Tak, uważam się człowieka o pogladach konserwatywnych. Umiarkowanie konserwatywnych - szybko dodaję zwykle. Magiczne słówko -umiarkowany - pozwala mi posiadać maleńką furteczkę dla pewnych kwestii których żadnym izmem załatwić się nie da. Bo nie umiem być ortodoksem zamkniętym na fakt krzywizny ziemi, choć z naszej perspektywy wydaje się być to płaszczna płaska jak stół.
Ortodoksja to ślepota. Ktos powie, że konserwatyzm opiera się właśnie na ortodoksji i nie pozwala na jakiekolwiek cofnięcie się czy mówienie "tak, ale..". Nie ma "ale". Albo tak, albo tak. Albo jesteś za aborcją albo nie. Koniec kropka. Albo jesteś konserwatystą albo czym innym np. jakimś lewakiem. Proste? No proste tylko trochę jednak za proste..
Bycie ortodoksyjnym konserwatystą pachnie mi jednak trochę ślepotą. Wkładaniem głowy w piach aby nie widzieć ludzkiej niedoskonałości i ułomności ludzkiej natury.
Im dłużej żyje tym częściej próbuję, gdy zastanawiam się nad jakimś elementem moich poglądów, spróbować chociaż na chwilę wyciszyć szum moich przekonań i nabytych w czasie życia schematów myślowych.
Np. wspomniana aborcja. Oczywiście - najbardziej to bym chciał żeby ani jedna taka okrutna operacja nie była wykonywana. Oddałbym może za to nawet własne życie gdyby była możliwa taka zamiana. Tyle że człowiek jest jaki jest. Poskładany z tego co zastanie na ziemi a bajki tutaj póki co raczej nie ma. Duża cześć ciąż kobiet to nie jest sielski obrazek z reklam przecierów dla niemowląt. Ciaże zagrażające poważnie życiu matki, ciąże w wyniku gwałtów, ciąże osób żyjących w skrajnych patologiach..
Do tego dochodzi straszliwie kulejący w Polsce system edukacyjno-społeczno-medyczny. Masa ludzi żyje poza dużymi ośrodkami, jest słabo wyedukowana i do tego od pokoleń żyje w dysfunkcji. Czy jakikolwiek zakaz aborcji w takich warunkach spełni swoją rolę? Śmiem wątpić - całe podziemie aborcyjne jakie w Polsce istnieje tylko moje wątpliwości potwierdza. Aborcje masowo dokonywane w fatalnych warunkach przez wynajętych za flaszkę konowałów - czyli w praktyce "na życzenie"..
Nie wiem, nic nie przesądzam - stawiam jedynie pytania..Czy w takiej rzeczywistości jednak choć nie spróbować dać furtkę tym zagubionym ludziom, aby jeśli mają dokonać takiego okropnego czynu zrobili to w miejscu przez państwo kontrolowanym, czystym i wyposażonym w odpowiednią ekipę lekarzy i psychologów? Może dzięki temu choć kilka dzieci by się uratowało? Może warto podjąć taką grę?
Jednak człowiek zwący się konserwatystą iortodoksyjnym woli zamknąć oczy i udawać że te sprawy to zero-jedynkowa historia. Przeważnie wykształcony i najedzony do syta konserwatysta nie dopuszcza do siebie jakiejkolwiek myśli o uelastycznieniu swoich poglądów i żyje "poza" rzeczywistością ..Jakże czuje się dumny kiedy może głosić swoje niezbywalne i czyste niczym górski potok tezy. On napawa się swoją ideologiczną krystalicznością niczym Doda silikonowym biustem..Przecież konsewatyzm wypływa z chrześcijaństwa - a chrześcijaństwo każe nam choćby spróbować zobaczyć w swoim popełniającym grzechy bliźnim człowieka..
Inna sprawa nie dająca polskiemu ortodoksyjnemu konserwatyście spać. Gej, homoseksualista czy jak to tam by nazwać. Larum biją - cały świat przyjmuje gejowską ideologię. Za chwilę bedą chodzić po domach gejowskie komanda i odbierac heteroseksualistom dzieci...Stop, stop.
Żyję w dosyć dużym mieście w Polsce, bywałem pare razy w życiu na zachodzie i jakoś nie potykałem się na każdym kroku, ani tu , ani tam o tych mitycznych już gejów. W praktyce w ogóle ich nie widziałem. No może raz kiedyś na ławce w parku siedziało dwóch przytulonych kolesi - szybko odwróciłem wzrok gdyż takie obrazki jednak wciąż kalecza moje umiarkowanie konserwatywne poczucie estetyki. Wracając do tematu - póki co tych gejowskich hord na ulicach nie widzę.
Myślę że jeśli nie wchodzi się na gejowskie strony, nie chodzi do gejowskich klubów i nie rozmyśla o tej kwesti 24/7 w miesiącu to cała ta sprawa kurczy się jak chiński ręcznik w praniu.
Adopcja dzieci przez osoby homoseksualne. Jak wspominałem w pierwszym odruchu w człowieku budzi się przerażenie na samą taką myśl. Jednak moment, zastanówmy się.. Czy wszystkie dzieci na świecie czują się szczęśliwe? Oj chyba nie. Na pewno nie. Myśle że przeważająca cześć dzieci na świecie cierpi - to chyba nie jest przesada to co tu piszę. Nawet w Europie, tej wspaniałej cywilizowanej Europie masa dzieci przeklina dzień w którym się urodziła..
Idąc dalej - adopcja to w ogóle trudna i skomplikowana sprawa - nawet dla tych "normalnych" czyli heteroseksualnych. Ogromna ilość papierologii, wizyt psychologów, pedagogów itp. Zanim taka "normalna " para wystara się o to dziecko mija wiele czasu. To nie jest przecież tak - chcę dziecko, idę do jakiegoś urzędu i wychodze z dzieciakiem pod pacha jak z nową pralką. Wiele bezdzietnych par w ogóle boi się adopcji gdyż rzadko kiedy udaje się "dostac" dziecko w wieku niemolęcym, co niewiedzieć czemu jest ideałem chcących takiej adopcji dokonać , a wychowywanie ukształtowanego już cześciowo, często kształtującego się w samotności lub w patologii, przeraża..
Gdyby - uwaga hipotetyzuję - pozwolić przy jeszcze bardziej zaostrzonych niż w przypadku małżeństw heteroseksualnych , na jakąś formę adopcji przez pary homoseksualne ( oczywiście odpada para młodych pedziów którzy wymyślili sobie że będa mieć dziecko - trzeba by udowodnić spory, przepraszam za słowo, staż pożycia, dobre warunki, stałe dobre poważne prace, opinie sąsiadów, być może udokumentowaną chęć pomocy dziadków ) to część dzieci które resztę życia spędziłyby w obskurnym bidulu , czekałby choć trochę lepszy los..?
Ani ta kontrolowana aborcja, ani kontrolowane adopcje nie byłyby oczywiście remedium na zło świata. Trzeba by jeszcze edukowac, edukowac, uświadamiać..
Tak tylko sygnalizuję pewne wątpliwości umiarkowanego konserwatysty , który boi się wylewania "dziecka" z przysłowiową kąpielą z izmów. Gdyby świat był idealny można by oczekiwac idealnych rozwiązań..Stawianie pytań jeszcze nikomu nie zaszkodziło...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)