Spadochroniarze wygrywają wybory
Kiedyś z tarnowskiego okręgu wyborczego do Senatu dostał się niejaki Andrzejewski (z Solidarności). Nikt go nie znał (był z Warszawy), ale wyborcy tarnowscy na niego zagłosowali, bo był z Solidarności. Poźniej startował z zupełnie innej części Polski i też się dostał do Senatu. Następnie tarnoscy wyborcy wybrali senatora - widmo - Adama Glapińskiego z Warszawy, gdyż popierała go AWS i ROP. Glapiński pojawił się w Tarnowie tylko na początku kadencji. Później już nie docierał do Tarnowa, gdyż chyba nawet nie bardzo kojarzył, gdzie to miasto leży.
Teraz na 11 parlamentarzystów (9 posłów i 2 senatorów) tarnowianie wybrali sobie aż 8 spoza miasta. W między czasie mogli się przekonać, jak ważny jest dla regionu skuteczny lobbing parlamentarny.
Nowy Sącz "zalatwił" sobie budowę "doliny medialnej" za kilkaset mionów złotych, lotnisko, bezposredni dojazd pociągiem do Krakowa (z pominięciem Tarnowa). Tarnów zaś stracił status miasta wojewódzkiego, ZUS przeniósł się do...Nowego Sącza, a teraz miasto może stracić zjazd z planowanej autostrady Kraków-Ukraina.
Mieszkańcy Tarnowa nad tym ubolewają. Gdy jednak przychodzi dzień wyborów, grzecznie głosują na "spadochroniarzy" z Warszawy, Krakowa, Katowic. Doszło nawet do tego, że w ostatnich wyborach samorządowych, jednym z kandydatów na prezydenta Tarnowa był człowiek z.....nowosądeckiego. Być może, gdyby ulubieni wodzowie partyjni wystawili w tarnowskim okręgu wyborczym kandydatów z Górnej Wolty lub Zimbabwe, też by zwyciężyli.
Tego typu absurdy możliwe są nie tylko dzięki temu, że "Polak przed szkodą i po szkodzie głupi", ale także - a może przede wszystkim - dzięki "najgłupszej na świecie" ordynacji wyborczej (jak ją określa prof. Brzeziński), która umożliwia partiom robienie społeczeństwa w przysłowiowego konia.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)