Kiedy słyszę w tv lub czytam w gazetach o ścierających się frakcjach w PiS i PO nie moge oprzeć się skojarzeniu ze słynnymi już walkami wewnątrz PZPR-u. Pamiętacie słynnych Natolińczyków i Puławian bądź w innej wersji językowej "Żydów" i "chamów"? Potem byli rózni Moczarowcy, postępowcy , liberałowie, twardogłowi etc.
Podziały te zawsze wzmacniały się w kryzysowych dla partii momentach bo poszczególne frakcje chciały koniecznie załapać się na szalupę ratunkową po nadchodzącym niewątpliwie podtopieniu. Walki frakcyjne także czasami były specjalnie wypuszczane "w lud" jako swego rodzaju wentyle bezpieczeństwa dla rosnących w społeczeństwie emocji..
No więc jak za dawnych lat frakcje się ścierają a partie nadal pozostają dużymi niesterowalnymi i bezwładnymi cielskami dosiadanymi przez swoich wodzów jak wielkie słonie we Władcy Pierścienia ...
"Ciemnemu ludowi" podtyka się te starcia grupek partyjnych interesów i próbuje przekonać iż "każda nowoczesna partia ma wiele obliczy tudzież skrzydeł". Tyle że między polską partią a zachodnią jest taka różnica jak między przysłowiowym już "krzesłem a krzesłem elektrycznym"..
Tam siła poszczególnych frakcji wykuwa się z dziesiątek merytorycznych dyskusji toczonych w demokratycznym duchu i przekłada się potem na jakość programową. U nas jak za czasów PZPR-owskich gra toczy się tylko i wyłącznie o pierwszeństwo w "oznaczeniu terenu" wokół ważnych uszu - kiedyś należących do sowieckiej wierchuszki a dziś wokół prezesa i jego pretorian.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)