Rosja wrze. Pewnie to spore nadużycie wobec protestów mających tam miejsce, nie zmienia to jednak faktu, że zaczyna coś się tam dziać. Każdy dzień przynosi nam kolejne informacje o jakichś antyputinistach. Władza nieco się cofnęła (nie strzela do tłumu), osmieliło to ludzi. Ostatni news to biały protest kierowców, którzy próbowali odciąć kordonem samochodów Kreml. Policja uniemożliwiła im to. Jakiś czas temu pojawił się zmontowany film przedstawiający proces Chodorkowskiego, z tym, że w miejsce oligarchy widzimy Putina. Musiało zaboleć.
Aż się prosi o jakiś odwracacz uwagi, który pomógłby skupić gniew społeczeństwa na czymś innym. Co by było najwygodniejsze? W pierwszej kolejności na myśl przychodzi zamach terrorystyczny. Czeczeni czy inni Gruzini wysadzający kilka pięknych budynków z wielkiej płyty. Kilkaset ofiar śmiertelnych. Telewizje skupione tylko na tym wydarzeniu, zero przebitek z protestów. Putin na czele komisji śledczej (skąd my to znamy). Bohater z marsem na czole wypalający ognistą zemstę na wrogach mateczki Rossiji. Szyte zbyt grubymi nićmi? Nie takie rzeczy świat widział.
Jako potwierdzenie takiego scenariusza można poczytać sobie oświadczenie Doku Umarowa zakazujące ataków na ludność cywilną Rosji. Jakby obawiał się właśnie możliwych prowokacji i już szukał dla nich alibi. Jeżeli do tego dojdzie, z gorzką satysfakcją (a wolę jej nie mieć) powiem "... a nie mówiłem".




Komentarze
Pokaż komentarze