MadMaciek MadMaciek
203
BLOG

TWorek z mrocznego dziedzińca w okno zagląda

MadMaciek MadMaciek Polityka Obserwuj notkę 1

 

Gdy stare się skończyło i zaczęło nowe miałem lat dziesięć. Trochę to mało, by zapamiętać TWorka z czasu jego powstania, gdy komunistyczni demiurdzy lepili go i ugniatali z gliny i ludzkiej słabości. Chcieć to wszak móc, a i wyobraźni mi nie poskąpiono, stąd chciałbym tu cofnąć się lat temu trzydzieści jakieś i kilka scen przywołać z mroku.
Wtedy TWorek jeszcze TWorkiem nie był, a jedynie młodym, pewnie i od biedy wykształconym, a może i z dużego miasta. Zakutany w szare palto, przyodziany w szare buty i takież spodnie tęsknił bardzo za kolorami. Bał się, a jakże, bał się bardzo. Słyszał to i owo od kolegów z pracy, jak to się spotykają, zrzeszają, drukują, kolportują, dyskutują, spierają, złorzeczą i wiele innych rzeczy kolorowych robią, sam (jeszcze nie)TWorek bał się jednak. Rodzinę miał, żonę, którą kochał bardzo, dziecko, które wielbił ponad wszystko, ryzykować nie mógł i nie chciał. Chciał przetrwać, żyć jakoś, może to i doskonała rzeczywistość nie jest, ale jedyna, jaką mamy, i życie jakoś poukładać sobie trzeba. A tu koledzy zapraszają, w zaufaniu, po cichu, z kieszeni do kieszeni, niby dzieci w szkole, karteczkę podesłali, a na niej adres jedynie, data i godzina. I ten mówiący wiele grymas twarzy, oko zmrużone, długie spojrzenie, tak, wiemy, o co chodzi, jesteśmy wtajemniczeni, znamy życie prawdziwe i o nie walczyć chcemy. TWorka gardło ścisnęło się, twarz zbladła, oczy z orbit wyszły. Już w więzieniu się widzi, już go MO pałuje, już mu rodzinę odbierają. Kartkę spalić, kolegę obić, do domu wrócić, żonę ukochać i dziecko utulić.
Nazajutrz rano pod domem Wołga czarna. Po pracy, pod zakładem, Wołga czarna. I znowu rano pod domem, gdy śmieci szedł wyrzucić. Z kolegami nie rozmawia. Krtań ściśnięta, tonowy kamień pierś gniecie i oddychać wzbrania. Strach. Strach.
Dopadli w końcu. W bramie przydybali, we dwóch smutnych bardzo, pod ramiona wzięli i do Wołgi zabrali. Żona martwić się będzie. Odjechali. Papierosa dali, wziął drżącą ręką i czeka. Bić chcą? Nie, nie biją. Porozmawiać chcą. Rozmawiają.
Karteczka w kieszeni. Godzina już prawie wyznaczona. TWorek z mrocznego dziedzińca w okno zagląda. Koledzy zbierają się, cichcem schodzą, przez ramię spozierają nerwowo szpicli wypatrując. Żadnego nie widząc w umówiony sposób pukają, drzwi uchylone, wciskają się w światło lampy. TWorek patrzy. Wchodzić? A co innego robić? Znów przyjdą. Pytać będą. Coś powiedzieć trzeba. Zapukał, otworzyli, wkradł się w krąg światła. Słuchał, mówił mało, po ramionach klepali. Tak trzymać! Wołali. Nerwowo się śmiał.
Do domu w końcu wrócił, żona z dzieckiem spała. Boże, jak on ich kochał. Usiadł w kuchni, kartkę wziął, pióro i pisał, pisał daleko w noc. Kartkę spalić chciał, podrzeć, wyrzucić i pognieść, ale co ma im powiedzieć? Czekać będą, a pewnie i tak się dowiedzą. Kartkę podpisał, „TWorek”, na cztery złożył i do kieszeni palta włożył.
