Biografię Steva Jobsa wypada mieć, pięknie prezentuje się na półce, ale już kiedy chodzi o znajomość treści zawartych w książce, jest zdecydowanie gorzej, nie mówiąc o wyciąganiu wniosków.
W dyskusji nad piractwem internetowym mamy dwa skrajne stanowiska- jedno broni prawa do legalnego ściągania różnych treści z sieci, druga powołuje się na własność intelektualną. Skutkiem czego mamy 2 skrajne opcje- nowa płyta ulubionego zespołu po kosztach energii elektrycznej i abonamentu za internet, lub jakieś 50 zł zostawione w sklepie. Za 50 zł dostajemy co prawda ładne opakowanie i świadomość, że jesteśmy uczciwi. Wielu to jednak nie przekonuje. Nieograniczony, darmowy dostęp do muzyki, czy filmów, na które trzeba by legalnie wydać fortunę, skutecznie zagłusza wyrzuty sumienia u konsumentów. Ludzie kradną muzykę i inne dobra intelektualne bo zwyczajnie ich na nie stać. Cena oferowanych dóbr rozminęła się z popytem, a piraci stworzyli bardzo kuszącą alternatywę.
Szef Apple, wyciągnął z tego wnioski i stworzył idee piosenki za dolara (dokładnie 99 centów), co przełożyło się na ogromny sukces jego projektu – itunes, w ten sposób cena trafiła w oczekiwania odbiorców, ludzi, którzy pragnęli słuchać muzyki, ale ponieważ nie było ich stać na nowe płyty korzystali z wersji pirackich.
Dlaczego nie spróbować iść ta drogą również w Polsce? Projektów wzorowane na itunes można też rozszerzać. Jest coś takiego jak korzyści skali, im więcej kupujących tym większy zarobek, nawet przy niższej cenie. Po co więc podnosząc opodatkowanie czynić chociażby z książek dobro luksusowe, zamiast uczynić je produktem, na który stać każdego, to zwiększy obroty sprzedających i może się przełożyć na wyższe wpływy do budżetu państwa.
Steve Jobs chciał, aby muzyka mogła towarzyszyć nam wszędzie, po to stworzył ipoda, muzyka, też miała być dla każdego, stąd projekt itunes. Wszystko to ładnie wygląda na stronach modnej biografii, ale chyba też warto spróbować wzorować się na niedawno zmarłej ikonie branży elektronicznej. Tego chyba jeszcze ACTA nie zabrania.
A w całej dyskusji o ACTA odbywającej się w naszym kraju, autorowi udało się znaleźć jedynie 1 (słownie jedną) wypowiedź przywołującą przykład Apple, co uczynił Wojciech Cejrowski (http://www.fronda.pl/news/czytaj/tytul/cejrowski_o_acta_18563), rozumie, że nikt więcej jeszcze nie czytał jednej z najpopularniejszych ostatnio pozycji na polskim rynku księgarskim.



Komentarze
Pokaż komentarze