Pamiętam, jak wśród żałobników na Krakowskim Przedmieściu, telewizja pokazała młodego muzułmanina, który przyniósł Koran dla swojego prezydenta. Była to dla mnie scena wzruszająca, bo oddając hołd głowie Państwa, jednocześnie ofiarował prawdopodobnie najdroższą rzecz jaką posiadał, fundament jego religii. Nie przypominam sobie, aby ktoś wówczas podnosił głos, że to profanacja, że Prezydent był Katolikiem, czy, że młody muzułmanin nie jest prawdziwym Polakiem. Dla każdego myślącego człowieka, takie słowa byłyby barbarzyństwem. Niestety, trzy miesiące po Tragedii Smoleńskiej podobne głosy są podnoszone.
Przed Pałacem Prezydenckim stanął Krzyż, symbol chrześcijaństwa, znak najdroższy dla każdego Katolika. Podobnie jak Koran wspomnianego muzułmanina, ten Krzyż był darem najcenniejszym jaki mógł ofiarować naród dla ofiar Tragedii Smoleńskiej. Teraz jednak, pojawiają się głosy oburzenia, że Krzyż, podważa laickość państwa, sugeruje się jednocześnie, że Ci, którzy dzień w dzień, noc w noc, pilnują Krzyża to źli obywatela, banda oszołomów. Nikt nie bierze pod uwagę, że bronią oni rzeczy dla nich najważniejszej.
Co mi po państwie, w którym dużo mówi się o wolności, a nie wolno bronić rzezy, które dla nas są najistotniejsze.
Wielu liberałów mawia, że granicą wolności ich pieści jest czubek nosa drugiego człowieka. Czy za ten nos i pięść nie można uznać symboli religijnych? Czy coś złego jest w stawianiu krzyży dla Muzułmanina, czy Żyda? Moim zdaniem, takie zachowanie nikomu nie szkodzi. Bardzo szkodzi natomiast dorysowanie szubienicy do Gwiazdy Dawida, naśmiewanie się z Jezusa lub Mahometa , czy zakazywanie noszenia symboli religijnych. W tym momencie pięść boleśnie spotyka się z nosem.
To, że w Polsce możemy stawiać Krzyże, oznacza, że jesteśmy wolnym społeczeństwem, nikt naszej religii (niezależnie czy jest to Chrześcijaństwo, Islam, Buddyzm etc.) nie zabrania praktykować, każdy może kiedy ma taką potrzebę oddać cześć Bogu. Możemy, czy mogliśmy? Czy usuwanie Krzyży w imię świeckości państwa, nie staje się dyktaturą ateistów?
Dla mnie państwo świeckie powinno tolerować inne wyznania, w państwie świeckim nikt za Gwiazdę Dawida, Półksiężyc, czy Krzyż nie powinien być prześladowany. Niestety tak nie jest. Kiedy usuwa się Krzyże państwo świeckie staje się teokratycznym, tyle, że zamiast kapłanów rządzą nami ateiści, którzy wszystkim narzucają swój światopogląd.
W normalnym liberalnym państwie, niczym nadzwyczajnym nie byłoby stwierdzenie, że w pierwszej turze głosowałem na Marka Jurka, a w drugiej na Jarosława Kaczyńskiego, ponieważ jestem Katolikiem, a tym kandydatom najbliżej jest do wartości chrześcijańskich. Niestety u nas spotyka się to coraz częściej z oburzeniem że mieszamy państwo ze sferą sakralną, jakby to było coś złego. Skoro wartości chrześcijańskie są moim zdaniem receptą na dobre życie, dlaczego mam nie popierać otwarcie polityków, którzy w swoich decyzjach kierują się tymi samymi wartościami.
Potępianie takiej argumentacji, czy usuwania Krzyża postawionego przez społeczeństwo, to znaki ostrzegawcze. Uważajmy bo to co nazywa się obecnie demokracją i wolnością za chwile okaże się tyranią i dyktaturą.
PS. Kończąc ten tekst dowiadują się, że Krzyż ma trafić do Kościoła Świętej Anny na Krakowskim Przedmieściu, a Kancelaria Prezydencka jest zobowiązana do postawienia tablicy pamiątkowej. Pozornie jest to kompromis. Jednak życie pokaże na ile był on wstanie pogodzić obie strony sporu. Z tego o czym informują media pewne jest tylko, że Krzyż zniknie sprzed Pałacu Prezydenckiego. Kancelaria prezydenta zostanie natomiast z zobowiązaniem. zresztą nie jedynym, które ma zostać zrealizowana w murach Pałacu Namiestnikowskiego, bowiem już wcześniej Bronisław Komorowski obietnic złożył sporo. Czy starczy 5 lat aby je zrealizować?



Komentarze
Pokaż komentarze (13)