Czekali. Czarna Wołga pod domem i żarzący się koniec papierosa. Wyszli i szli w ślad za nim jakiś czas. Znowu w ciemnej bramie złapali. Kartkę im dał. Przeczytali, zadowoleni. Pieniądze dali, pieniądze! Dobrze!
Od tamtej pory nie jedno spotkanie było, nie jedna kartka, za każdym razem coraz łatwiej przychodziło. Żona szczęśliwa, dziecko w dostatku chowane. W zakładzie awans, ludzie w pas się kłaniać zaczęli, chociaż to już inni ludzie. Kolegów z dawnych czasów już nie ma. Internowani, wiezieni, na dnie sumienia zadra pieniędzmi przysypana. I tak by wpadli, nieostrożni byli, amatorzy jacyś. Z rządem chcą walczyć? Po co? Przecież da się tu żyć, i to nieźle. Wakacje na złotych piaskach w Bułgarii, dziecko w zimie na kolonii w Zakopanem. Tylko ta Solidarność, ten Papież.
’89 był rokiem strachu. Znowu strach, duszący, dławiący. Pewnie koledzy wrócą i palcem pokażą – to on! On nas zdradził! Przez niego cierpieliśmy! Ale koledzy nie przyszli. Kto wie, czemu? Może po ścieżce zdrowia siły już nie mieli? Może. Fakt, że nie przyszli. Może się jakoś ułoży? I rzeczywiście, układa się coraz lepiej. Likwidacja zakładu, wyprzedaż majątku, była okazją do świetnego interesu, sporo mamony wpadło do kieszeni. Może by tak hotel otworzyć? A może restaurację? Może coś produkować? A może wszystko na raz!
Ostatecznie udało się. TWorek jest demokratą. Kapitalistą. Firmę ma, ludzi zatrudnia, znaczy się, pracę daje, a to, wiadomo, jest już jak działalność charytatywna. Robi dużo dla tego kraju, wspiera przemiany, a co z dawnymi czasami i kolegami? Niewielka zadra na sumieniu, przysypana górą forsy i tym cudownym przeświadczeniem o swojej wyjątkowości. Przecież robię dużo dobrego! Pomagam tym nieudolnym Polakom z ciemnogrodu wejść do Europy. Tylko kolegów już z dawnych lat nie ma. Ale co mu po nich? Banda nieudaczników.
Robi tak dużo dobrego, więc co od niego chce ten Olszewski ze swoją bandą oszołomów? Polowanie na czarownice zaczyna się, szczęście jest Wyborcza, gdzie te wszystkie bzdury piętnują. Michnik jest w sejmie, i nie tylko on. Wałęsa też, widać, ma takie racjonalne podejście. Wie, że ważna jest przyszłość. Każdy robi błędy, ale pracujemy teraz razem nad wspólnym biznesem i naszą wspólną przyszłością. Szczęście udało się powstrzymać szaleńców. Ten młody Tusk całkiem nieźle się spisał. On może być naszą przyszłością.
Lata minęły, TWorek starzeje się, dziecko interes przejęło, twardą ręką trzyma i rozwija. Nowe czasy i nowe partie nastały. Rok 2000 przekręcił się i popisać kilku się chce. Czyżby Tuska jedna źle ocenił? Wygląda, że polowanie ruszy pełną parą. Michnik cały czas ma Wyborczą i krzyczy głośno. Ruszyć nas nie da.
Rok 2005. Tusk jednak rozumie! Trzeba go wesprzeć! I tak TWorek stał się POTWorkiem. Partia znów przewodzi.
MadMaciek
O mnie MadMaciek

Ambitny i narwany. Nie lubi się wydeptanych ścieżek, bezmyślności i głupoty. Się lubi się dyskusje, piwo, książki i muzykę. Się kocha się góry, córkę, syna i żonę. Żyje się w Polsce i chce się żyć w Polsce.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka