W konserwatywno - niepodległościowej prasie bardzo często przewija się temat o szykanach, czy innych miękkich represjach, które dotykają ludzi utożsamiających się z prawicowymi ideami. Czy to w pracy, wśród przyjaciół czy w szkole przyznanie się do swoich przekonań i sympatii politycznych, w szczególności, gdy wiąże się to z popieraniem PiSu, może sprawić, że ośmieszymy się, wyjdziemy na oszołomów czy wręcz jakichś "faszystów". Jak jest w rzeczywistości? Pewnie zawsze inaczej. W przypadku mojego przyjaciela, w jego miejscu pracy jest akurat odwotnie. Przyznanie się do popierania PO to obciach! Żadki przypadek, ale jednak się zdarza. W moim przypadku nie jest już tak dobrze. Pracuję w średniej wielkości międzynarodowym koncernie, który w Polsce zajmuje się głównie działalnością produkcyjną. Stąd większość osób to absolwenci studiów technicznych, umysły ścisłe, a więc ludzie uważający się za racjonalistów. Odgórnie jest oczywiście przyjęte, że PiS to obciach, prawica to ciemnogród, a PO doskonałe nie jest, ale i euopejskie i na czasie, i jakieś takie przystające bardziej do wyobrażenia o nowoczesnej partii. A tak wogóle, to interesowanie się polityką jest w zasadzie bezcelowe, bo każdy polityk to złodziej i cwaniak. Dyskusja trudna, aczkolwiek możliwa. Przytłoczony kretyńskimi uwagami o Krzyżu Pamięci czy katastrofie smoleńskiej siedziało się cicho i pod nosem zgrzytało się zębami.
W końcu jednak doszedłem do wniosku, że warto by sprawdzić reakcje ludzi na moją "PiSowość". I sprawdziłem. I żałuję, że tak późno. W pierwszej kolejności udało się znaleźć kilka osób o zbliżonych poglądach. Okazało się, że kilkoro nas jest. Najlepsze w tym jest to, że są to bez wątpienia bardzo oczytani i mądrzy ludzie. Znacznie powyżej przeciętnej. Więc gdzie ten ciemnogród? Z pewnością nie wśród PiSowców. Nie ukrywam, że wiele osób było zaskoczenych i nieraz dyskusje miały nieprzyjemny przebieg. Propaganda nienawiści uprawiana przez mainstreamowe media odnosi olbrzymi sukces. Często ludzie, zdawało by się otwarci i inteligentni są tak silnie uwarunkowani przez media, że reagują wręcz złością. Rzeczowa dyskusja nie pomaga. Na logiczne argumenty względem sytuacji wokółsmoleńskiej nie są w stanie przeciwstawić nic poza prymitywną uwagą "mam to w dupie", "zajęliby się gospodarką" itp. Dalej następuje szybka zmiana tematu. Są osoby, które się zraziły do mnie, ale i tak nie zależało mi na kontakcie z nimi. Większość okazała się na poziomie i pomimo różnic wykazuje zrozumienie.
Jest jeszcze jedna rzecz, najważniejsza moim zdaniem. W wyniku braku równowagi w mediach nie istnieje praktycznie możliwość równoprawnej dyskusji pomiędzy obozem konserwatywno-niepodległościowym, a resztą szeroko rozumianej sceny politycznej. Nasz wizerunek jest zawsze wypaczony i ukazany w krzywym zwierciadle. Jak temu przeciwdziałać? Tylko poprzez dawanie świadectwa. Jedynie spokojna dyskusja, logiczne i rzeczowe argumenty mogą wywołać pęknięcie na medialnym murze, którym Polacy są otoczeni. Trzeba pokazać, że to nie oszołomy i mohery są po naszej stronie. Tylko młodzi, wykształceni ludzie, którzy nie dali się otumanić, kochają ten kraj i chcą tu żyć. Jedna osoba nie zdoła skruszyć ściany fałszu, ale nasze połączone głosy są silniejsze od jakiejkolwiek propagandy. Ważne, żeby zachować spokój i nie dać się sprowkować do ostrych wymian zdań. To my, niestety, jesteśmy w gorszej sytuacji i to nasze działania są tu oceniane z góry negatywnie, a chodzi przecież o zmianę tego stereotypu. Tylko nasza otwartość może zmienić ten fałszywy wizerunek. I tylko wtedy, gdy będziemy zjednoczeni. Musimy się spieszyć, póki jeszcze możemy swobodnie mówić, bo nie wiadomo, czy za kilka lat to się nie zmieni.




Komentarze
Pokaż komentarze (5)