Cała ta dyskusja dotycząca kandydatury Donalda Tuska na prezydenta KE, to trochę jak sławetne Inflanty Onufrego Zagłoby, przy czym w rolę szczodrego ofiarodawcy herbu Wczele, wcielił się tym razem, nie kto inny, jak tygodnik “Der Spiegel”.
Nie wiem czego efektem, jakiego zbiegu okoliczności, był ten artykuł, więc mogę tylko w ciemno strzelać - albo redaktor w der Spigel mial hucznie i suto zakrapiane urodziny - lub trywialnie - w tygodniku na ostatnią chwilę potrzebowano letnio-ogórkowej zapchajdziury.
Weźmy zatem przykład z króla Gustawa, który miał co prawda parę wad ale politykę traktował po purytańsku, znaczy się na trzeźwo i przestańmy śnić co to będzie i czy Tusk nadaje się, czy też nie.
Jest całkowicie zrozumiałe, że po Barroso szefem KE może zostać wyłącznie polityk ze strefy Euro choć niekoniecznie z Grecji, Włoch czy Hiszpanii. Nawet zakładając, że niemieccy politycy (szczególnie pani Merkel i jej skarbnik Wolfgang Schäuble) cieszą się chwilowo raczej niezbyt dobrą opinią w sporej częsci Europy a Martin Schulz to kandydat mocno kontrowersyjny i na dodatek z mniejszościowej frakcji, to jednak nie wyobrażam sobie, jak można kandydature Donalda Tuska traktować serio. Tym bardziej, że wielu ekspertów po obu stronach oceanu zapowiada, że kryzys z roku 2008 to pikuś w porównaniu do tego, co nas w niedalekiej przyszłości czeka lub czekać może.
Tak więc, Spiegel sobie zażartował a my jak zawykle bierzemy to ze śmiertelną powagą. Oczywiście fajnie by było, gdyby Polak został szefem Unii ale na takie eksperymenty, to szczególnie w tej chwili, nikt raczej nie pójdzie.
Nawet jako "pudel" pani Kanclerz, lub może właśnie dlatego, Tusk nie ma najmniejszej szansy!
R’n’R



Komentarze
Pokaż komentarze (4)