1 obserwujący
6 notek
1049 odsłon
  188   2

I niech sprawiedliwości stanie się zadość.

    image   

  Prosząc przeciętnego Polaka aby w trzech słowach opisał swoje odczucia w stosunku do polskiego wymiaru sprawiedliwości zapewne najczęściej usłyszelibyśmy niechęć, nieufność, bezradność. Nie są bynajmniej kierowane w stosunku do samej instytucji sądów będących podstawą funkcjonowania Państwa, ale do przedstawicieli tegoż ważnego aparatu. Źle na temat polskiego sądownictwa wypowiadają się nawet Ci, którzy nigdy nie przekroczyli progu sądu – ich zła sława ma swoje korzenie w historii, bierze się także z dużej ilości krążących wśród społeczeństwa opowieści oraz z doniesień medialnych - komentowane szeroko nie są wszakże sprawiedliwe wyroki i szlachetne zachowania przedstawicieli zawodów prawniczych, ale sprawy w których zapadł bezduszny czy niewspółmierny do winy wyrok lub gdy ujawnione zostają godne potępienia praktyki reprezentantów wymiaru sprawiedliwości. Coraz częściej dowody takiego postepowania możemy zobaczyć w Internecie w postaci nagrań z sali sądowych udostępnianych przez strony procesu. Co możemy tam zobaczyć? Arogancję, brak otwartości na argumenty, lekceważenie podsądnych, a także nieprzygotowanie do pracy urzędników sądowych, a to wszystko bez zapoznania się z aktami sprawy. Zdarzają się też sytuacje śmieszne (choć tragiczne) jak ta nagrana niedawno w Sądzie w Żywcu gdzie pozwany stawiając się na przesłuchanie, pomylił drzwi sali sądowej i trafił na odbywającą się w godzinach pracy sądu sporą imprezę. Nie został jednak zaproszony, a budynek opuścił w asyście Policji.

    Negatywne oceny biorą się przede wszystkim z bezpośredniego kontaktu z instytucjami sądów i prokuratury, a to już bardzo źle o nich świadczy. Jakkolwiek początkowa ocena pracy sądu i werdyktu sędziowskiego dla obu stron postępowania (ze względu na osobiste emocjonalne zaangażowanie) jest zawsze subiektywna (i najczęściej różna), to jednak z czasem patrząc na chłodno jesteśmy w stanie stwierdzić czy proces był uczciwy, a wyrok sprawiedliwy dla obu stron. I właśnie w tej kwestii jest najwięcej zastrzeżeń. Prywatnie nie miałem sposobności wyrobienia sobie jednoznacznej opinii na omawiany temat do czasu błahej skądinąd sprawy, w której (będąc poszkodowanym) po blisko 3 latach od wszczęcia postępowania w sprawie kradzieży, jedyną wiążącą decyzją sądu jest zasądzenie mi (oczywiście zgodnie z prawem) 500 złotych kary za niedawne niestawienie się na kolejnym przesłuchaniu w roli świadka (mimo posiadania mojego wcześniejszego zeznania). Uwaga – na wymierzenie kary i wręczenie pisma poszkodowanemu sąd potrzebował 3 dni roboczych, choć od 3 lat nie potrafi zasądzić kary oskarżonemu. Właśnie tego rodzaju chimeryczne decyzje budzą największe uprzedzenie obywateli do wymiaru sprawiedliwości, mnie z kolei skłoniły do napisania tego tekstu. Sytuacja, która kładzie się cieniem na mojej dotychczasowej neutralnej opinii o polskim wymiarze sprawiedliwości nie miała by miejsca, gdyby nie właśnie trawiące go patologie.

    Krytykowaną często opieszałość sądów, ja wolę nazywać niewydolnością, gdyż moim zdaniem jest to problem bardziej organizacyjny, niż spersonalizowany. Statystycznie w sądach rejonowych czas trwania procesu w pierwszej instancji trwa w przybliżeniu 5 miesięcy, w sądach okręgowych 8 miesięcy. Niestety jak wiemy statystyki słabo odzwierciedlają rzeczywistość – choć pierwsze wyroki zapadają zazwyczaj do 12 miesięcy od wszczęcia postępowania to na prawomocne orzeczenia trzeba często czekać latami (obecnie na wokandzie jest ponad 6 tysięcy spraw, które trwają powyżej 8 lat). Przygotowując tą analizę przejrzałem kilkadziesiąt opublikowanych wyroków spraw z jednego przypadkowo wybranego śląskiego sądu, gdzie wina wydawała się bezsporna (podkreślam, wywnioskowałem to dostępnych opisów spaw dotyczących np. prowadzenia pod wpływem alkoholu, posiadania narkotyków, przemytu alkoholu i tytoniu, urządzania nielegalnych gier, niepłacenia alimentów) mimo tego prawomocny wyrok zapadał po 2-3 latach, czyli często po okresie dłuższym niż długość zasądzonego wyroku. Ciągnące się latami sprawy to balast dla niewydajnego systemu, dodatkowe koszty (przesłuchania nie wnoszących nic do sprawy świadków, dziesiątki zbędnych ekspertyz) oraz przedłużanie traumy dla poszkodowanych (a także oskarżonych), nie mówiąc o ich komforcie życia. Nikt do sądu nie idzie przecież dla przyjemności i liczy na możliwie szybkie załatwienie sprawy. Nie rozwijając tego wątku dam tylko przykład, który mówi wszystko na ten temat. Postępowanie w sprawie zabójstwa Pawła Abramowicza. Mimo że zabójca praktycznie został złapany za rękę, blisko 3 lata trwało sformułowanie aktu oskarżenia. Ile lat będzie trzeba czekać na prawomocne skazanie przestępcy? Proces, apelacja, może kasacja - prawdopodobnie potrwa to jeszcze 3 razy tyle. Przypomnę tylko, że w podobnych okolicznościach (choć w innych realiach), gdy przed blisko stu laty zabity został Gabriel Narutowicz, akt oskarżenia sformułowano po 2 tygodniach, po kolejnych 2 tygodniach zapadł wyrok (kara śmierci) i w półtora miesiąca od dokonania zbrodni wykonano wyrok.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo