Obserwujemy już do paru ładnych lat specyficzny klincz polityczny w który weszły dwie duże partie sowicie podtuczone przez pieniądze podatnika. Te dwie partie toczą boje polityczne , ale które polityczne są tylko i wyłącznie z nazwy. Cała walka sprowadza się do pewnych potyczek ideologiczno-socjotechnicznych bym powiedział, a sedno merytoryki pozostaje nienaruszone. Która partia by nie dowodziła szybko dowiaduje się iż ma w rękach mozliwość jedynie lekkiego korygowania strukturą państwa mocno juz zakotwiczonego w Unii Europejskiej i co wazniejsze , usadowionego w globalnej gospodarce światowej co skutecznie ogranicza jakiekolwiek próby "ściagnięcia lejców".
Szybko okazuje się że biorąc te wspomniane wyżej uwarunkowania zewnętrzne plus uwarunkowania wewnętrzne ( np. niezborne, ociężałe i sypiące się instytucje państwowe w rodzaju ZUS-u ale nie dające się poddać jakiejkolwiek reformie bez efektu chwilowej chociażby ,ale nie wiadomo z jakimi dalszymi konsekwencjami, zapaści państwa ) prowadzenie polityki poczyna się ograniczać do suchej administracji co nie wydaje się specjalnie dla wyborców ekscytujące.
Wiadomo. W Polsce głównym, póki co ,problemem dużych partii jest ich byt i przetrwanie - zwłaszcza mając dobrze w pamięci krótki żywot takich potęg wydawałoby się jak AWS czy SLD. Należało więc szybciutko pootwierać nowe fronty walki politycznej a w zasadzie ideologicznej aby choć spróbowac pokazać ludziom że czymś się od innych odrózniają. Poszły więc w ruch wszelkie mozliwe "cepy" znaczeniowo-kulturowe w rodzaju patriotyzmu, Solidarności, moralności, liberalizmu etc.którymi można było tłuc przeciwnika po głowie w zalezności od potrzeb.
Cofnijmy się jednak jeszcze na chwilę do lat 2003-2005..
Korzystając z sytuacji iż gospodarka polska wyszła z potężnego dołka który miał miejsce u progu lat dwutysięcznych oraz z faktu wypłynięcia sprawy Rywina potężnym taranem rozbijającym SLD w główny nurt polityczny wpłynęły dwie post-solidarnościowe byty mające na sztandarach tę samą IV RP. IV na RP którą jak mówiły wszelkie wskaźńiki sondażowe, czekała większość zmęczonego rządami postkomunistów społeczeństwa.
Konflikt interpersonalno-światopoglądowy jaki toczył się między oboma liderami( Tusk i Kaczyński ) został przytłumiony na potrzeby toczonej ofensywy mającej zmieść postkomunistów z politycznej ziemi. Kiedy to się udało, szybko nastapiła tzw. "kłótnia o łupy". Naiwne społeczeństwo ( oczekujące POPISU )porozdawało głosy obu partiom "po połowie" co z miejsca stworzyło sytuację klinczową nie dającą szans na wyłonienie "tego ważniejszego". Logika wojny szybko poporowadziła Tuska i Kaczyńskiego wraz z wojskami do okopów co zaowocowało pięcioletnią ostrzeliwanką. Skutki jej znamy wszyscy.
Dziś sytuacja wyglada tak że bardziej popularne w społeczeństwie PO pousuwało się całkowicie w cień zostawiając pole harcownikom z PiS-u co w połączeniu z nie-życzliwymi mediami wciąż i wciąż daje efekt pogłebiania się czanego wizerunku partii Kaczyńskiego a w rezultacie nie pozwala jej się wzbić ponad swój żelazny ale nie wiekszościowy elektorat.
Podczas gdy PO nastawiło się na defensywę ( coraz rzadziej podejmuje jakiekolwiek inicjatywy czy choćby próbę komunikacji ze społeczeństwem ) i cichą administrację państwem, PiS doskonale wywiązuje się z roli "złego policjanta" . Wizerunek ten jednych odstręcza i powoduje ich odejscie ale zapewnia wciąż napływ nowych i pozwala zachowac status quo.
Więc szarpie się PiS uderzając w coraz to radykalniejsze ideologiczne hasła ale stosunek sondazowy między nimi a PO ani drgnie. Skutek ma to taki że PO coraz bardziej ludziom "znika" a PIS spala się w medialnym ogniu. Kto na tym klinczy wygra trudno ocenić. Na pewno jednak przegramy my - społeczeństwo. Dezintegracja i ociężałość naszego państwa będzie postępować i utleniac się ono będzie wydzielając ideologiczny dym. Ani jedni ani drudzy nie zajmuja się planowaniem przyszłości i wskazywaniu przynajmniej społeczeństwu miejsc zapalnych z jkimi możemy miec styczność.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)