Premier Donald Tusk, na naprędce zwołanej konferencji mającej imitować konsultacje społeczne w sprawie ratyfikacji ACTA, przeprosił za arogancką postawę Rządu. Stwierdził, że złej woli jego, ani żadnego z jego współpracowników w tym nie było.
Wierzę w te przeprosiny, a przynajmniej w tę część o braku złej woli.
Tak jakoś się złożyło, że wszelkie kontrowersje związane z tym Rządem, które w krajach o ugruntowanej demokracji wywołałyby ostrą reakcję społeczeństwa, w Polsce takiej reakcji nie wywołały. Pozwolę sobie przytoczyć kilka przykładów, w kolejności nie do końca chronologicznej. Upadek przemysłu stoczniowego, katastrofa smoleńska wraz ze śledztwem, niekorzystna umowa gazowa zablokowana w ostateczności przez UE, gnębienie kibiców (proszę zauważyć, że za rządów PO-PSL ilość zadym stadionowych zmniejszyła się o ok. 50% - znać, że od sukcesu bardziej był potrzebny odwracacz uwagi), niejasności związane z olbrzymimi kosztami budowy stadionów na Euro 2012, afera hazardowa, zabranie pieniędzy z OFE, uszczuplenie Funduszu Rezerwy Demograficznej, olbrzymi wzrost długu publicznego, koszty budowy autostrad (taniej wybudować kilometr autostrady przez Alpy w Szwajcarii niż u nas przez nizinę środkowoeuropejską), samobójstwa i samookaleczenia urzędników i funkconariuszy państwowych. Część z tych spraw nie wymaga oczywiście wychodzenia na ulicę i palenia opon, ale wymaga co najmniej ostrego huraganu pytań ze strony dziennikarzy, poważnej dyskusji i śledztw.
Co, dla odmiany, miało miejsce u nas?
Skuteczne zamiatanie wszystkiego pod dywan przy usłużnej pomocy ze strony znacznej części mediów (bez mediów zamiatanie byłoby nierealne - może by tak Lisowi dać tytuł Pierwszego Zamiatacza RP? Należy mu się po przyznaniu Donaldowi po raz drugi człowieka roku). Niektóre sprawy wywołały pewne niepokoje społeczne, jak katastrofa smoleńska, która otrzeźwiła wielu, jednak nadal są oni mniejszością, a na dodatek nie są elektoratem PO. Za to media skutecznie zochydziły sprawę smoleńska większości, więc jest w zasadzie po problemie (miejmy nadzieję, że do czasu). To skąd Tusk i jego watacha mieli wiedzieć, że ich sposób rządzenia, który do tej pory jest tak skuteczny, może wywołać burzę? Nie mogli tego wiedzieć.
Stąd brak konsultacji, brak informowania społeczeństwa. Nie ze złej woli. Po prostu, tego typu zabiegi nigdy nie były potrzebne.
P.S. Tak się zastanawiam, dlaczego akurat kwestie cenzurowania internetu wywołują zawsze ostry sprzeciw, podczas gdy inne problemy są tak skutecznie pacyfikowane? Czy oprócz oczywistego wolnościowego charakteru sieci, jest coś jeszcze? Brak kontroli mainstreamu nad informacją? Niemożność skutecznego przykrojenia i spreparowania newsa pod swoje potrzeby ze względu na mnogość jego źródeł i interpretacji?




Komentarze
Pokaż komentarze