thereof; or abridging the freedom of speech, or of the press; or the right of the people peaceably to assemble, and to petition the Government for a redress of grievances.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)