Liberalizm czy etatyzm? Stopień, w jakim państwo powinno ingerować w gospodarkę, rozwój przemysłu, edukację i inne sfery życia zarezerwowane w dużej mierze dla tzw. zwykłych obywateli jest silnie zależny od sytuacji zewnętrznej i wewnętrznej danego kraju. W Polsce środek ciężkości mocno jest przesunięty w stronę etatyzmu i wsłuchując się w ostatnie wypowiedzi polityków wszystkich stron sporu nie ma większych szans, by to się zmieniło.
Pod wieloma względami wymuszone jest to przez nasze nieszczęsne położenie geopolityczne. To my jesteśmy granicą wpływów niemieckich i rosyjskich, krajów, których intencje i działania tak w przeszłości, jak i teraz nie są czyste, co doskonale obrazuje Nordstream. Stąd przy braku silnego polskiego majątku prywatnego państwo nie może sobie pozwolić na pełną prywatyzację strategicznych sektorów gospodarki, w pierwszej kolejności energetyki oraz tych najbardziej energochłonnych, jak wielka synteza chemiczna. Do tego dochodzi jeszcze transport i przemysł wydobywczy i nagle okazuje się, że mamy bardzo szerokie pole do popisu przy obsadzaniu stołków swoimi. Drugim problemem jest kompletny brak prorozwojowego kapitału polskiego. Kulczyk inwestuje w wydobycie źródeł energii poza granicami Polski, ewentualnie budownictwo, Krauze to software i finanse, Czarnecki finanse i nieruchomości, Solorz to Polsat, Polkomtel i finanse. Nic z hi-tech, automotive, elektroniki czy chemii, czyli tych branż, które decydują o stabilnym rozwoju i postępie. Dużego polskiego kapitału tam nie ma, nie mamy żadnej polskiej marki w tych obszarach, a polscy miliarderzy wolą szybkie i pewne inwestycje niż długoterminowe lokowanie w trudniejszych i bardziej wymagających branżach, dających za to zatrudnienie nie tylko finansistom, ale i fizykom, chemikom, konstruktorom i inżynierom. Stąd państwo i tutaj musi przejąć inicjatywę i dodatkowymi inwestycjami próbować stymulować rozwój. Nigdy nie będzie jednak tak skuteczne jak kapitał prywatny.
Z dwóch powyższych względów, czyli geopolityki i braku prorozwojowego kapitału polskiego pomimo formalnie systemu kapitalistycznego Polski wzrost gospodarczy opiera się nadal na inwestycjach państwowych, ewentualnie obcych korporacji. Ani jedne, ani drugie nie dają stabilizacji. Pierwsze, bo budżet ma swoje granice, a drugie, bo jak wskaźnik zysków i strat w jakimkolwiek momencie pokaże, że takimi Chinami Europy to my już nie jesteśmy, to z jakimikolwiek inwestycjami zagranicznymi możemy się pożegnać.
Trzecia opcja to mityczna klasa średnia i małe i średnie przedsiębiorstwa. To ich działalność może stanowić właśnie o w miarę solidnych fundamentach polskiej gospodarki, ale w tym obszarze właśnie, gdzie państwo mogłoby działać i wspierać ich działalność przez nie przeszkadzanie przede wszystkim, jest właśnie najgorzej. Tutaj potrzeba liberalnego prawa, możliwie najprostszych przepisów i jak najdalej idącej deregulacji. Zamiast tego mamy drugie expose Donalda Tuska, w którym nie próbował już nawet udawać, że jego rządy opierają się na czymś innym niż wydawanie kasy. Maska liberała, która od samego początku jego rządów ograniczała się do porzucenia szarego obywatela wobec nieudolnego i skorumpowanego państwa teraz już całkowicie została odrzucona. Widać wyraźnie, że Tusk tak długo będzie w stanie rządzić, jak długo srebrników w kiesie starczy na pompowanie grup interesów. Jak kasy zabraknie, Tusk szybciej spadać będzie niż Felix z 38000 m.
O ile w PO wiarę utraciłem już dawno, o tyle w PiSie upatrywałem nadzieję na tę liberalizację. Niestety! PiS wpada w zasadzkę Solidarności z jednej strony i socjalizującej Solidarnej Polski z drugiej. Co prawda jest tam wciąż Przemysław Wipler, tylko czy będzie on w stanie pełnić funkcję Zyty Gilowskiej ewentualnego rządu PiSu? Boję się, że jego pozycja nie jest na to wystarczająco silna. Mam nadzieję, że się mylę, bo bez wzmocnienia polskich przedsiębiorców chcących prowadzić swoją działalność w Polsce, a nie gdzieś w Dubaju czy Kazachstanie pozostaniemy wiecznie kolonią, niegdyś ZSRR, a teraz zachodnich supermarketów.
Ostatnie debaty czy expose pokazały, że resztki liberalizmu odchodzą w niepamięć. Politycy skupiają się przede wszystkim na zaspokojeniu potrzeb swoich wyborców, tych najbardziej doraźnych. O stabilizacji i rozwoju jakby nieco zapomnieli.




Komentarze
Pokaż komentarze