Obrońcy Krzyża na Krakowskim Przedmieściu, przedstawiani jako fanatycy i sekciarze, pełnią w tej chwili w Polsce role bardzo istotną. Stali się wyrzutem sumienia dla wielu. I też pewnie stąd budzą taką niechęć.
Radykalne hasła, podnoszone na Krakowskim Przedmieściu mogły wielu bulwersować, ale nie ziemia to faktu, że dla części światłego „społeczeństwa” mogli obrońcy Krzyża stać się, nie źródłem oburzenia, a bardzo dużym wyrzutem sumienia. Mam na myśli w dużej mierze, młodych dobrze wykształconych postępowców. Bo oto w świetle kamer pojawili się ci, których oni nie chcieli widzieć w życiu codziennym. Ludzie starsi, słuchający Radia Maryja, często utożsamiani z małymi biednymi miejscowościami. Kiedyś byli oni sąsiadami tych wykształconych z dużego miasta. Kto wie, może wśród nich członkowie „elity” rozpoznali swoich rodziców, dziadków, których przecież kochają, ale którzy nie rozumieją współczesnego świata i którymi lepiej nie chwalić się na salonach warszawki.
Dotychczas byli oni obiektami żartów i symbolem obciachu, zaściankowości. W świecie „oświeconych postępowców” jeżeli już było dla nich miejsce to na marginesie.
I nagle Ci, którzy jeżeli pojawiali się w telewizjach głównego nurtu, to w materiałach przedstawiających patologie, tym razem stanęli w centrum wydarzeń. Zdominowali serce Warszawy, serce całego kraju i pokazali, że nawet prezydent Komorowski, z cała armią autorytetów im „nie poskoczy”. Mimo, że elity nimi pogardzają to muszą się z nimi liczyć. Dotychczas wydawało się to nie do pomyślenia, a jednak Ci niechciani podnieśli głowy i pokazali swoją siłę.
Osobiście, chociaż uważam, że Krzyż powinien stać przed Pałacem prezydenckim do chwili kiedy zostanie przygotowana odpowiednia tablica, nie jestem zachwycony tym co działo się wczoraj na Krakowskim Przedmieściu. Cieszę się, że Krzyż pozostał, jednak zdaję sobie sprawę, że zwolennicy opcji forsowanej przez „elity” zyskali kolejny argument w postaci radykalnych zachowań obrońców Krzyża.
Rozumiem jednak tych, którzy byli gotowi posunąć się nawet do przykuwania się do Krzyża.
Tak naprawdę byli garstką wobec całego aparatu państwa, „autorytetów” i mediów, które stały naprzeciwko nich. Nie wiem czy można było skutecznie obronić Krzyż wobec takiej potęgi przeciwnika, na drodze spokojnej dyskusji.
Zdaję sobie też sprawę, że w tej chwili żadna ze stron sporu nie może być zadowolona, ale coraz bardziej tez wątpię, czy można ten spór zakończyć tak aby zapanowała powszechna zgoda. Emocje poszły już za daleko. Krzyż, pamięć o Lechu Kaczyńskim za bardzo uwiera nasze elity, posuwający się do radykalnych haseł, zaszczuci przez media i „elity” obrońcy Krzyża, dla niektórych są coraz większym wyrzutem sumienia.
Nikt ich nie chciał, nie było dla nich miejsca w medialnym świecie, byli pośmiewiskiem, ale podnieśli głowę, kiedy poczuli, że ich wartości są zagrożone, stanęli oko w oko z potęgą tego wszystkiego co jest dla nich złem i nie poddali się. I to też bardzo boli. Bo prezydent- elekt, premier, biłgorajski klaun, powiatowy showman i cała reszta dobrze wiedzą, że jeżeli oni będą zagrożeni, nikt z tych, którzy teraz czują się oburzeni zachowaniem obrońców Krzyża, nie posunie się dalej niż do organizacji, często prostackiego happeningu z udziałem garstki najwierniejszych aktywistów. Taka wizja musi przerażać, gdy obserwuje się Krakowskie Przedmieście z okien Pałacu Namiestnikowskiego.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)