Był rok 1989. Udało mi się zakwalifikować na zorganizowane przez Sztandar Młodych Warsztaty Dziennikarskie w Broku. Przyjechali ludzie z całej Polski, z różnym doświadczeniem, różnymi aspiracjami i wizjami swojej przyszłości.
Przypominam , rok był 1989, w głowach byliśmy już wolni (jak zawsze, nie?) ale rzeczywistość pazurami trzymała się czasów minionych.
Realizowaliśmy w grupach różne z zadania, mające przybliżyć nam prawdziwą dziennikarkę. Jednym z wyzwań był reportaż. Do wyboru był szeroki wachlarz tematów. Niektórzy zajęli się problemami miejscowego GSu, inni postanowili wziąć byka za rogi i zająć się czymś poważnym. W tej liczbie my - trzej faceci z jednego pokoju.
Treblinka. Co prawda jestem z pokolenia wychowanego w duchu martyrologii, więc teoretycznie mogłem mieć wtedy dosyć opowieści o obozowych okrucieństwach, jednak niespełna rok wcześniej byłem na planie filmu "Triumph of Spirit", kręconego w Brzezince i zafascynowałem się "zbrodnią, która dotyka, oblepia i szarpie... i nie pozwala zasnąć."
Po tamtym doświadczeniu chorowałem przez blisko tydzień. Mózg nie bardzo potrafił przetrawić wrażenia. Bo to nie przeczytane słowa robią wrażenie, w takich miejscach, nie pomniki, nie muzea z tonami butów, czy kilometrami włosów.
Byliście kiedyś w obozie zagłady?
Słyszeliście ten szept?...
Jadąc do Treblinki nie bardzo wiedzieliśmy jak chcemy temat ująć. Na miejscu okazało się, że sam obóz jako temat różnego rodzaju opracowań wydaje się dosyć wyeksploatowany. Postanowiliśmy więc zmiksować wiedzę uzyskaną od kustosza, ze wspomnieniami mieszkańców wsi, pamiętających czasy holocaustu.
Najprościej byłoby teraz oczywiście przedstawić powstały reportaż, jednak tak się złożyło, że nigdy nie został on ukończony. Notatki przepadły, ludzie się rozjechali. Straciliśmy ze sobą kontakt i teraz po ponad dwudziestu latach mam dostęp jedynie do swojej pamięci.
Jeśli ktoś potrzebuje suchych faktów, ma dzisiaj do dyspozycji szereg źródeł, a choćby i wikipedię. Dwadzieścia lat temu tak nie było. A trzydzieści, to już w ogóle. Z podstawówki wyniosłem przekonanie, że obozy koncentracyjne, były miejscem eksterminacji Polaków. Wydaje mi sie teraz, że konstruowano w ten sposób miechy do dmuchania w palenisko nienawiści do Niemców. Ale, jak zauważyła moja starsza przyjaciółka, być może była to kwestia odżywającego polskiego szowinizmu. W każdym razie, gdyby mówiono, że w obozach ginęli Żydzi...
No a ginęli. W Treblince zabijano Żydów.
Nie wiem, być może teraz wygląda to inaczej, ale kiedy tam zajechaliśmy w sierpniowy, ciepły dzień, był to po prostu kawał lasu z kamieniołomami i rozebraną rampą kolejowa. Leżąca nieopodal Treblinka sprawiała wrażenie wsi zabitej dechami - bida z nędzą.
Ludzie, niby zajmowali się swoimi sprawami, ale czujnie nas obserwowali. Pewnie z tego względu, że nie było wtedy zbyt wielu przyjezdnych. No i tylko my zadawaliśmy pytania. Na terenie obozu można było znaleźć butelki po tanim winie i piwie, i zużyte prezerwatywy. Widocznie dla niektórych to miejsce wcale nie straszyło.
CAŁY TEKST ZNAJDUJE SIĘ TUTAJ.



Komentarze
Pokaż komentarze (44)