Ostatnio coraz głośniej słychać w mediach głosy polityków opozycji, oburzonych domniemanym dzieleniem dzieci na te gorszego i lepszego sortu. Czy jest tak w rzeczywistości?
Wejście w życie, zapowiadanego jeszcze w kampanii wyborczej przez obóz PiS programu "Rodzina 500plus" zdaje się z każdym dniem dużo pewniejsze. Z punktu widzenia zwolenników partii rządzacej jest to niewątpliwie krokiem w dobrym kierunku do spełnienia obietnic wyborczych. Nie mniej jednak, zaskakująca może okazywać się w tej chwilii rewolucyjna zmiana frontu, w stosunku do wspomnianego pomysłu, polityków opozycji. Wypowiedzi, o tym że się nie da, gdyż nastąpi katastrofa budżetu zastąpiły głosy o tym, iż trzeba zapłacić ludziom więcej. Nie bez znaczenia jest przy tym, to że wg opozycji, PiS dokonuje niesprawiedliwego różnicowania dzieci, dyskryminując te które urodziły się jako pierwsze.
Rzekome uprzywilejowanie dzieci, z pozoru groteskowe, coraz mocniej przewija się w wypowiedziach polityków PO i Nowoczesnej. Wydaje się, że zakładają, iż pieniądze trafią bezpośrednio do drugiego dziecka albo rodzice przeznaczają je tylko na drugie i kolejne dzieci, pomijąjąc przy tym zupełnie pierwsze dziecko. Co istotnie, pieniądze skierowane są bowiem dla rodziców, a nie dla dzieci. W innym razie należałoby powiedzieć, że tzw. dopłaty do hektara "idą w ziemię". Argument ten, zakładający braki inteligencji Polaków, nie wytrzymuje zatem krytyki. Błędem byłoby tu jednak założenie, że braki te dotyczą polityków PO i Nowoczesnej. Wzmiankowane wypowiedzi medialne dowodzą jedynie tego, jak toporna jest propaganda wspomnianych formacji. Przekaz, bez znaczenia czy opierający się na prawdzie czy nie, ma trafić do głów obywateli. Trudno mimo to zakładać, iż w wyniku tej manipulacji Polacy przestaną równo traktować swoje dzieci.
Ciekawe wydaje się też, że według opinii eksperckich 500 zł może sprawić, że Polacy przestaną pracować. Ciekawe o tyle, bo według innych krytycznych głosów 500 zł to śmiesznie mało. Moim zdaniem, projekt ten zwiększając domowe budżety ma szansę wygenerować olbrzymią sumę przeznaczoną przez polskie rodziny na konsupcję, w konsekwencji przynosząc zyski gospodarce ,jak i wpływy do budżetu w postaci podatków.
Co do pozostałej części poprzedniej koalicji a więc PSL, można powiedzieć, że Kosiniak rzeczywiście wykazywał aktywność dążąc do zwiększenia dzietności w Polsce. Niestety jednak, zauważyć trzeba, że realizowany przez 8 lat plan, zakładający wydłużenie urlopów, budowę żłobków oraz zniżki (np. na basen) dla rodzin wielodzietnych, nie przyniósł oczekiwanych efektów, co odzwierciedla tragiczny w stosunku do innych krajów świata i bardzo daleki od odnawialności pokoleń współczynnik dzietności. Nie można przenosić rozwiązań z Europy Zachodniej bezrefleksyjnie do Polski. W krajach gdzie nie ma problemu z zarobkami, to żłobki a nie dodatkowe fundusze mogą motywować do posiadania dzieci. W Polsce podstawowym problemem rodziców jest jednak brak środków i nie zmieni tego 20% zniżki na lodowisko. Z uwagi na efekty rządów poprzedniej koalicji, domaganie się pochwał dla Kosiniaka, szczególnie w obliczu wyludniania się polskiej prowincji, wydaje się zatem, co najmniej nie trafione, choć oddać należy PSL także, że poparł projekt Rodzina 500 plus.
Na zakończenie wypada powiedzieć, że projekt PiS nie zlikwiduje wszelkich problemów z dzietnością w Polsce. Podstawowy problem Polaków to bowiem brak stabilności pracy, problemy mieszkaniowe, a także "głodowe" zarobki, dlatego też z wielką nadzieją oczekuję na realizację projektu gospodarczego ministra Morawieckiego. Nie mniej jednak projekt Rodzina 500 plus stanowi krok w dobrą stronę, gdyż to 500 zł, jest w stanie realnie poprawić los rodzin w Polsce, szczególnie tej zwanej Polską powiatową.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)