Gafa, gafa, gafa. „Polskie obozy zagłady” jeszcze (daj Boże już nie długo) prezydenta Obamy. Pewnie było to nie do końca świadome przejęzyczenie, bez wątpienia podszyte gigantyczną dawką ignorancji. Brak wiedzy o historii Europy, która dla przeciętnego Amerykanina stanowi tzw. „trivia”, czyli wiedzę zupełnie niepotrzebną, trywialną, taką wiedzę dla wiedzy, dotyczy każdej warstwy amerykańskiego społeczeństwa. Również tej, która doradza prezydentom. Trudno powiedzieć, czy to najzwyklejsza głupota, czy gra wyborcza, bo głosy Niemców mają większą wagę niż głosy Polonii. Dotknęło to nas wszystkich, głosy oburzenia płyną z wielu stron. Sytuacja wymaga zdecydowanej reakcji polskiej dyplomacji, ale jednocześnie musimy dbać o dobre stosunki z naszym sojusznikiem.
389
BLOG
Mam kilka ale.
Po pierwsze, to Obama dokonał czegoś, czego nie potrafiła dokonać polska dyplomacja, rząd, publicyści i wiele, wiele innych organizacji, osób itd. Najważniejsze światowe dzienniki rozpisują się o tym, że obozy koncentracyjne założone przez Niemców na polskim terytorium nie były polskie, tylko niemieckie. Sytuacja ta wpłynie zdecydowanie na podniesienie świadomości społeczności światowej w tej kwestii. Przypomni wszystkim, jak było naprawdę. Nie oznacza to oczywiście, że polscy oficjele powinni być zwolnieni z obowiązku podjęcia odpowiednich kroków, ale chodzi o to, że w ostatecznym rozrachunku cała sytuacja wyjdzie nam na dobre. Powinniśmy nadal w sposób spokojny i godny domagać się sprostowania.
Jest jeszcze jedna kwestia. Mam nieodparte wrażenie, że od 2007 roku osuwamy się niebezpiecznie w rosyjską strefę wpływów (tak, wiem, banał i truizm). Natomiast niefortunna wypowiedź Obamy oznacza wzmacnianie nastrojów antyamerykańskich. Oczywiste jest, że przy obecnym kierunku polityki amerykańskiej wobec naszego regionu, czyli braku zainteresowania, nasze nastawienie wobec Stanów Zjednoczonych może wydawać się bez znaczenia, ale ta polityka prędzej czy później się zmieni. Może już niedługo w Gabinecie Owalnym zasiądzie człowiek, który zwróci się ku Europie środkowo-wschodniej i zrozumie, że płk. Putin stanowi poważne zagrożenie dla ładu światowego. Dlatego nadinterpretacja całego zajścia jest dla nas co najmniej szkodliwa, bo w ostatecznym rozrachunku może doprowadzić tylko do niekorzystnego trendu wzmacniania negatywnych uczuć wobec USA. A przy rosnących imperialnych resentymentach Rosji z jednej strony, niemieckiej uległości i chęci robienia z nimi interesów z drugiej, USA mogą okazać się jedynym gwarantem naszej niepodległości.




Komentarze
Pokaż komentarze (1)