Rosjanie w Hotelu Bristol, tuż przy miejscu pamięci, tak ważnym dla ludu smoleńskiego. Rosjanie maszerujący przez naszą stolicę ku upamiętnieniu swego święta narodowego. Polscy urzędnicy widzą problem tylko w jednym, jak zapewnić bezpieczeństwo naszym „przyjaciołom moskalom”.
Coś tu mi się nie zgadza. Mamy do czynienia z oczywistą i na dodatek wyjątkowo prymitywną prowokacją. A czego nas uczy Newton już od XVII wieku? Że każda akcja wywołuje reakcję. Jak reaguje tłum, gdy się go prowokuje? Agresją. Stąd zdrową reakcją naszych urzędasów powinna być odmowa na wszelkie rosyjskie szowinistyczne inicjatywy, takie właśnie, jak jakieś marsze. Uzasadnienie jest proste i oczywiste, mianowicie względy bezpieczeństwa. Przy okazji można się popastwić nad Prezesem, bo to przecież wszystko jego wina.
Pytanie tylko brzmi, czy oni są w stanie czegokolwiek swoim przyjaciołom odmówić?




Komentarze
Pokaż komentarze