Lumpen-bloger Lumpen-bloger
69
BLOG

J.Kaczyński nie powinien był kandydować.

Lumpen-bloger Lumpen-bloger Polityka Obserwuj notkę 14

 10 kwietnia Polacy przeżyli prawdziwą traumę. J. Kaczyński przeżył ją pewnie wyjątkowo mocno bo stracił dwie osoby z najbliższej rodziny w tym brata bliźniaka. Gdy patrzyliśmy z rodziną w telewizji na spalony wrak samolotu, przez głowę przeleciała mi myśl " powinien się wycofać z polityki - przynajmniej na rok,dwa". Przeczuwałem instynktownie iż taka sekwencja wydarzeń, śmierć brata który był Prezydentem kraju zachwiać może najtwardszą psychiką.

 J. Kaczyński nigdy nie był moim politycznym faworytem - zresztą nie o to tu się teraz rozchodzi by tłumaczyc czemu tak było. Pomimo iż nim nie był, z pewnością daleki byłbym od życzenia mu takiego końca politycznego jaki teraz obserwujemy. Bo z końcem moim zdaniem mamy do czynienia.

 Kiedy tylko zobaczyłem J. Kaczyńskiego pierwszy raz po katastrofie od razu wiedziałem że zażywa środki uspokajające, co zreszta nie jest niczym dziwnym wobec takiej ,osobistej również, tragedii. Poznałem to ponieważ mój wujek po śmierci cioci tez je zażywał i bardzo podobnie do J. Kaczyńskiego się zachowywał - czyli spowolnienie ogólne, sztuczne wyciszenie, poszarzała twarz, nienaturalny spokój etc.

 Wtedy też gdy obserwowałem J.Kaczyńskiego przypomniała się mi ta moja myśl z 10 kwietnia. Niestety czarne proroctwo się spełniało..

 Środki uspokajające ( zażywanie ich zreszta sugerowała lepiej ode mnie w końcu poinformowana J. Staniszkis ) pomogły mu w pierwszych najgorszych tygodniach przejść przez największy psychologiczny i zrozumiały kryzys. Jednocześnie jak mniemam w pewnym sensie wyniosły go "poza". Nie ma takich siłaczy. Z pewnością decyzje które wtedy zapadały ( nieważne czy wychodzące od samego prezesa czy od podszeptywaczy ) były obarczone tym byciem "poza". Koncyljacyjny ton i pokojowe nastawienie nie dziwią już w tym kontekście i juz wtedy dziwiłem się że ludzie szukają jakiejś przemiany u człowieka który przeżył ogromny cios i najprawdopodobniej nie był "sobą".

 Nie chcę zgadywać czy kandydowanie prezesa wyszło od niego samego czy było tylko podkręcone przez wspominanych podszeptywaczy. Pewne jest jedno. Nie było w tych chwilach wokół niego żadnej racjonalnie myślącej i mającej na niego jakikolwiek wpływ osoby która umiałaby spojrzeć na całość sytuacji troszkę trzeźwiejszym spojrzeniem i mogacej go od tej decyzji odwieść. Przecież mógł z ramienia PIS wystartować ktoś inny i świat by się nie zawalił. Tymczasem ta decyzja uruchomiła wsteczne odliczanie od politycznego sepuku.

 J. Kaczyński i tak mógł wyjść jeszcze z twarzą z całej tej niezręcznej sytuacji. Uzyskał naprawde dobry wynik mogący być niespodziewanym przełomem w postrzeganiu jego partii.

 Niestety. Prawdopodobnie prezes stopniowo odstawiał stabilizatory ( nie można ich używać długo ), zderzył się tak naprawdę sam ze swoimi prawdziwymi emocjami i niestety nie zapanował nad nimi. Wpadł w jakiś koszmarny korkociąg dziwnych wypowiedzi. Nieprzemyślane wywiady dla Rzeczpospolitej i GP, niezrozumiałe zachowanie wobec Kluzik-Rostkowskiej to pierwsze z brzegu przykłady. Dodatkowo wrażenie potęguje irracjonalne, bełkotliwe tłumaczenie tych decyzji mediom. O karkołomnej nielogicznej analizie słowa "zbrodnia" już nie będę litościwie wspominał. Wszystko to dziwi jeszcze bardziej w kontekście realnej poprawy wizerunku jego samego i PiS-u w czasie kampanii i wraz z dopuszczeniem do krwi stojących dotąd z tyłu "pitbuli" zakrawa na najprawdziwsze polityczne kamikaze.

 To wszystko każe neistety myśleć iz J.Kaczyński jak przypuszczałem nie udźwignął ciężaru chwili. Z pozycji człowieka nie dziwię się temu, gdyż jak pisałem sytuacja jaka go doświadczyła była przerażajaca. Z pozycji polityki jednak to jego ostatnie salto polityczne wygląda na konsekwencję tej jednej złej decyzji po 10 kwietnia.

 PiS wraz z nową twarzą (o ile to było możliwe biorąc pod uwage kontekst o którym pisałem ) prezesa i nowymi liderami w rodzaju Kluzik -Rostkowskiej, Poncyliusza czy Kowalem miało w rekach wszystkie karty aby odmienić los nie tylko swój ale i pomóc odczarować złego ducha krażącego w polskiej polityce. W momencie kiedy PiS dał się pociągnąć swojemu prezesowi który nie wiedział kiedy odpuścić, szanse na taką odmianę polskiej polityki są o stokroć mniejsze. Nie dość że zostawia o wiele większe pole do popisu platformersom i Palikotowi to na dodatek zamyka się w nieprzekraczalnym kilkunasto - procentowym gettcie bez wyjścia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Polityka