Katastrofa smoleńska była wypowiedzeniem wojny - mówił Antoni Macierewicz, poseł PiS, na spotkanie klubu "Gazety Polskiej" w Krośnie. - Czymże innym jest sytuacja, w której ginie cała elita, zostaje odcięta głowa narodu? - pytał.
Po co? Po jakie licho Macierewicz woła WOJNA? Nie mógł użyć jakiegoś słowa innego, bliskoznacznego? Co z tego, że to jedynie retoryka? Co z tego, że słowa zostały wyrwane z kontekstu, a ich znaczenie skrzywione? Po prawdzie, toczymy w tej chwili wojnę, ale jak na razie, jest to wojna o umysły Polaków. Wojna, w której karabinami są media, gazety i telewizje. Strzelają publicyści i działacze społeczni artykułami i hasłami na wiecach. Czymże innym stanie się okrzyk Macierewicza WOJNA!, jak nie amunicją dla Michnika? Przecież bzdurne hasło wojny jest teraz głównym orężem maintreamu w obrzydzaniu i manipulowaniu wizerunkiem Kaczyńskiego i Macierewicza. Ktoś powie, że niezależnie od tego i tak by cos wymyślili. Prawda, prawda, ale po co im to ułatwiać? Niech się przynajmniej wysilą! Niech coś zmontują, co potem będzie można z sadystyczną radością rozebrać na części i wytknąć – patrzcie, jak oszukujecie!
Śledztwo smoleńskie jest zbyt ważne, by dać się ponieść emocjom. Ci, którzy walczą w pierwszej linii o tę sprawę poddawani są ciężkiej próbie, ale powinni pamiętać, że każde ich słowo, każdy gest będzie z perwersyjną pieczołowitością oglądany, interpretowany i w odpowiednim świetle przekazywany społeczeństwu przez usłużne media. Dlatego powinni zastanowić się pięć razy, a jeśli to nie wystarczy, to jeszcze szósty raz, nad tym, co mówią. Zdaje mi się, czytając wywiady i artykuły w prasie konserwatywnej, że ta walka o śledztwo, o odsunięcie szkodników od władzy zbliża się już do końca i jest już prawie wygrana. Nic bardziej mylnego. Podobna retoryka dominowała w tych samych mediach przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi. Miałem wrażenie, że dyskusja nie toczy się już, czy są szanse na zwycięstwo prawicy, ale czy PiS będzie musiał zawierać koalicję, czy samodzielnie sformuje większościowy rząd. Rzeczywistość bardzo boleśnie zweryfikowała te spekulacje. Dlatego przestrzegam teraz przed popadaniem w podobny ton. Jak dotąd nie odniesiono żadnego zwycięstwa, nie rozpoczynamy międzynarodowego śledztwa, nie ma żadnych widoków na zmianę retoryki naszego rządu. Podobnie jak i nie ma widoków na dojście do władzy ludzi, którzy zechcą zająć się śledztwem na poważnie.
Walka nadal się toczy. Walka w umysłach Polaków. I dlatego słowo WOJNA powinno całkiem zniknąć z słownika konserwatywnych polityków!




Komentarze
Pokaż komentarze (5)