Jeżeli po katastrofie smoleńskiej i tzw. śledztwie ktoś jeszcze żywił jakiekolwiek wątpliwości co do tego, czy Polska to nadal niepodległy kraj, to po decyzji Prokuratury Wojskowej odnośnie nie rozpoczynania śledztwa w sprawie zamienionych ciał kwestia ta została wyjaśniona do samego bolesnego i makabrycznego końca. Nawet próby tłumaczenia sobie, że kolejne zaniechania i tchórzliwe rejterady względem naszych niedawno pojednanych przyjaciół są motywowane li tylko osłanianiem partii rządzącej przez powolnych jej pluszaków wymaga bardzo bujnej wyobraźni. Ile można się podkładać w imię jakiegoś tam interesu politycznego? Przecież były robione badania genetyczne. Przecież byli w Moskwie przedstawiciele polskiego Państwa, polskiego rządu. Dalej był i sztab Rosjan pałających miłością do Tuska i innych polskich przyjaciół. Ale to nie oni zawiedli, tylko przedstawiciele rodzin, którzy nie potrafili rozpoznać swoich bliskich, z którymi spędzili całe życia. Pożaru, jak i wybuchu ponoć nie było, skąd więc taka dewastacja zwłok, że rozpoznać się nie dało? Jak prymitywne i bezczelne w takiej sytuacji są te wykręty i zwalanie wszystkiego na błąd w identyfikacji zwłok! Za jakich debili trzeba mieć Polaków, by karmić ich takimi bzdurami?
Skąd taka decyzja? Może tym razem był to telefon z kancelarii płk. Putina? Co tam Putina, na takiego polskiego skorumpowanego psiarczyka z prokuratury LWP, ooo, przepraszam, WP, wystarczy pewnie jakiś podrzędny urzędniczyna. A może nawet dzwonić nie trzeba było, może ten dumny polski żołnierz już tak jest wytresowany, że w mig przenika myśli swego moskiewskiego zwierzchnika i z innymi mu podobnymi aż nóżkami przebiera, by zasłużyć na pochwałę.
Tak się traci niepodległość. Nie przez podpisanie aktu kapitulacji wobec przeważającej sile wroga, ale przez paraliż administracji. Z jednej strony odpowiednie organy nie potrafią podjąć decyzji odważnej, choć kłopotliwej, a z drugiej naród nie jest zdolny do obcięcia tej uschłej gałęzi i zastąpienia jej świeżym pędem. Ta śmierć powoli postępuje, niby rak przerzuca się na kolejne organy, aż w końcu i korzenie uschną, i liście opadną. Drzewo skarleje i obumrze. I tak powoli odejdzie w przeszłość.




Komentarze
Pokaż komentarze