Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński
73
BLOG

Czego on chce? czyli nie przeszkadzać w grillowaniu!

Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński Polityka Obserwuj notkę 3

 To co oburza choćby w dyskusji o usunięciu Krzyża z Krakowskiego Przedmieścia, to nie argumenty za czy przeciw, nie kwestia pałacu jako świątyni państwa, nie mityczność Tragedii Smoleńskiej. To wszystko jest ważne na tyle, aby stanowić argument brzmiący wystarczająco ynteligencko podczas narzekania, za działania prawicy z Jarosławem Kaczyńskim na czele. Bo nie najważniejsze jest to, kto ma racje, istotą problemu jest to, że spora część Polaków nie oczekuje debaty o mitach i ideach. Im wystarcza do szczęścia grill, a o resztę zamartwią się jutro, lub najlepiej pojutrze, bo jutro będzie kac.

 

 

Jarosław Kaczyński, przeszkadza, bo przypomina o rzeczach trudnych. Smoleńsk miał być kamieniem węgielnym pod sanację naszej polityki. Tego chcieli niemal wszyscy w dniach żałoby po 10 kwietnia, może różnie to pojmowali, ale byli zgodni co do konieczności zmiany.

Niestety okazało się, że najtrafniej ujął całą istotę atmosfery po tragedii Rafał Ziemkiewicz, pisząc o „końcu polski prawej”. Tak naprawdę spora część społeczeństwa, chętnie zapomniałaby o tym co wydarzyło się 10 kwietnia i wróciła do swoich codziennych zajęć. Polityka nie stanowi ważnego elementu w życiu przeciętnego Polaka. Zazwyczaj sprowadza ją do Jarosława Kaczyńskiego (wcześniej również Lecha) i narzekania na prezesa PiSu. Kaczyński milczy – źle, Kaczyński się modli – zawłaszcza pamięć o Smoleńsku, Kaczyński na Wawelu – dzieli Polaków, Kaczyński broni Krzyża – upolitycznia symbol religijny. Nawet gdyby Kaczyński poszedł w ślady niektórych swoich przeciwników i zajął się graniem w piłkę zapewne pojawiłyby się komentarze, że Kaczyński fauluje. Gdyby po meczu Jarosław Kaczyński usiadł aby odpocząć – pojawiłyby się zarzuty –że leniuchuje, mało tego na pewno coś knuje.

Polityką wypada się zajmować bo to domena ludzi wykształconych, inteligencji. Dlatego część naszego społeczeństwa mówi o niej i to dużo, chociaż tak naprawdę się nią nie interesuje. Paradoks? Nie koniecznie, jako ynteligencja miliony Polaków codziennie  ogląda serwisy informacyjne, później może jakąś dyskusję, jednocześnie popija kawę, zje jakieś ciasteczko, czasem może piwko wypije.  Refleksja jest tutaj zbędna.  W ten sposób, Polak zaspokaja swoją potrzebę na mądrość polityczną, kiedy ma później zabrać głos w dyskusji, mówi to co usłyszał w telewizji. Jednak dyskusje Polaków, którzy tak bardzo angażują się w debatę polityczną, to żadne kluby dyskusyjne. Nic z tych rzeczy. Przecież o czymś trzeba mówić podczas grillowania i podobnych zajęć, które są o wiele istotniejsze dla mieszkańców naszego kraju od polityki. Niestety świadczy to również o tym, że Polacy są bardzo smutnym i ubogim intelektualnie narodem. Bo czy nie ma ciekawszych tematów podczas spotkań towarzyskich od polityki? Nie mówię, żeby stronić od takich dyskusji, ale jeśli już je prowadzić to chociaż na ciut wyższym poziomie. Poświęcanie wolnego czasu na dyskusję o tym ile zła niesie za sobą Jarosław Kaczyński, przypomina mi leczenie kompleksów.

Polacy zaspokajają swoje podstawowe potrzeby, mają dylematy czy na ruszt wrzucić kiełbasę śląską, krakowską czy może kaszubską, a ten Kaczyński – jątrzy. Jątrzy czyli chce wyjaśnienia śledztwa w sprawie Smoleńska, dba o upamiętnienie tragedii, aby była przestrogą zarówno dla współczesnych jak i potomnych. Nie dziwię się, że dla kogoś, kto po wybraniu odpowiedniej kiełbasy stoi przed dylematem musztarda czy ketchup, takie pojęcia wydają się abstrakcyjne w dodatku wszelka próba refleksji nad nimi niszczy sielski spokój zagryzania ciepłych kiełbasek.

Demokracja, uczyniła z polityki przedmiot, który dotyka każdego, bo co jakiś czas musi on wypowiedzieć swoje zdanie nad urną. Mało tego. Instynktownie każdy przeczuwa, że polityka to domena, elit 9jak było kiedyś) więc dyskusje o niej uważa, za nobilitację również dla siebie. Tylko, że polityka od dawna już nie jest tworzona przez przedstawicieli wyższej warstwy społeczeństwa, a głownie przez tych, których wybrały na swoich reprezentantów warstwy najliczniejsze ( niekoniecznie najświatlejsze). Ale przecież nic w tym złego, przecież w demokracji wszyscy jesteśmy równi (sic).

Owszem jesteśmy, ale kiedy wśród polityków zabłąka się ktoś, który swoją wiedzą, przewyższa swoich kolegów, w dodatku jako jeden z niewielu traktuje swoją służbę na serio, to ludzie doznają dysonansu. I jak najszybciej odczuwają potrzebę sprowadzenia takiej osoby do poziomu przeciętnego, albo jeszcze lepiej umniejszenia tej osoby, żeby była ostrzeżeniem dla innych, którym marzy się inne podejście do służby publicznej.

Stad też sukces Komorowskiego. Jego wpadki nie przekładały się na spadek poparcia, bo swoimi brakami w elementarnej wiedzy pokazywał, że jest dokładnie taki jak większość. Zajmuje się polityką, chociaż poziom jaki prezentuje niekoniecznie do tego kwalifikuje. Czy tak nie jest w wielu przypadkach Polaków mówiących o polityce? Czy w „Bronku” nie odkryli swojego odbicia?

Ilu z tych, których dyskusje sprowadzają się do” Kaczyński to…,, Kaczyński tamto…” zna wszystkie państwa członkowskie  Unii Europejskiej? Wie na czym polega wydobycie gazu łupkowego? Kto się zresztą będzie tym zamartwiał kiedy trzeba węgla do grilla dorzucić…

 

Osobiście, nie mam nic przeciwko grillowaniu, samemu lubię pośmiać się w towarzystwie i spędzić miło czas. Czasem nawet „popolitykować” ale nie musi to polegać, na wyśmiewaniu się z polityków.  Dokładnie z Jarosława Kaczyńskiego i jego środowiska, jak to spora część preferuje. A kiedy podczas takiej „dyskusji” napatoczy się sąsiad, który najwidoczniej nie dokładnie słucha TVN, a lekturę Wyborczej ogranicza do stron o sporcie, bo opowiada, jakieś dziwne rzeczy, że ten Kaczor to nie do końca taki zły, bo obniżył podatki, a z tym invitro to też nie jest tak jak mówią…, to wówczas najczęściej dyskusję z nim odreagowuje się na internetowych forach, gdzie dowoli można demonstrować swoją wyższość nad „oszołomami”. Czasem tez odreagowując swoje frustracje można tez pobluzgać, ale tutaj się nawet nie dziwię. Jarosław Kaczyński sporo osób może doprowadzić do frustracji. Elity mówią o tym, że Kaczyński robi źle, oburzają się na niego a on trwa. Krytykowano Marka Jurka i Korwina Mikke i znaleźli się oni na marginesie polityki. Trwają przy swoich „oszołomskich” poglądach, ale mają bezpieczne- czyli znikome poparcie. A Jarosław Kaczyński, wciąż trwa. I im jest silniejszy tym większe jest widmo powrotu do polityki parlamentarnej  środowisk dwóch wcześniej wspomnianych prawicowców. Mało tego Jarosław Kaczyński był już na marginesie ale wrócił, przez co może wydawać się politycznie niezatapialnym. A to musi boleć. Jedno, że swoimi poglądami zmusza do wysiłku intelektualnego, odrywa od spraw prostych kreśląc ambitne wizje, próbuje wyrwać Polaków ze stagnacji. A aktywność wymaga wysiłku i to się może nie podobać. Ale bardziej drażni, Polaków ta druga kwestia, nie dość, że Kaczyński mąci spokój grillowania wskazując, że są rzeczy ważniejsze, ambitniejsze, to jeszcze nie można się go pozbyć. To dopiero ból, gorszy niż pusta puszka piwa, czy przypalona kiełbaska.

 

 

 

 

urodzony w roku 1984, marzy o świecie będącym przeciwieństwem książki Orwella, z której tytułem jego urodziny się zbiegły. Politolog, przez monarchistów uznany za przedstawiciela romantyzmu politycznego. Uwielbia poznawać świat i odkrywać pozapolityczne aspekty romantyzmu. Pisze i czyta w dużych ilościach. Najlepiej przy akompaniamencie dobrego rocka w tle.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka